O czym chcesz poczytać na blogach?

Zebrano

zebra w kropki...i

Bo innej opcji nie zaakceptuje;)...tak ladnie swieci sloneczko...swiat nie moze byc taki zly...dobra,wracam do mojej notatkowni;]

Komentarzy: 1 Bezrefleksyjność... 2006-02-02

   Ktokolwiek tu dotrze - witam w mojej swiadomosci ;] pisze incognito, nikt tez nie wie o istnieniu tego bloga...nie mowiac o tym,ze nikt nie wie kim jest zebraWkropki;](btw.widzial ktos kiedys zebreWkropki?;)...mam potrzebe uzewnetrznienia(a moze odwewnetrznienia?) swoich chaotycznych mysli...nie pisze tez dla nikogo-nie mam nic do przekazania szerszej publicznosci...uwielbiam pisac,a mentalne porzadki robie raz na jakis czas w celu uzyskania mniejszej/wiekszej rownowagi psychicznej...a ze od wszelkich notatek dostaje fizia, to kartkowany pamietnik wlozylam do duzego pudla...odkurze go za jakis czas i znow nie bede mogla sie nadziwic ile tej zebrze przybywa kropek...;]

   Jutro kolejny egzamin z pania T...Po poniedzialkowej rzezi niewiniatek,czynnik motywacyjni niebezpiecznie zblizyl sie do.

Kto dosiadł konia ten dosiadł wiatr - Onet.pl Blog







i jeszcze gifki








Paulina (16:26)
Super. Nikt mnie mnie nie lubi.
Chody konia

Stęp - czterotaktowy, najwolniejszy chód konia (oraz osła i muła). Kolejność stawiania nóg: np. lewa tylna, lewa przednia, prawa tylna, prawa przednia, czy lewa przednia, prawa tylna, prawa przednia, lewa tylna. Prędkość 100 metrów/minutę.

Wyróżniamy:

Stęp zebrany

Ślady tylnych kopyt nie sięgają przednich lub je pokrywają..

tribesman blog

Żachnęła się swym zwyczajem Topielica.
- Gutnaben! - powiedziały chórem koboldy i rozsiadły się na kamieniach. Rozpakowały tobołki i zaczęły coś gadać po swojemu, więc wkrótce reszta odwróciła od nich wzrok i skupiła się na blasku ognia.
- A kto pojechał w zamian w ich miejsce? Nasze krasnale? Przecież oni tam zginą marnie – dodała jeszcze Topielica z udawaną troską w głosie - Poza tym, też ładna mi młodzież... za czasów Łokietka się to-to zalęgło jeszcze.
- Ja bym chętnie pojechał – odezwał się Wisielec - pszeniczne piwo, piękni młodzieńcy - dodał rozmarzonym głosem, czym rozbawił kilku zebranych, którzy akurat posiadali poczucie humoru.
- Zamknij się pan, panie Wisielec! Lepiej się pan zbierz i przynieś wina!

Ostatnie słowa Diaboła spowodowały, że wśród zebranych rozniósł się pomruk aprobaty. Nawet Wisielec, który został oddelegowany do tego zadania nie sprawiał wrażenia szczególnie niezadowolonego z nowej zgryzoty. Wino jeżynowe ma niezwykłe właściwości więc pospieszył po nie, jeśli można tak rzec, bez zwłoki. Koboldy też, o dziwo zainteresowały się słowami Diaboła. Widać komunikat, jeśli dość ciekawy nie zawsze musi być podany w rodzimym języku, ażeby odnieść skutek.

.

Powiedz 'psaj?'

Zaraz po wejściu... Kolejny napad ogromnej głupawki Aśki. No stanęła i gniła :P
- Przez ponad pół godziny wybieranie czegoś do picia... I jedzenia ;P
- Jedzenie jednej dużej pizzy. Aśka wylała na mój kawałek prawie cały keczap ;/ I zrobiła z tego kawałka jakieś dziwne coś...
- Wyjście z picceri i czekanie na przystanku na autobus.
- Wyjazd z tamtego miejsca i przyjazd na moją ośkę.
- Pożegnanie się z Pawłem i Aśką. I dalej odprowadziłem MyszQę do domu.. Psajkaliśmy całą drogę ;]
- Powrót do domu i zonk. Wiadomość zła, przykra i smutna =(. Szook!
- Płacz, smutek.
- Pojechałem do Zebry pogadać (My friend;**) I natychmiastowe poprawienie mojego humoru przez nią :) (Dziękuję;*)
- Ha.. Wyjście na podwórko :) Łażenie po ośce (Już jakoś 18:00 była).. Nie kcący zleciałem z górki stromej :] A Zebra za mną :] Dalej następna górka i następny zjazd z górki na tyłku..
- Lepienie bałwana, wielkieeego bałwana.. Śnieg mocno sypał :) Bałwan zkładał się z 3 wielkich kul. Ledwo podnieśliśmy środkową =P Lepienie go zajęło jakoś 20 minut.. Był wyższy ode mnie i od Zebry =]
-Potiem powrót do Zebry domu. Gadanie i słuchanie muzy... Ewa, siostra cioteczna Zebry narysowała mi Psajdaka ;P (Dzięki :]) I.

Czytam sobie

W pozostawionej przez nauczyciela francuskiego książce, brat uwikłał się w podejrzany romans, a mama jest, cóż, trochę przygłupia. Do tego wraca tatuś, ale… Dodam tylko, że wiele kręci się wokół inicjacji seksualnej obydwu dziewcząt, pojawia się też wątek mroczny (niech się Zmierzch chowa!). No, jeśli nie mroczny, to na pewno czarno-komediowy. A Sally udaje się napisać w końcu własną powieść, Kobietom zawsze okazujemy zbyt wiele dobroci, o perypetiach urzędniczki pocztowej, która podczas powstania wielkanocnego przypadkowo zostaje uwięziona w twierdzy rebeliantów. I ta powieść jest drugą częścią Dzieł zebranych Sally Mary, już nie tak dobrą i dowcipną, ale wciąż przewrotną i pełną lapsusów słownych, z wielce pouczającym morałem.

Osobną częścią jest Sally coraz intymniej. To nie powieść, a jedynie kilkustronicowa gra słowna autora z czytelnikami, i pomimo mojej nie tak dobrej znajomości rodzimego języka autora, aż żałuję, że nie dane mi było zobaczyć jej w oryginale. Mimo to, przekład spisuje się pysznie, a jest on zasługą Jana Gondowicza, Hanny Tygielskiej i Anny Wasilewskiej. Sally coraz intymniej jest dobrym zakończeniem tego tomu, kolejnym potwierdzeniem znakomitej wręcz umiejętności zabawy.