O czym chcesz poczytać na blogach?

Willie green

Go on it!

Nawet kocioł w pięć osób!).
Czyli, jeżeli tak jak ja mieszkasz w Poznaniu, to na Sylwestra przyjeżdżaj do Swarzędza :-)

I jeszcze krótkie podsumowanie muzyczne na 2006 rok. Nie jest to raczej podsumowanie na poziomie Williego (jeśli chodzi o długość i treść), ale nieważne. Tak więc, moje ulubione płyty zeszłego roku:
Green Day American Idiot
Zdecydowanie najlepsza płyta GD. Nie do końca wiem co mi się w niej aż tak. Wiem, że to na pewno nie jest żadne ambitne granie. Ale strasznie podobają mi się ich melodie. To raczej lekka płyta, ale dają czadu ;)
The Offspring Americana
Niektórzy mówią, że Offspring to podobne granie jak Green Day. Absolutnie się nie zgadzam. Jak dla mnie to naprawdę inny typ punk-rocka (czyt. pank-roka, że tak napiszę w stylu naszego podręcznika do muzyki :]). Nie pomyliłabym tych dwóch zepołów, co się notorycznie zdarza mojej siostrze..

Kosznews - Onet.pl Blog

        SF  34
Quincy Pondexter     SF  22
DJ Mbenga                C   30
David West                PF 30
Willie Green              SF/SG 29
Aaron Gray                C  25
Pops Mensah- Bonsu  PF 28
Emeka Okafor            C   29

Blues & Jazz - bloog.pl

Uczył się grać słuchając płyt.

Na początku udało mu się zdobyć nagrania Erica Claptona i Jimi Hendrixa, ale dzięki uporowi dotarł do płyt  Blind Willie Johnsona, Skipa Jamesa, Blind Lemon Jeffersona  i wielu innych.

Jak sam mówił :  Robert Johnson, Elmore James i Fred McDowell stali się jego.

1, 2, 11)

Eugene Ross – Guitar (left channel)

Anson Fuderburgh – guitar (right channel: 1, 2, 11)

Darryl Johnson – electric bass (1, 6, 8 and 9 only)

Willie Green – drums (1, 6, 8 and 9 only)

Ormuss mus sein

Sobie, że zawsze masz czas
Wyobraźcie sobie, co by się stało, gdyby Biork wymieszana ze Stiną Nordenstam urodziła się nie na dalekiej mroźnej północy, a w zabitej dechami dziurze w Południowej Karolinie i wychowała się na Willie Nelsonie, w porywach do Joan Baez. A teraz włączcie sobie płytę panny Joanny Newsom. Wyjątkowo ciekawy kawałek intrygującego folku, przez który trzeba się trochę poprzebijać, ale warto.

A teraz wyobraźcie sobie.Filadelfijskiego soulu z początków lat siedemdziesiątych. Do tego dorzućcie garść całkiem nowych piosenek, co brzmią jak stare wielkie hity, o których ktoś wam zapomniał wspomnieć na lekcjach muzyki. Do tego jeszcze piękny wokal Ala Greena, wysoki, lekko zachrypnięty, trochę archaiczny, jakby wmontowany w nowe aranżacje z zaginionych archiwów. Chwała Blue Note za wydawanie takich perełek.

Na koniec wyobraźcie sobie, że Wainwrightów jest więcej i po.