O czym chcesz poczytać na blogach?

Zakony

Zakon Jedi

Możliwość porównywać i wymieniać gromadzone przez siebie informacje o mistycznej sile którą później nazwano Mocą. Działania te stopniowo kładły podwaliny pod to, co nazwano później Zakonem Jedi.

Nie jest również znane miejsce, z którego wziął swój początek Zakon - pośród kandydatów są owiane aurą tajemnicy, legendarne i zapomniane planety takie jak Had Abbadon czy Ondos. Są również miejsca znane galaktyce - Utapau, Coruscant, Corellia czy Ossus. Dawni mentorzy zakładali liczne akademie na różnych planetach; biblioteki w których gromadzono w woluminach rosnącą wiedzę o Mocy.

Początkowo Zakon miał raczej naturę filozoficzno-medytacyjną - członkowie nabywali coraz to nowych umiejętności zdając sobie sprawę z możliwości jakie oferuje im Moc. Wsłuchując się w jej wolę, Jedi coraz intensywniej angażowali się w życie społeczne galaktyki stając się z czasem Strażnikami Pokoju i Sprawiedliwości, pomagając w budowie galaktycznej cywilizacji.

Na kilka tysięcy lat przed Mrocznym Widmem miała w Zakonie miejsce Wielka Schizma - w jej wyniku część zaprzedanych Ciemnej Stronie Jedi odłączyła się od zakonu i przejęła władzę nad Imperium Sithów, dając początek rasie i stronnictwu.

Pamiętnik Lily E. - Onet.pl Blog

Mieszkańców zabita. Ministerstwo usiłuje ustalić tożsamość sprawców. Poniżej znajduje się lista ofiar..."

Nie czytałam dalej. Dlaczego? Dlaczego znowu zaatakowali niewinnych ludzi? Zrozumiałabym jeszcze uczciwą walkę z nami, ale nie zamordowanie wielu niewinnych ludzi, mugoli, którzy nic złego im nie zrobili. Voldemort to zwykły morderca. Nie ma żadnych skrupułów. Zamorduje każdego, aby nas zastraszyć. I nic go nie powstrzyma... Zaraz, przecież my musimy coś zrobić! Nie możemy bezczynnie czekać, aż zamorduje kolejnych ludzi! Tylko co? Nikt nie wie, gdzie akurat się ukrywa, skoro szuka go cały Zakon, wielu aurorów a nawet mugolska policja (jako groźnego mordercę).

- Lily... co się stało?

- Po prostu przeczytaj. Nie wierzę, że mogli to zrobić - powiedziałam cicho podając mu gazetę. - Przecież to byli niewinni mugole. Równie dobrze to mogli być moi sąsiedzi... znajomi moich rodziców... teraz już nikt nie jest bezpieczny! Rozumiesz, nikt!

- To było morderstwo. A z mordercami trzeba walczyć. Muszę się porozumiećz Dumbledorem... witaj, Alastorze. Nie w pracy? Słyszałeś? - Moody dostał się do naszego domu nie inczej jak przez otwarte okno. Wyglądało na to, że zbyt się spieszył, by.

Nimfadora Tonks - "pamiętaj, że ktoś o tobie marzy i smutek ma na twarzy..."

Co siκ dzieje w Zakonie! - zaprotestowa³a Tonks.

   - To moΏe poczekaζ - powiedzia³ Remus. - Praktycznie to co ci powiedzia³em, by³o najistotniejsze.

   Tonks niezbyt chκtnie, pozwoli³a, by Remus pomσg³ jej wstaζ i zaprowadzi³ j± na gσrκ. Gdy juΏ leΏa³a w ³σΏku, oparta na poduszkach, za oknem robi³o siκ coraz jaΆniej.

   - ¦wit - poinformowa³a Remusa. - Remusie... jesteΆ pewny, Ώe to wszystko?

   Remus zrozumia³, Ώe chodzi jej o informacje na temat poczynaρ Lorda Voldemorta.

   - Nie przejmuj siκ reszt±... Zakon daje sobie radκ.

   - CoΆ jest nie tak? Remusie?

   - Nie waΏne... przeΆpij siκ, odpocznij, potem o tym porozmawiamy.

   - Ale...

   Umilk³a, widz±c spojrzenie Remusa, w ktσrym widzia³a coΆ wiκcej niΏ stanowczoΆζ. To by³... niepokσj? PrzecieΏ nie musi siκ juΏ o ni± martwiζ. Teraz tylko czeka j± prosta droga do zdrowia. Remus wyszed³ z sypialni, a po chwili us³ysza³a jego kroki na schodach.

Remus wszed³ do kuchni, gdzie zasta³ rodzicσw Tonks, siedz±cych przy stole. Oboje byli przeraΏeni.

   - Tak chyba.

Czarodziejskie życie

Nagle surowym i stanowczym tonem. - Harry musi tam pozostać. Nie na całe wakacje, ale nawet nie próbuj nikogo po niego posyłać wcześniej niż prznyjamniej do połowy lipca. 
    - Dobrze - odpowiedziała Molly, lekko naburmuszona. 
    - Ja niestety nie mam czasu - mruknął Dumbledore, spoglądając na swój zegarek. - Severusie, wracasz do szkoły?
    - Tak - mruknął Snape. Podniósł się z krzesła, znajdującego się w najdalszym zakątku kuchni i ruszył do drzwi. Dumbledore, który na niego czekał, rozejrzał się po członkach Zakonu.
    - Wprowadźcie w szczegóły Tonks - polecił im.
   Następnie obaj wyszli z kuchni.
    - Nareszcie - odetchnął z ulgą Syriusz. - Nie mogę znieść widoku Snape'a... Siadaj, Tonks.
    Tonks z uśmiechem przystała na tę propozycję i usiadła na krześle wskazanym jej przez Syriusza.     
    Zdawała sobie sprawę, że chwile spędzone w tak nieprzyjemnym domu z tam przyjemnymi ludźmi będą naprawdę wspaniałe.