O czym chcesz poczytać na blogach?

Szkocja

Easy Rider

Więcej »

06:40, adamadamas
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 stycznia 2010
Szkocja. Nad rzeką Tay. Grampiany.
Po wizycie w Dundee czas na wojaż po okolicy. Polecałbym zapędzić się w górę rzeki i zajrzeć w dolinkę (po ichniemu: glen) któregoś z dopływów Tay - małe, górskie rzeczki, zaczynające swój bieg w pobliskich Grampianach potrafią zauroczyć. No i może w końcu będzie trochę o haggisie.
Więcej »

23:20, adamadamas , Wyspy Brytyjskie
Link Dodaj komentarz »
Szkocja. Firth of Tay
Firth of Tay to spora zatoka, do której uchodzi największa szkocka rzeka, Tay. Największym miastem regionu jest Dundee, reklamujące się jako najbardziej.
Więcej »

06:40, adamadamas
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 stycznia 2010
Szkocja. Nad rzeką Tay. Grampiany.
Po wizycie w Dundee czas na wojaż po okolicy. Polecałbym zapędzić się w górę rzeki i zajrzeć w dolinkę (po ichniemu: glen) któregoś z dopływów Tay - małe, górskie rzeczki, zaczynające swój bieg w pobliskich Grampianach potrafią zauroczyć. No i.

To wszystko, co się dzieje... - bloog.pl

Hej!
Długo nie pisałam, bo jakoś tak nie bardzo miałam na to ochotę. Od przed wczoraj znowu jestem w Kielcach u cioci. Dziś kiedy weszłam na bloga, aby dodać wpis, zauważyłam, że wpadło na mój bloczek aż 31 osób! Wiem, że to bardzo mało, bo w porównaniu z niektórymi blogami, gdzie jest po pare setek lub nawet tysięcy gości to dramatyczna liczba! No, bo ja niestety mam wielki problem z popularnością mojego elektronicznego pamiętnika...

Przejdę może teraz do tematu zawartego w tytule wpisu. Otóż, na 16 sierpnia mam zaplanowany wylot do Szkocji. Niestety... Moje wakacje w Polsce są jak na razie cudowne! Mam nadzieję, że stąd nie wyjadę. Lecz niestety będę musiała! Nie jest mi tam źle - po prostu tęsknię za rodziną (babcią, dziadkiem, siostrami ciotecznymi, ciociami i rocznym siostrzeńcem). I jeszcze jedna rzecz, która zniechęca mnie do powrotu. Szkoła. Wiem, wiem - każdy nie lubi szkoły! Ale ją lubię, nawet tą trudną i stresową jaka jest w Polsce. Bo nie lubię jej kiedy nie rozumiem co do mnie mówią. Mimo, że rzadko się to zdarza to, i tak mam już do tego uraz. Nie lubię jej też, bo pamiętam, że z baaardzo błahego powodu grupa o dwa lata starszych dziewczyn przez.

Ogrzy dziennik podrozy

Jego towarzysza wiernego (Milo mnie nie chciał puścić bez przyzwoitki? ;)_ ) i ruszyliśmy znowu na zamki szturmować.

Pierwszy na naszej drodze był Glamis Castle. A tam było mniej więcej tak:




ogre 2006-07-04 23:35:33
skomentuj (10)
Szkocja dzień drugi - Huntingtower castle
Bo kusza jest lepsza od miecza!


A jak już załozyliśmy se klan, to postanowiliśmy przenieść się na inny zamek



i zostać...

SUPERBOHATERAMI!
Taki kraken to musi mieć fajnie. Śpi całe dnie, zjada sobie statek na sniadanie, a potem śpi sobie dalej.

Choć z drugiej strony... Jakbym musiał myć tyle zębów co on, to tez nikt by nie lubił mojego oddechu...


Nim przejdę do dalszej części opowieści z krypty...eee... ze Szkocji, o które już mi sie na GG niektórzy dopytują (Milo wiem dlaczego - czeka na odcinki w ktorych sam bedzie mógł zostać superbohaterem ;)_ ), pochwalę się tylko, że oczywiście nie przegapiłem okazji i poszedłem obejrzeć drugą część piratów z karaibów.

Nie będę wam zdradzał fabuły, ale powiem.

kamyk-zielony blog

2007-07-01 10:55:28 skomentuj (0)


W Szkocji Polak Polakowi wilkiem...
W Edynburgu Polak nie darzy specjalną sympatią swych rodaków. Polacy nie są ze sobą specjalnie zżyci, nie odczuwa się wzajemnej solidarności. Osobiście coraz częściej spotykam się z brakiem sympatii ze strony rodaków, co w Polsce mi się po prostu nie zdarzało. Ale tak stało się dopiero teraz, w wakacje. Na wiosnę pamiętam, było zupełnie inaczej. Jeździliśmy do Seton z jednego przystanku, w autobusie siadaliśmy razem, na górze, było naprawdę sympatycznie. Opowiadaliśmy sobie o tym co nas łączyło, skąd jesteśmy, jak długo w Szkocji i o pracy. Każdy z nas miał coś poza Seton lub czegoś jeszcze szukał. A teraz... przestaliśmy ze sobą rozmawiać, ludzie rzadziej się uśmiechają wyczuwa się jakąś niechęć. M, zawsze uśmiechnięta na mój widok i chętnie dzieląca się ze mną różnymi spostrzeżeniami nagle któregoś dnia przestała się do mnie odzywać. O co chodzi? To nie istotne, nie wiem. Albo w drukarni. Ta suczka, nie Polka, Słowaczka; osobiście parokrotnie miałam ochotę jej solidnie przywalić za to jak się zachowuje. Z czymś takim to się jeszcze nie spotkałam. Takiego lizodupstwa wobec szefów i osób pracujących w drukarni na stałe i takiej wrogości.

Niecodziennik szkocki

Nutkę ryzyka, wziąć prysznic w środku dnia, bo akurat jest ciepła, a może poczekać do wieczora, bo a nuż wtedy też będzie. Powód? Podobno wciska się jakiś przycisk "reset" w bojlerze, ale nie wiadomo, dlaczego, i nic się z tym nie da zrobić:)

Możemy jednak zawsze wrzucić parę zdjęć, które mamy z okresu, gdy nasze przygody były ciut bardziej interesujące. Jedną z nich był przedtygodniowy spacer po Brownside Braes (czyli wzgórz po drugiej stronie ulicy; to właśnie z jednego z nich oglądaliśmy w Sylwestra fajerwerki;). Postanowiliśmy przejść się trochę dalej, niż ostatnio, bo podobno można tam zobaczyć z bliska szkocką krowę.

Tym razem widoki były już lepsze:

Ale niestety, zanim doszliśmy do krów, okazało się, że właściwie to strasznie wieje...

... i jest trochę błota, a poza tym groziło mi spóźnienie się na badmintona, co jak wiadomo jest niedopuszczalne. Poza tym godzina spaceru to przecież już całkiem porządny trekking! Niewiele więc myśląc, z czystym sumieniem zawróciliśmy na pięcie, a krowy (i owce) widzieliśmy tylko z daleka.

Ale kropla drąży skałę i następnym razem uzbroimy się w przeciwwietrzne i przeciwbłotne ciuchy i zapuścimy się jeszcze dalej!

PS. Przy okazji.