O czym chcesz poczytać na blogach?

Uluru

Aussie Dream

Pod ziemię, temperatura spada o 10C od razu. Upewniamy się tylko, że mamy budzik (w pokoju zawsze jest taka sama pora, bo nie ma okien i dostępu światła) i idziemy spać.
Z samego rana udajemy się do mechanika, który za 40$ naprawia nasze problemy (naprawa tymczasowa, ale pełna kosztowałaby nas ponad 600$). Zaraz po mechaniku udaliśmy się do bardzo ciekawej kopalni opalu Old Timers Mine, gdzie mogliśmy poczytać o historii opalu, miasta i zobaczyć w skałach opal wart po 50 tyś $ oraz pooglądać podziemne mieszkania. Po wizycie w kopalni nie ma na co czekać, przed nami ponad 700 km drogi do Uluru. Nie specjalnie jest o czym pisać, jeśli chodzi o drogę, oprócz tego, że po 400 km skęciliśmy w lewo na Uluru :) Tak oto po jakiś 8-9 h znaleźliśmy się w stworzonym dla turystów i bardzo funkcjonalnym Ayers Rock Resort, gdzie zatrzymaliśmy się na polu namiotowym (tutaj nie ma się wyjścia – można mieszkać albo w kurorcie, albo nie mieszkać). Mamy szczęście, bo jeszcze uda nam się zdążyć na ważny spektakl – zachód słońca nad Uluru! Szybko jedziemy w kierunku parku gdzie płacimy haracz w wysokości 25$ od osoby za wejście (całe szczęście, że jest ważny 3 dni) i widzimy,.

… poprzez łąki

Za to wystarczy rozłupać każdy najmniejszy nawet kamień, żeby zobaczyć jak to naprawdę wygląda

W wersji po upierdzieleniu skały wielkości autobusu

Najdziwniejszym aspektem była obecność strusi

Ale nie samymi kanionami człowiek żyje i po noclegu w dość śmiesznym miejscu ze świetnym ciastem czekoladowym, wyruszyliśmy by zobaczyć wisienkę na torcie Australii. A żeby nie być gołosłownym co do pogody macie obraz niespodzianki o poranku (jak parkowali wieczorem to tego akwenu tam nie było)

Jak się jest w Australii to trzeba zobaczyć Uluru (czyt. Ajers Rok). Raz na tysiąc dni nie powinno tam się jechać, bo sa chmury. I potem pełna kombinatoryka, żeby te zdjęcia jakoś wyglądały.

Oczywiście pozowanie w wersji z podskokiem (praktyka by się przydała, za to można zaobserwować różnice w technicznym podejściu do zadania)

Główna ścieżka edukacyjna wiedzie nieopodal głównej ścieżki na górę. Główna ścieżka na górę jest zamknięta średnio 360 dni w roku. Zamknęli głównie z powodu kilku przypadków śmierci (ślisko tam), które według Aborygenów zakłócają ducha góry. I jest to.

TSO podrozuje






No wlasnie, modle sie do poczty!!!

Bo sprawa jest taka, ze bank z wielkiej brytwanki wyslal ani karte i pin do tej karty w 2 roznych kopertach w przedziale 3 dni.
No i karta doszla po tygodniu, a teraz czekamy na pin juz tydzien nastepny...

No i generalnie nas szlag juz trafia z tym czekaniem.

Chcemy na ULURU i na rafe koralowa pozniej!!!
A tutaj coraz bardziej dziwni ludzie zaczynaja sie zjawiac!!! Robi sie tak jak na Tasmani! Czas na ewakuejszyn, dlatego ja bardzo prosze szanowna poczte o dostarczenie pinu jutro co bysmy mogly poleciec na Uluru juz po tym jutrze i zrobic kilka zdjec!!!

Orla dalej zbiera na zabijanie zab, pani byla szefowa dalej nie napisala referncji, sister wybrala sukienke slubna!!! Moja mlodsza 4 lata sister bedzie miala meza, a ja dalej w stanie panienskim pozostaje i jest mi z tym bardzo dobrze i niech tylko jakas ciotka albo wujek cos powie to przysiegam, ze zabije wzrokiem jak bazyliszek, albo jak tego kangura w buszu!!!





skomentuj (2)



Smy dotarly na Uluru 2006-03-15 03:37:32




Dolecialysmy na ta cholerna pustynie. Osrodek jest.

nieznanaplaneta




Previous Uluru Next Dziwna dziura w Gwatemali

Angels of Fate

W Sydney i tam zostaliśmy przez pare dni. Mieszkaliśmy w Konsulacie RP. Było bardzo, bardzo sympatycznie. Szczegóły (może) opiszę później.
Potem jechaliśmy samochodem z Sydney do Canberry, gdzie zostaliśmy dwie noce w Ambasadzie RP. Tak, tak, Ambasada jest w Canberrze, ponieważ Canberra jest stolicą.
Z Canberry pojechaliśmy samochodem do Melbourne. Uch, to dopiero była podróż. Strasznie męcząca. Szczególnie, że siedzieliśmy na tyle we trójkę: ja, Naka i walizka rodziców. W Melbourne było chyba najsympatyczniej, ale to później.
Z Melbourne lecieliśmy samolotem do Uluru (znane chyba powszechniej jako Ayers Rock). Było cudownie. Tam spędziliśmy jedną noc w hoteliku.
Z Uluru lecieliśmy samolotem do Cairns. W Cairns mieszkaliśmy w hotelu, ale, jak to powiedział mój Tata, przypominał on Amerykański motel. W każdym razie był w miarę fajny. Cairns mi się tez bardzo podobało, było to takie sympatyczne 'miasteczko'.
Potem, z Cairns polecieliśmy (taaak, znowu samolot, uch) do Brisbane. Australijczycy mówią 'Brisbn' :P Tam spędziliśmy, chyba znowu dwie noce, w motelu, który też nie był taki zły.
Z Brisbane lecieliśmy już do Singapuru, a z.