O czym chcesz poczytać na blogach?

śliwowica

agnostyk bosy - Onet.pl Blog

Do luznej grupy podobnych pasjonatów . Nie interesują mnie  drogie  wycieczki  z noclegami w drogich hotelach . Bardziej pociąga mnie folklor , wieś , jedzenie  miejscowych wyrobów , picie  własnych wyrobów  z winogron czy śliwek .

   Znam  te specjały  , ponieważ  od 10 lat osiadłem  na wsi , trafiła mi się w spadku pasieka ,którą obsługuję jak dotąd bez żadnych wypadków . Udaje mi sie  już nawet dobrej jakości  miód  pitny , a ponieważ  jestem  ambitny to jestem już na etapie  porządnych  dwójniaków .

    Mam , też dobrą rękę  do destylatów  z wina . Podobno  moja śliwowica  jest lepsza  od  Łąckiej . Może  i tak  , najważniejsze  że z naturalnych produktów i leżakowana  w dębowej  beczułce . Niestety nie udaje się jej za długo leżakować , bo jak to mówią  panie  w wsiowym  markecie , szybko schodzi .

   Mam jescze jedną ważną  wadę  poza produkcją  własnego destylatu . Gram sobie na gitarze i jak mam dobry humor to i śpiewam . W ubiegłym roku latem  gościłem  pewnego kapitana  , który organizuje  rejsy czarterowe po morzu   i męczyliśmy się dość długo przy mojej  śliwowicy i w końcu dojrzałem do instrumentu , czyli gitary i pojechałem po.

mauvais...

Paczce mam jeszcze kilka sztuk, a poza nimi jeszcze dwie całe paczki przyniesione przez siostrę.
Uroku wieczornego pokoju dodają cztery butelki po coli, z częściową jej zawartością. Zaczynam się już gubić z której można jeszcze pić, a z której grozić może to niezbyt przyjemnym efektem końcowym.
Zastanawiałem się przed sekundą co robiłem w zeszłym roku o tej porze. Prawdę mówiąc pojęcia najmniejszego nie mam. Aczkolwiek biorąc pod uwagę, iż rok temu byłby to poniedziałek, musiałem kłaść się spać po upojnym seksualnie weekendzie. Pewnie bardzo się nie pomyliłem, gdyż sporo weekendów spędzałem w podobny sposób, dlaczego zatem nie tamten? A kogo to kurwa obchodzi?
Oryginalna czeska śliwowica już dawno została przeze mnie zdelektowana. Każdego wieczoru szklanka od whisky wypełniona w połowie bezbarwnym alkoholem, tylko po to, by po chwili trafił on do mojego gardła, dodawały uroku intymnym chwilom jakie przeżywałem
z nieśmiałymi promieniami lampki, skrzętnie ukrytej pomiędzy obudową komputera a monitora, meczami piłki nożnej transmitowanymi przez jakąś tam stację telewizyjną, której nazwy wolę nawet nie podawać, żeby nie posądzono mnie o jakąś pieprzoną kryptoreklamę. Kurwa – co za czasy.
I dla jasności. Nie tęsknię za tym co było i nigdy tęsknić nie będę. Zauważyłem jedynie, że się chyba kurwa postarzałem z lekka. Mam aktualnie inne zainteresowania, co.

- tree - immature blog

Obijałam się dzień cały. Po ,z pewnością, kilkugodzinnej konteplacji i zgłebianiu zawartości mojej szafy wybrałam ciuchy, w których wyglądałam w miarę chudo i o mało nie dostałam zawału serca gdy moje włosy 5x bardziej skręcone niż zwykle sterczały w każdą stronę... no ale myslę że ostateczny efekt był wporzo... gdzieś pod wieczór rodzice odprowadzili mnie na przystanek, niczym w ostatnią podróż mego życia, a ja już wtedy wiedziałam że stringi to nie był najlepszy wybór. po dotarciu na miejsce Janek ( :D ) odprowadził mnie do swego domu gdzie libacja zaczęła się po jakiejś godzinie. Najpierw piwo.. i salwy śmiechu po dwóch łykach(mam słabą głowe... no po prostu mam)... i następne piwo... śliwowica, grzaniec galicyjski(który nie był najlepszy nawiasem mówiąc) i obudziłam się w bardzo dziwnej rzeczywistości. Z tego co pamiętam(a o dziwo pamiętam wiele) chodziłam na czworaka po schodach, wyłożyłam się w kuchni.. obsciskiwałam się z domniemanym palantem i rozmaiwałam przez komórkę z Pawłem S. (dane są tajne ) który z tej rozmowy pamięta zdecydowanie mniej niż ja..później jeszcze odliczanie od czterech.. a nie od 10, fajerwerki i szmpan... straszna chęć rozmowy.. jakieś idiotyczne rozmowy ze skejtem, połowiczne prawdziwe..... i spanie w jakimś zbiorowym barłogu gdzie było duszno, stringi wżynały mi się w tyłek(tak to się pisze???) A rano było mi niedobrze... ale ogólnie sylwester był.

