O czym chcesz poczytać na blogach?

Szalony akademik

bejbe-i-ja blog

Siebie uwagi.
A teraz skupcie się na tej róży i pozwólcie
by objawiło się wasze Ja.
- Co to jest prawdziwe Ja? - zapytała Weronika.
- To kim jesteśmy, a nie to, co z ciebie uczyniono...

*************************************

- Co znaczy być szalonym? - Właśnie. Tym razem odpowiem ci wprost : zaleństwo to niemożność przekazywania swoich myśli. Trochę tak, jakbyś znalazła się w obcym kraju - widzisz wszystko, pojmujesz, co się wokół ciebie dzieje, ale nie potrafisz się porozumieć i uzyskać znikąd pomocy, bo nie.Nami...
cytat pochodzi z książki ..."Piąta góra" Paula Coelho...



bejbe-i-ja 2004-05-17 17:56:14
skomentuj (17)


...juwenalia się zaczęły...
{agacia}
..."chłpcy poszli pierdolnąć serwice pack'a" cyt. kolegi z akademika...
...jakoś dziś dużo ludzi przewija się przez pokój i własnie trójka z nich gwałcą się na Moni kanapie :)... no uroczy akademik... każdy się ze sobą umawia na nasze "QL" Juwenalia, które dziś spędzimy w Jeleniej Górze na "super" koncercie Szymona Wydry & Carpe.

just_ashia - Onet.pl Blog

ciężko opisać uczucie, które ogrania każdego normalnego studenta poostatnim egzaminie. Ja to nazywam zespół odstawienia. Po trzech latachnauczyłam sobie z tym radzić, bo wiadomo człowiek się cieszy, że jestfree at last, ale jest też tak, że wraca się do akademika (mieszkania,domu, namiotu...;-p) i nagle nie wiadmo co ze sobą zrobić. Uczysz się,uczysz, widmo kolejnych zaliczeń wisi nad tobą, poziom adrenaliny wekrwi osiąga momentami stany krytyczne (tak ja u mnie wczoraj kolo 21,jak dostalam zadania, ktore podobno miały byc - i faktycznie.
MPK na to nie pozwalaja. Za to pan byl taki uprzejmyzaproponowac karetke pani, ktora zaczeła ściemniać ze jej slabo ikoniecznie musia wysiac. W końcu kilku facetów wkrzonych niemilosiernieotowrzyło dzwi (dzieki ci Panie za stare Ikarusy) i wypuscilo reszteosób. Potem był już tylko szalony bieg (oczywiscie wszystkie naobcasach) i z lekkim 5-minutowym opóznieniem jakims cudem wpadłyśmy naegzamin...:-p  Chociaż dzieki tej rozgrzewce osiagnełam takiestany wyzszej świadomości, ze nawet zrobiłam zadanie z estymacji (ja +metoda macierzowa => normalnie= mission.

Rima and Shiki love - Onet.pl Blog

Rzucając mu telefon w twarz. Nie wiem czy mocno oberwał, ale przyłorzył dłonie do twarzy sycząc.
- To bolało.
- To teraz wiesz jak ja się czuję.
    Po tych słowach odeszłam nie oglądając się za siebie. To było moje ostatnie spotkanie z Aramem. Idąc w stronę akademika poczułam jak coś się we mnie wypala, pewnie mój ostatni promyk nadziei. Teraz już nie mogłam płakać bo zabrakło mi łez, już nawet nie myślałam o konsekwencjach jakie wywołają te zdjęcia. Wiedziałam, że to już koniec, po prostu szłam drogą nie czując niczego nawet.Jego oczu moje serce mocniej zabiło, a usta spoczęły na jego słodkich wargach.
Pierwszy raz czułam tak silne emocje, tak chyba wygląda miłość. Teraz już byłam pewna tego, że Shiki mnie pragnie tak bardzo jak ja jego. Chłopak postawił mnie na podłodze, po czym zaczął zdejmować szalik i rozpinać płaszcz. Z nadmiaru tych emocji zapomniałam go zdjąć i rzeczywiście było mi trochę gorąco.
- Udusisz się w tym stroju. - powiedział chłopak uśmiechając się .
    Nie protestowałam, po prostu pozwoliłam mu mnie wyręczyć.
- Shiki....

