O czym chcesz poczytać na blogach?

Zobacz również

Przejdź do wyników poniżej

Zero

to-koniec-kinematografi blog



Dostojewski powiedział: "Byc bohaterem przez minutę, godzinę jest o wiele łatwiej niz znosic trud zycia w cichym heroizmie".

Wiec kim jest prawdziwy bohater?
to-koniec-kinematografi 2005-04-24 22:19:03
skomentuj (4)


stres
Mam juz dosc, tego jak ja sie czuje...

Kompletnie brak mi radości zycia, najmniejszej, najdrobniejszej radosci. Jakies durne zarciki, jakies usmiechy, jakies rozmowy, pozór normalnosci... Ale to własnie pozór. Bo wewnatrz chce mi sie krzyczec: BRAK MI CHECI DO ZYCIA! Absolutnie brak. Zero, kompletne zero.

Tylko błagam, nie chce słyszec ze to wszystko zalezy od mojego nastawienia.

No bo owszem, zgadzam sie ze niektóre rzeczy faktycznie zalezą, ale ja nie wiem skąd mam wziąc tą chec. I nie mam pojęcia dlaczego zniknęła. Po prostu rzeczy, czynnosci, które kiedys lubiłam, które kiedys, niezaleznie od mojego nastroju, niezaleznie od tego czy miaąłm tzw. doła sprawiały mi przyjemnosc, nagle przestały mi tą przyjemnosc sprawiac i stały sie strasznym wysiłkiem. Zmuszam sie zeby zyc.

Kazda czynnosc zieje okropną.

Sexual beast - Onet.pl Blog


11 February 2012
XII
Karyu
Słuchałem ich rozmowy, bo Uruha mimo dzielącej nas odległości i ścian mówił zbyt głośno. Jak dla mnie to jego pomysł był całkiem dobry, nie potrzebowałem go tutaj, ale oczywiście Zero musiał postawić na swoim.
- Nie jestem śpiący - to, że Zero siedział na jego kolanach wcale mi się nie podobało, ale nic nie mogłem na to poradzić, przynajmniej nie zostawił mnie na pastwę Hizumiego. - Wolałbym coś jeszcze wypić - byłem chory, mogłem wykorzystać to, że miałem taką miłą pielęgniarkę z resztą podczas choroby trzeba dużo pić.

Uruha
Zero oczywiście od razu zerwał się z moich kolan by popędzić i zrobić Karyu dobrą herbatkę. Mnie osobiście przydałby się jakiś alkohol. Spojrzałem uważnie na gitarzystę. Wyczuwałem.

nic nie czynić jest to niejako przestać żyć na świecie. - Onet.pl Blog

Spod których wystawały białe twarze. Theodor coś mruknął do siebie.
  - Teoretycznie Anioły unikają Comalii jak ognia, ale plotki mówią, że zrobiły sobie gniazdo w Elive... Mam nadzieję, że nie będzie wielkości tego w Sheller. - Wysyczał.
  - W Sheller jest duże? - Odgarnęła grzywkę z oka. Była trochę zagubiona, ale starała się domyślić, co znaczy 'gniazdo'.
  - Anioły mają swoje gniazda w podziemiach, więc nigdy nie wiadomo dokładnie, jak są długie, szerokie i głębokie.
Zamilkli. Wjechali w jakąś boczną uliczkę, którą Zero jako tako poznała. A co najmniej miała efekt deja vu.
  - A, nie zdążyłem się zapytać. Rozszyfrowaliście Ray? - Odwrócił się do niej profilem i z uśmiechem popatrzył. Spuściła głowę zaczerwieniona.
  - Aya rozszyfrowała. - Pisnęła.
  - Tak myślałem. - Roześmiał się.
  - Ale nie powiedziałabym, że to dziewczyna. - Westchnęła.
  - Prawda? Płaska z obu stron, bardziej zniewieściały chłopak niż chłopięca dziewczyna, nie?
  - Yhym. - Kiwnęła głową.
  - Już nawet Aya ma w sobie więcej.

aw-fanfiction blog


I live because of you, so I believe...
'close your eyes'
therefore, this pain never heals...]

„infection”, D’espairsRay


– Karyu... – głos był łagodny, miękki; aksamitny.
Gitarzysta z trudem przełknął ślinę, pokonując nieznośną suchość w gardle.
Zero złapał go za nadgarstek, mocno zaciśnięte palce sprawiały ból, całkiem celowo – wyrwał się, zaciskając usta. Ciemne rumieńce na policzkach i zdyszany oddech; Zero przysunął się do jego pleców, niezrażony. Palce odnalazły erekcję i nacisnęły ją przez cienki materiał dżinsów.
Karyu jęknął – całkowicie wbrew sobie i całkowicie sobie ulegając.
– Przestań..!
– Wcale tego nie chcesz – mruknął Zero z nutą rozbawienia; Karyu szarpnął się.
– Przecież nie wiesz! - rzucił ze złością, odsuwając.

