O czym chcesz poczytać na blogach?

Synkretyzm

miqaisonfire

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten do listy ulubionych.

Odpowiedzi

  1. Nie slyszlam o tej ksiazce ale brzmi nad wyraz ciekawie. I okladka jest faktycznie bardzo ladna i zachecajaca. A Twoja recenzja rowniez jest zachecajaca. Pozdrawiam.

  2. Znalazłam tę książkę na Lubimy Czytać i już wtedy bardzo zapragnęłam ją poznać. Bardzo fascynuje mnie ten synkretyzm, dość rzadko w dzisiejszych czasach spotykany. Ile to bowiem książek jest teraz.

Moje widzenie Ja - bloog.pl

W roku, podczas świąt ludzi wierzących w Obeah, ludzi zamieszkujących wyspy Małych i Wielkich Antyli (tzn. między innymi Jamajkę, Bahamy, Barbados, Wyspy Dziewicze, Trynidad, Tobago), a także Belize i Gujanę.

Na tych właśnie obszarach rozsiadła się religia Obeah (czyt. Obi). Wierzenia, które przyszły na Antyle z zachodniej Afryki przez wielu specjalistów i religioznawców określane są jako religia, choć mają wiele wspólnego z kultem, okultyzmem czy zwyczajami plemiennymi.

Praktyki Obeah są więc encyklopedycznie uznane jako synkretyczne religijne praktyki magiczne, ale także część folkloru czarnoskórej ludności. Praktyki te wyszły z rdzennych religii plemion środkowej i zachodniej Afryki. Synkretyzm polega więc na tym, że w miarę kształtowania się wierzeń w jednym kotle mieszały się i nakładały także wiara chrześcijańska, hinduizm, a nawet praktyki wymagających sekt protestanckich.
Ludzie wierzący w Obeah boją się najbardziej złodziei dusz. Nic nie ma większej wartości niż dusza - ani dziewictwo, ani pieniądze, czy nawet spokój na starość. Dzięki mocy wykradania dusz wampir uosobiony w postaci człowieka może gwałcić i wymagać, rabować i przejmować energię życiową wszelkich istot. Boją się go ludzie, nie tylko dlatego, że jest wampirem, a także dlatego, że robi wokół siebie otoczkę posiadacza wielu dusz. Silny wampir może wykorzystywać swoją moc przy diagnozach medycznych.

marobin.blog

Bardzo rzadko rozbrzmiewa nad katolicką trumną, również rzadko jak “Ojcze nasz” nad żydowską. A przecież w żadnej z tych modlitw nie ma nic sprzecznego z zasadami drugiej wiary, zaś okazywanie szacunku zmarłym i czci ich Stwórcy obie religie wręcz nakazują. To nie Bóg przeszkadza w odmawianiu tych modlitw. To nasza małość.
Staszek Musiał tej małości był pozbawiony. Wiedział, że zasklepianie się we własnym zaścianku, ten narcyzm drobnych różnic, który jest przekleństwem każdej rozmowy, nie jest od Boga i nie jest dla Boga. Że jedyna droga do Boga prowadzi przez przezwyciężanie tego narcyzmu. I nieprzypadkowo jest to też jedyna droga do ludzi.
Nie, nie chodziło mu o jakiś naiwny synkretyzm, religię z serka homogenizowanego, w której nieważne są różnice, a wszyscy taplają się w ciepełku identyczności. Jego chrześcijaństwo, – jeżeli mnie, Żydowi, wolno się w tej sprawie wypowiadać – było mocne i pewne. Tak mocne i tak pewne, że nie mogło mu zagrozić krytyczne spojrzenie. Przeciwnie, tego krytycyzmu uczył Go Jego Nauczyciel, gdy mówił o “belce w oku twoim”. Stąd bezkompromisowość Staszka w piętnowaniu chrześcijańskich wad, w tym i win Kościoła wobec Żydów.
Myliłby się ten, kto by przypuszczał, że chrześcijaństwo było na tym krytycyzmie stratne. To nie jest mecz na punkty. Na nazwaniu czarnego czarnym zyskują wszyscy, – bo wtedy widać też,.

wanna be real.

Przypadki chodzą po ludziach, mhmm..
Hmm.. Ostatnio wiele się dzieje - nowa szkoła, nowi ludzie, inne otoczenie, drugi dom. Dziwne..
Moim życiem zaczynają rządzić przypadkowe zdarzenia. W końcu jest tak jak miało być, tak jak chciałam, by było. Jest spontanicznie, jest spokojnie, szalenie, jest... inaczej. Zamykam stare obszary, opuszczam schematy, w których uczestniczyłam. Jestem sobą ("a nie tym, kogo ze mnie robią" przyp. J.S.). Uczę się żyć odwrotnie, na przekór temu, co było. nie mam już zobowiązań, nie mam krat w postaci silnych, męskich ramion i naprawdę jest mi z tym dobrze. Jestem wolna. Czuję, że żyję. Że powietrze, którym oddycham jest zanieczyszczone, ale ma naturalny smak, że nic nie jest ulepszone na siłę, nie jest tak jak być powinno, ale tak jak ja chcę by było. Gdzieś w natłoku ostatnich zajęć wciąż o tym zapominałam. Łudziłam się, męczyłam. Było mi źle.. i dobrze zarazem. Chciałam doświadczać nowych rzeczy, czułam się nieźle ze starymi. Wszechobecny synkretyzm.
Porażka.
Idiotyzm.
Głupota.
i Pustka.

Teraz tylko lody pistacjowe mają wciąż ten sam, cudny smak... Dobrze mi.
jusTysia 2004-09-17 23:55:48
skomentuj (11)