O czym chcesz poczytać na blogach?

Zgon na pogrzebie

I wanna hurt you just to hear you screaming my name

Tom.
-"Zgon na pogrzebie".Angielski humor.Słyszałam że jest całkiem śmieszna.
-To włączaj to.
-No to oglądamy.-włączyła film na komputerze. Właśnie pięciu facetów dawało Valium(które potem okaże się nie być Valium lecz narkotyki)karłowi który przyszedł na pogrzeb chowanego.Już sprzeczka bliźniaków.
-No co chcesz!-krzyknęli na nią równo bliźniacy.
-Wy to jesteście niemożliwi!Raz się kłócicie a drugi raz zgodnie naskakujecie na inną osobą!
-My się nie kłócimy!-zaprotestował blondyn.
-No właśnie!-poparł brata czarny.
-Ja kiedyś z wami.

Rozdział 7 „Zgon na pogrzebie”

piątek, 13.czerwca.2008, 12:51
No to przepraszam że długo nie było noty...No dlatego jest trochę.

sunzoo - Onet.pl Blog

Urzad do pietnastej, a juz druga.
- Naprawde.
- No, czytalam jak czekalam.Tak myslalam, ze szpital by zdzwonil po zmianie, jak podpisuja papiery i znow by bylo jutro.
- No widzisz, na razie idziemy po szlagu. Do kosciola.
- To mama dalej w szpitalu?
- Ta, przewioza ja do kaplicy chyba dzis, to juz bedzie obok nas.
- Oki.
ksiedza nie bylo, ale za to ktos.
To wszystko idzie na jedna fakture.
- A jak z kasa?
- No mowie Ci, ze ok. Wszystko sie pokryje, Ty sie nie wciskaj.
- Dobra.
- Mama chciala byc ubrana do trumny tak jak na pogrzebie wujka Andrzeja. Spodnice chyba znalazlem i trzeba wejsc i poogladac zdjecie, bo nie wiem co tam jeszcze. Jakie majki? Biale?
- Jessuuuu, nie wiem! Czarne chyba..... albo... ona zawsze w sumie.
Chyba najlepsze.
- No to musimy na jutro przyszykowac.
- Dobra.
- No to to na jutro. Czyli mamy trumne wybrac, ubrania zawiesc, odebrac papiery ze szpitala i mozna bedzie zalatwiac akt zgonu i dopiero do ksiedza po pogrzeb.
- Dobra.
Golonko stalelo mi pomiedzy, a papieros nie smakowal.
Cieszylam sie, ze moj tata lubi tak bardzo konkrety jak ja i nie ma czasu na.

A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć... Mors Mortis. - Onet.pl Blog

Naokoło miejsca wypadku zaczynali się już zbierać gapie. Zakrywali sobie usta dłonią, szeptali coś jeden do drugiego, ktoś krzyknął „Ludzie, zadzwońcie po karetkę!” A w Theo narastała wściekłość.

- Czy ktoś tu stroi sobie ze mnie żarty? – wrzasnął.

Chłopak jak i kierowca zielonego samochodu patrzyli na nią z nadzieją. Wyraźnie smutna, pokręciła głową.

- Obrażenia są olbrzymie. Zgon nastąpił na miejscu. – oznajmiła.

Zabrzmiało to jak wyrok, a podziałało jak fala tsunami niszcząca wszystko na swojej.

A temperatura gwałtownie spadła. Wiał delikatny wiatr. Spoglądając w niebo, miało się wrażenie, że za chwilę spadnie deszcz i będzie to jak najbardziej właściwe – krople niczym łzy nieba na pogrzebie Thea Blaitha.

Pożegnano już zmarłego kilkoma podsumowującymi jego życie zdaniami. Nie było za dużo do powiedzenia w tym.

Złoty podział

Piszę ze wspomnienia, zwyczaj ten używania skamienionego piasku miast mydła, uświęcony został konieczną potrzebą i brakiem. Szaleje bowiem w pełni druga Wojna Światowa. Dziesięć lat ledwie upłynęło od naszej wycieczki, myjemy się” mydłem” z piasku. Nic nowego pod słońcem. Wnukom moim, jako też „babkom” kocobędzkim stan ten dzisiejszego mydła nie będzie mącił humoru, z jakim zabierać się.

         Była to Matka Boska Częstochowska, do której starka odnosiła się z wielką czcią i wiarą. Odsyłała mnie zawsze do niej, gdy przypadała rocznica zgonu mojej matki lub gdy przychodziło święto marjańskie, gdy należało prosić o dobrą pogodę lub o nadwątlone zdrowie swoje lub kogoś z rodziny. Szczególnie często polecała wspominać w modlitwach.

Chorobę, i zdaje się i my, dzieci, gdyż starka pokazywała mi często znaki po „chrostach” na mojem czole. Śmierć matki nastąpiła pono w przeciągu kilku dni. Miałem wtenczas niecałych 16 miesięcy. Po pogrzebie matki zabrała mię starka do siebie do Kocobędza, gdzie przebywałem na przemian u ciotek i u starki do ukończenia ośmiu lat.