Erasmusowo- norweskie notatki na pudełku zapałek

Przedostatniej stacji metra, dalej tylko lasy i jezioro, które muszę odwiedzić. Samo Oslo? Czy ja wiem? Z tego, co widziałam do tej pory dosyć zwykłe, mam na myśi centrum. Bo moje okolice to fantastyczna norweska zabudowa i śnieg, śnieg, śnieg. Póki co jeszcze nie spadłam do poziomu na szalenie oblodzonych chodnikach, ale zapewne niebawem to nastąpi. Akademiki chyba na całym świecie są okropne. Moją pierwszą myślą po wejściu do pokoju była chęć jak najsyzbszej wyprowadzki. Ale chyba już się przyzwyczajam. Pierwszą nieprzyjemnością była dwugodzinna próba skonfigurowania internetu wg instrukcji, którą dostałam. Kiedy.

zala blog

Sprzatac. tak, to niebywale, wsiadam w taki autobus i widze ludzi, ktorych widywalam codziennie gdy jezdzilam do szkoly, rok temu, dwa lata temu, trzy lata temu.
w tych autobusach czuje sie jakbym wrocila do domu, na swoje znajome smierdzace smieci, ktore na swoj dziwaczny sposob kocham szalenie.

skomentuj (0)


2004-09-06 06:56:56
czekasz na te jedna chwile...
tia, serce jak szalone bije, jutro jade do akademika, nerwy mnie zzeraja, co to bedzie, co to bedzie? jest wlasnie noc, mama poszla do pracy a ja znosze na.Ktorzy znaja sie na komputerach), no i najdluzszym w swiecie procesie zalatwiania, zamawiania, dzwonienia, potwierdzania, KUPILAM LAPTOPA. za ostatnie grosze, teraz jestem splukana, ale tlumacze sobie, ze mam prace i jakos to bedzie. ostatnio odczulam bolesnie, co to znaczy nie miec komputera w akademiku (lub tez najlepszej w swiecie wspolokatorki, ktora z usmiechem na twarzy udostepnia swoj o kazdej porze dnia i nocy). laby zamykaja o 11, a ja z niedokonczona praca domowa musze zebrac po znajomych, zeby uzyc ichniego sprzeta, a z tym ciezko, bo nowa generacja jak wiadomo przed.

Rybka zwana Azi

Że Ja aż czkawki i zadyszki dostałam. Podobnie z resztą, jak cała rzesza innych studentów z pozostałych kierunków, którzy nam towarzyszyli dzielnie w wymyślaniu sposobów na "zadowolenie mgr Krajczyk".

Aha. Jeszcze jedno, czy mówienie do siebie, to oznaka wariactwa? Szaleństwa? Spaczenia? Czy czego?
Hir? To twoja działka ostatnimi czasy ^^

skomentuj (14)




2005-02-19 12:14:29 >> Instrukcja obsługi roślinki

Roślinka ciepłolubna, zwana Mną, wymaga dużo:
- cierpliwości od otoczenia
Nienawidzę.
Za to, że nigdy Ciebie nie ma, gdy Ja naprawdę kogoś potrzebuję.

skomentuj (3)




2005-02-26 13:24:56 >> Ołówek i Kredka

Czyli kolorowanki z Historią i Archeo!

El'viva życie studenckie!! I imprezy w akademikach ^^
Zwłaszcza te w środku tygodnia.

Tak, Azi w czwartek imprezowała sobie od 22 do 4 nad ranem u kolegi Bartka, zwanego Paprochem, na tzw. Paproch's Party. Jako, że została tam zaproszona dwa dni wcześniej, i wpadła tam już jak się impreza rozkręciła.

robogirl blog

2008-02-02 20:55:16
skomentuj (2)


Cyryl

Blogowicze rzucili się w wir sesji. Studia! Uczelnia! Pieśń przeszłości. Zamiast wynieść z nich dyplom, przyszły zawód oraz uczestniczyć w szalonych imprezach w akademiku, wyniosłam stamtąd Cyryla. Po pierwsze: nie mieszkałam w akademiku. Byłam miejscowa. Wszystko mnie omijało, co zresztą przyjęłam bez żalu. Koleżanki były inne. Ciężko się było dogadać. Kolega był tylko jeden. Całkiem nieintetresujący, jakiś nerwowy, no i nie.

W bloku. Spokój i cisza. Mikrokosmos. Otwierają się rany i ranki. Znów ktoś odszedł, ktoś zdradził, a Robo trwa. Zawsze jest. Stoję w ciemności, gdzieś z boku i obserwuję każdy upadek. Widzę jak Diego tonie, ale nigdy nie brak mi nadziei i gra zaczyna się od nowa jak jakiś szalony teleturniej. Dziś jej elementem , niezwykle rzadkim, jest Opiekuńczość. Ten gest, kiedy wychodzimy z taksówki, lekko obejmuje mnie i popycha, i inny, kiedy sadza na krześle, mój Władca Cierpienia. Padają Miłe Słowa, leje się lukier. Siedzimy na szczycie fali, potem sinusoida.