O czym chcesz poczytać na blogach?

Sztokholm

zmarzluch-w-krainie-sniegu

Zamknąć ten rozdział, a Sztokholm nie był jego ostatnią częścią;)

W każdym razie po ciężkiej nocy spędzonej w towarzystwie brudnego, chrząkającego, charkającego, obleśnego wikinga wstaliśmy i opuściliśmy pokój w rekordowym tempie. Delegacja udała się na mszę po polsku (hurra, jakie to dziwne!), a potem poszliśmy na ostateczny spacer. Obejrzeliśmy mnóstwo wspaniałych drzwi, nie oparliśmy się nastrojowemu sklepikowi ze słodyczami, wspięliśmy się do wyższej, widokowej części miasta i trzeba było wracać… Przyszedł rozstań czas, bardzo smutny, choć prawdopodobnie nie dla obserwującej nas publiczności z autobusu.

Potem spotkałam się z Polką mieszkającą w Sztokholmie i zwiedziłyśmy razem jeszcze jedną malutką wysepkę, na której ona też nie była. Poczłapałam na dworzec, zmęczona nieziemsko spotkałam w autobusie jedną dziewczynę z Umea, ale miałam siłę tylko się przywitać i zapadłam w sen. Autobus się spóźnił, a Umea przywitało szarugą i pokaźną ilością zalegającego śniegu. Na wiosnę trzeba jeszcze poczekać – pomyślałam i powlekłam się do łóżka mając w perspektywie raporcik do napisania.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

AmyDiamond.prv.pl « Strona poświęcona młodej piosenkarce Amy Diamond. Zobacz zdjęcia i informacje o niej. Znajdziesz tu także teksty jej piosenek i usłyszysz jej wspaniały głos.

Królowej Sylwii w Goteborgu. Cafe-dni działają tak: pacjenci szpitala dziecięcego i ich rodzice są zapraszani na fajny dzień w szpitalu gdzie oni mogą się bawić, robić jakieś rysunki i mieć coś fajnego do wykonania (dla przykładu ciastka,owoce&kawy). Ja bywałam na Cafe-dniach i to zawsze było wspaniałe!! ”Mój Wielki Dzień” robi naprawdę fantastyczną pracę! Grałam, rozmawiałam i śpiewałam dla dzieci. Spędziałam z nimi cały dzień i tam było dużo zabawy. Ja zrobiłam (z małym problemem) pająka, potem wróciliśmy do domu do Jönköping. 

Środa 30 czerwiec 2010: Dzisaj trochę leniuchowałam. Pojechaliśmy do Sztokholmu około czasu na lanch, aby zrobić próbę z zespołem Nanne Gronwall. W Sobotę Nanne miała premierę jej trasy i ja byłam tam gościem.
Zespół Nanne był fantastyczny!
Przepróbowaliśmy wszystkie piosenki, które miałam zaśpiewać, a trochję później przybyła Nanne i śpiewałyśmy piosenki, które mamy wykonywać razem. To wyszło naprawdę dobrze i to była świetna zabawa!

Następnie pojechaliśmy z powrotem do Jonkoping. Ja i moja młodsza siostra Lisa kupiłyśmy bilety na premierę ”Zaćmienia”, które zaczynało się o 18.00. Miałyśmy późnienie w czasie w podróży bo staliśmy w kolejce, Ale dzięki temu widziałam najdłuszą.

`...I wanna be right where you are, Like the moon on the stars...` - Onet.pl Blog

-Co z tego ? I tak wyglądasz pięknie – wstał. –Czasami trzeba sobie popłakać.

-Jasne.

-No wpuszczaj, niech Cię nie proszę, pesymistko.

I co mam zrobić ?

Wstałam i otworzyłam drzwi. Chwilę potem wylądowałam w jego ramionach i jeszcze bardziej się rozpłakałam.

-Ej, nie płacz – zaczął się śmiać.

-Co w tym takiego śmiesznego ? – spytałam przez łzy, patrząc na niego.

-Ja bym się cieszył, na Twoim miejscu – puścił mi oczko z uśmiechem.

Popatrzyłam na niego zdziwiona.

-Lecisz już na zawsze do Sztokholmu, przynajmniej na razie – powiedział.

fastfood at ownlog 2012

Przechodzę na fotel.

Niedziele są do dupy i powinno się je skreślić.


Link 27.11.2010 Komentuj i tak nikt nie czyta (0)
Ostatnio weekendy to jakiś dziwny rozkwit życia towarzyskiego.
Aż dziwnie.

Znalazłem chwilę dla siebie. Spokój kawiarnia. To już chyba rytuał. Muszę mieć dwie godziny dla siebie dziennie - minimum. Inaczej staję się nieznośny. W sensie tak bardziej niż zwykle.