Zero 7

toniezabawa.blog

Na mój rachunek, to niepokoi myśl o kolejnych podróżach do wszystkich miejsc w których ta zmiana będzie się odbywała. Zastanawiam się czy jest to niepokój miły, czy może nie bardzo.

skomentuj (5)

dwunasty maja 2011-05-12 06:18:17

Normalnie
nie zauważamy grawitacji, chociaż każdy ma w sobie jej specjalny czujnik, zmysł, który sprzęgnięty z pokładowym komputerem, potrafi w czasie rzeczywistym rozwiązywać miliony różniczkowych równań ruchu i co w efekcie zapewnia każdemu.

Kule bilardowe czy chociażby atomy, najchętniej spoczywają w bezruchu. Energia, a właściwie jej zmiana jest tu kluczowym pojęciem. Do spoczywania w bezruchu potrzeba tej energii dużo mniej niż do robienia czegokolwiek. Najprościej tłumaczę sobie tę tajemniczą zasadę myśląc o atomach. Dopiero w temperaturze absolutnego zera, gdy ustaje jakikolwiek dopływ energii z zewnątrz, atomy uspokojają się. Przestają się wiercić i trząść. Odpoczywają.
Coraz więcej myślę o sierpniowych rozmowach z Wnukiem. Bedę potrzebował jednak uporządkować swoje przemyślenia najlepiej w formie konspektu tak, aby w swoich wywodach trzymać się.

wgodzinachpracy.blog

Podkręciło, że poczułam się gotowa na kwiaty balkonowe. Mama G przyklasnęła radośnie (bo ona z tych co kochają grzebać haczką w ziemi), przyjechała, wybrała komplet sadzonek i pewnej pięknej majowej soboty zasadziłyśmy miliard skrzynek z pelargoniami, petuniami, różami, tujami, wierzbami i bluszczem. I tutaj, mój dar przeszedł najśmielsze oczekiwania! Skrzynki pokryły się przepięknie białym kwieciem wprawiając panią domu (mnie znaczy) w dumę i pełne napuszenie. Wieść się rozniosła do tego stopnia, że dowiedziały się o tym również gołębie. Niestety. Siedzę sobie w biurze któregoś mokrego popołudnia i słyszę gruchanie. Zero reakcji. Gruchanie się nasila. Zero reakcji. Gruchanie przestaje być przerywane ciszą, czyli że trwa bez przerwy. Coś mi zaświtało i wyglądam przez okno biura. W skrzynce z najbardziej obrodzonymi pelargoniami siedzi coś, co udaje gołębia. Udaje, bo jest wielkości kury. Bydlę, swój gruby tyłek załadowało w moje pelargonie! Pukam w szybkę i krzyczę: sio! Kura udająca gołębia (kury to nieloty, co nie? Więc jak ten olbrzym przyleciał na 4 piętro? Wspiął się?) odwraca się do mnie tyłkiem, pokazując gdzie mnie ma w tej chwili i mości się jeszcze bardziej ugniatając kwiaty. Zatrzęsłam się. Wychodzę z biura, lecę do salonu (3.

tonffillka wita w swym skarbie :D - Onet.pl Blog

Niczym doktor Frankenstein bezlitośnie przeprowadzała na wszystkich facetach i był w 100% skuteczny. „To nawet dobrze się składa – bo obiecałem mamie pomóc, a nie chciałem zbyt szybko kończyć naszego spotkania”. Hmm... nie takiego wyniku się spodziewała M. No bo jak tu go ocenić? Nie zapytał – zero punktów. Zorganizował sobie coś co ograniczało czasowo ich spotkanie – minus jeden punkt. No i ta mama... - plus jeden punkt za chęć niesienia jej jakiejkolwiek pomocy. Wynik wyszedł zero, a jakąś notę trzeba wystawić. Po burzliwych kilkudziesięciu sekundach myślowe jury M. powróciło z obrad do stanu.

Lekko i sięgnęła po cukier – wówczas on się uśmiechnął. Chyba zorientował się, że była zdenerwowana – najpierw mówiła, że nie słodzi a potem zaczęła sypać białe kryształki do kawy. Ale to jej nie zraziło – uśmiechnęła się ponownie, tym razem już śmielej.

tonffillka (20:42)
4 szepczących

07 grudnia 2008
Opowiadanie cz.3