asiac.blog.pl

Świecie, i smutno mi się robi, że ja nie jestem aż tak zdefiniowana.

Jestem żoną, mamą; mam kochanego męża, i kochane dziecko. A czy mam jakąś pasję?

Może....
hm...
Od dwóch - trzech lat, aż sama się sobie dziwię - lubię piec. Mam bardzo gruby plik przepisów na różniaste ciasta (niestety, sernika na zimno w nim się nie znajdzie, ponieważ sama nie lubię czegoś takiego, przykro mi - nadrabiam innymi ciastami), i kiedy tylko pozwalają mi finanse - piekę.  A muszę się skromnie ( ;p ) przyznać, że wychodzą mi dobre. Kto chce spróbować - zapraszam na niedzielę ;)

I w sumie sama nie wiem, czy dokładnie o tym miało być dzisiaj, po takiej długiej przerwie. Ale chyba wolę o tym pisać, niż o problemach, które aktualnie są, a o tych, co mają nadciągnąć, to nawet nie chcę na razie myśleć. Oj, chyba ciemne, ciężkie, burzowe, gradowe, straszne chmury nade mną się zbierają. Trza znaleźć dużą, porządną parasolkę.
Ale mam Roberta. Przetrwamy nawałnicę. Trzymajta kciuki.


A za miesiąc śliwowica na teściowych urodzinach ^^


skomentuj (1)

*kupa mięci


p.s.2 pierwsze zdanie tego wpisu jest chyba najdłuższym zamieszczonym zdaniem na tym blogu.


skomentuj (1)

11:47:00 2010-04-06

fruizm
   Czyli ruch na rzecz win owocowych. Tanich.

   p.s. taki wymysł mojego rem'u.


skomentuj (0)

23:41:38 2010-04-10

internet został zrobiony na szaro
   To dziś. Zaś wczoraj wydarzenia w deszczu. Pomarzyliśmy sobie o podróżach. Wyobraźnię wsparły foldery, ulotki i degustacje. Najlepiej śliwowica. Kicia bała się drapieżnika. Zebraliśmy reklamówki mniej i bardziej przydatnych.

kulinaria.blog



empty snippet

Innamoramento...

O których zapomniałam. Na muzyce, na wiedzy o filmie, a nie tylko oglądaniu ich, na poezji, której ostatnio wcale nie czytuję. Na wartościach rodzinnych. Bo to nie jest tak, że ja nie chcę kochać. Ja nie chcę wpaść w bezsensowne znajomości one-night-stand w oczekiwaniu na miłość, która pewnie tak prędko mnie nie spotka. Inaczej chyba nie umiem. Myślałam, że jestem silna, tymczasem jestem słaba. Łatwo było mi się zmienić i pozostać wiernej jednemu mężczyźnie na dwa i pół roku. Myślałam pewnie, że jestem porządna, tymczasem okazuje się, że potrzebuję kogoś, kto mnie spęta i założy kajdany. Samokontrola? Nawet ta cukrzycowa średnio mi wychodzi. Nigdy więcej takiego seksu, nawet śliwowica mnie nie usprawiedliwia. Ale ja za nim tęsknię, on za mną też. Nawet dzwonił do mnie niedawno... Tyle tylko, że ja tęsknię za kimś, do kogo możnaby się przytulić, a nie za konkretną osobą, znowu. On wie, że trochę przeszłam. Nie boję się już nazywać mojego pierwszego razu wykorzystaniem seksualnym, nie boję się mówić o tych, którzy mnie zranili, ale nie boję się też przyznać do tego, że byłam zła. W moim życiu tak ważna jest miłość, że niewielu pewnie może sobie to wyobrazić. Aktualnie nie mam z kim dzielić się tą damsko-męską jej odmianą, więc zapewniam sobie tani i niebezpieczny substytut - seks. Ale to nie będzie tak zawsze. To do czasu. Do wakacji albo też aż kogoś poznam..