O czym chcesz poczytać na blogach?

Stabilizatory

abetka

Nie potrafię ani tego zrozumieć ani znaleźć odpowiedzi.
A może ja juz się starzeję i zaczynam się mądrzyć?
Byc może...ha ale w dobrej wierze:P


2004-01-14 20:32:23 skomentuj (2)


sobota
A ja muszę iść do pracy:(
Junior rośnie i rozrabia jak zwykle. Lubi swoją opiekunkę. Ja też ją lubię:)
Stabilizator ciężko pracuje, ale i tak znajdzie zawsze czas, żeby mnie zdenerwować:) Dobrze, że płacić sobie nie każe za owo dodatkowe zajęcie:)
Podsumowując nadal tryskam szczęściem.

2004-01-17 08:59:23 skomentuj (1)


.....Marzenia
Marzy mi się wyjazd na narty. Marzy mi się wyjazd gdziekolwiek. Marzy mi się.

Rehabilitacyjny sprzęt w Polsce

Szansę wystąpienia urazy poprzez próbę dodatkowej ochrony danej części ciała…

Użycie odpowiedniego stabilizatora może przynieść wymierne korzyści. Dobry stabilizator sportowy powinien posiadać następujące cechy:
- być idealnie dopasowany;
za duży nie będzie trzymał, za mały będzie tamował przepływ krwi
- nie krępować ruchu
- mieścić się do buta (w przypadku stabilizatorów stawu skokowego).
Warto się jeszcze zastanowić kiedy będziemy ich używać. Czy w czasie treningu czy tuż po …

Entry filed under: sportowy sprzęt, stabilizatory. Tags: sport, stabilizator sportowy.

doszło do tego

Kawa znaczyła przyjemność.

16:01, doszlodotego
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lutego 2012
,że zabrało się

za kolejne pudła. Pudła papieru. Porządkuje się. Niszczarka chodzi pełną parą. Stabilizatory nastroju asystują. Roznoszą papierowe wstążeczki. Wszechogarniający burdel. Układa się. Teczkuje. Przyzwoicie nawet poszło. Gdybym tylko nie znalazła tych kilku dupereli. Co mi się udało - zniszczyłam i wywaliłam. Czego nie dałam rady wyrzucić upchnęłam w jedno pudło. Trup w szafie. Niech sobie gnije póki co. Będzie się ignorować.

Przebrnęło się przez połowę. Resztę zostawiło. Nietknięte. Dokończy się później. Kiedyś. Ustałam..

{kisses-and-hugs} blog

Sobie od czasu do czasu odlecieć trochę i cieszyć się tym, co widzę oczami wyobraźni. Życie postanowiło niejako doprowadzić mój poziom szczęścia do poziomu jako takiej równowagi i podczas zabawy z dziećmi koleżanek (jestem ciotką, której można wejść na głowę) skręciłam sobie kolano. Odgłos chrupnięcia był obrzydliwy ale ból na szczęście nie był taki zamraczający jak za pierwszym razem, kiedy skończyło się na gipsie. Wróciłam do domu, założyłam znowu stabilizator kolana i wybrałam się do lekarza wypróbowanego przez moją siostrę. Tym razem miałam nadzieję, że nie będę musiała odwiedzać kilku konowałów zanim wreszcie któryś wpadnie na właściwą diagnozę i pozwoli mi stanąć na nogi – dosłownie.
Zapłaciłam stówkę – szkoda ale przecież warto – i weszłam w jamę strasznego człowieka. A na to przynajmniej wskazywał wyraz twarzy wszystkich pacjentek przed gabinetem. Ostrzegły mnie, że mam.

Szczęście czeka tuż za rogiem, trzeba tylko umieć je zobaczyć - Onet.pl Blog

 

            Mimo że od skręcenia kostki podczas nieszczęsnego powrotu do domu minęło już kilka dni, nadal miałam problemy z chodzeniem, a większy wysiłek wymagał włożenia stabilizatora. Czasem jeszcze mi to przeszkadzało, zwłaszcza, jak pozowałam Kinii do zdjęć, ale płyn rozgrzewający i żel od stłuczeń zrobiły swoje. Właśnie siedziałam sobie nad zdjęciami, gdy w mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwona. Naprędce zaczęłam rozglądać się za stabilizatorem i dopiero, kiedy go znalazłam, poszłam sprawdzić, kto ma zaszczyt zawitać w naszych skromnych progach. Nie ukrywałam zdziwienia, widząc na korytarzu Patryka, którego się tutaj nie.