Lubię ten swój rytuał. Słuchawki. Kawa. Kanapka z indykiem i serem pleśniowym.
Kanapka ma sentymentalną super moc. Mianowicie, obok sera, indyka i sałaty jest jeszcze coś. Żurawiny!
Żurawiny kojarzą mi się z zimą: -20 albo -25, Sztokholmem i zapachem starego statku.

Dlaczego?
Mianowicie, jakoś nigdy na żurawiny nie zwracałem uwagi, aż do czasu jak odwiedziłem Sztokholm. W mieście nie sposób się nie zakochać nawet jak jest temperatura przypominająca raczej obszary bardziej biegunowe niż prawie środek Europy. Szwedzi mają dziwne nawyki żywieniowe. Może to przez tą zdrową żywność, może przez ilość owoców morza w menu. W każdym bądź razie - raczej się je lekko i zdrowo. Do sedna.
Trafiłem na wspomniane żurawiny w muzeum. Nie byle jakim muzeum, a Muzeum Wazy. Waza jest okrętem który 333 lata spoczywał na dnie portu w Sztokholmie. Robi niesamowite wrażenie, bo jest rewelacyjnie.

Two drifters - Onet.pl Blog

Sobą kontrolę. Wciąż skraca dystans, nieuchronnie zbliża się do punktu krańcowego. W końcu traci kontakt z ziemią, a towarzyszy temu miłe mrowienie w dole pleców. Wzbija się coraz wyżej do góry, kolebie się na boki, jakby całkiem wypadł już z równowagi. Stabilizuje się jednak, osiada w stagnacji, prąc nieprzerwanie do przodu. Czeka go jeszcze tylko twarde zderzenie z ziemią. I zawrót głowy. Do tego jednak jest już przyzwyczajony.

12 godzin
4 miasta: Wrocław - Kraków - Wiedeń - Sztokholm
środków transportu 5: tramwaj - pociąg - pociąg - autobus - samolot - autobus - samolot - pociąg - samochód
chmury widziane z góry jak niedbale ułożona kołdra, z której układu można by wróżyć o tym, co wydarzyło się tu wcześniej
horyzontalny zachód słońca i trzy kolory: grafit na dole, wyżej pomarańcz, nad nim granat intensywny; trzeba by znaleźć jakiegos Rothko, by mi to wymalował
społeczność lotniskowców - bez nacji, bez wyraźnego.

dwunasta blog

 
 



 
31.12.2004 godz. 12:00 - ul. Żmujdzka - Kraków


skomentuj
01.01.2005 godz. 12:00 - ul. Kochanowskiego - Kraków


skomentuj
02.01.2005 godz. 12:00 - ul. Kochanowskiego - Kraków


skomentuj
03.12.2005 godz. 12:00 - ul. Baleya


skomentuj
04.01.2005 godz. 12:00 - ul. Jubilerska


skomentuj
05.01.2005 godz. 12:00 - ul. Wiejska


skomentuj
06.01.2005 godz. 12:00 - Morze Bałtyckie


skomentuj
07.01.2005 godz. 12:00 - Szwecja, Sztokholm


skomentuj
08.01.2005 godz..

Paweł Muzyka, teksty różne

Dla odmiany poszukajmy świrów poza Polską…

Posted: Lipiec 28, 2011 in Martin Mutumba
0

W wieku czternastu lat potrafił podbić piłkę cztery tysiące razy. Mieszkał na szóstym piętrze, ale nigdy nie używał windy. Wbiegał po schodach, a do nóg przyczepiał jeszcze dodatkowe ciężarki. Jedni mają go za niezrównoważonego cyrkowca. Inni za duży, całkowicie niespełniony talent. Prezes węgierskiego Videotonu Fehervar porównywał go z Ronaldinho, ale po kilku dniach zmienił zdanie i przesunął do rezerw. O kim mowa? Facet nazywa się Martin Mutumba i gra w szwedzkim AIK Sztokholm. Nie słyszeliście? Nie szkodzi – my do niedawna też. Ale warto go poznać. Lepiej późno niż wcale.

Na początek wyobraźcie sobie sytuację… Skrzydłowy zamyka akcję w polu karnym. Ma już rywala „na plecach”, ale swobodnie podbija piłkę, przerzuca ją sobie nad głową i próbuje uderzyć przewrotką. Wszystko wygląda nieźle, ale w kluczowym momencie nie trafia w piłkę. Koledzy z zespołu rozkładają ręce, choć to nic nie da. On już tak ma i za chwilę spróbuje znowu. A potem jeszcze raz…

To właśnie cały Mutumba.

Nieraz widzieliście pewnie gości, który gdzieś na dworcu zbierają na piwo, podbijając piłkę na tysiąc różnych.