O czym chcesz poczytać na blogach?

Slayer

Myślę więc jestem…

Popełnili oni wielki błąd, ponieważ utwory te dużo tracą na tym, że są wyrwane z kontekstu całej płyty. Jakość samych nagrań również nie powalała.

Gdy po kilku przesłuchaniach zedrzemy już z płyty otoczkę boskiej wręcz czci za sam fakt, że wyszła, zaczynamy dostrzegać obraz płyty układający się w głowie. Obraz ten, jak sama płyta jest dość zróżnicowany, a jak na  Slayer’a płyta jest wręcz dość skomplikowana kompozycyjnie. Ostatnią taką płytą była bodaj  “Season in the Abyss”. Nie zrozumcie mnie źle, od razu słychać, że jest to płyta Slayer’a, ale zastosowali oni parę patentów urozmaicającyh troszkę to co słyszymy. Odczucia co do takiego zabiegu mogą być mieszane i zależą tylko i wyłącznie od podejścia słuchacza. Jednym to się spodoba, inni będą kręcić nosem, że przez np. zwolnienia płyta traci na agresji. O to raczej nie ma co się obawiać, bo “World Painted Blood” jest wręcz przepełniona agresją. A komu ją zawdzięczamy? Od 1981 roku tej samej osobie – Tom’owi  Araya, który znów okraszył swoje wydawnictwo obłędnymi i kapitalnymi wokalami. Jego głos nie zmienił się ani troszkę, wciąż jest opętańczo.

HorrorReviews

Sekundach zdołał złapać oddech i, korzystając z okazji, wycelował swój stary rewolwer w niespodziewanego gościa. Strzelił dwa razy. Po drugim coś jakby zmalało, zapadło się w sobie, po czym bardziej wypłynęło niż wypełzło przez wpółotwarte drzwi. Tyle nam powiedział. Niedługo po naszej rozmowie, punktualnie o dwunastej, dokładnie tak, jak zapowiedział, opuścił miasto. Już nigdy więcej go nie zobaczyliśmy. Opowieści o dziwnych wydarzeniach w pokoju 49. rozeszły się jednak po mieście i już parę miesięcy później nikt nie chciał tam nocować.
- I tak jest do tej pory – w swoim stylu podsumował Slayer. Pozostali tylko pokiwali głowami.
- Podobnie było jedenaście lat temu – odezwał się z innego stolika Chmielnyk. Byłem wtedy wieczorem w knajpie. Do miasta przyjechało wielu marynarzy – gdy wypowiedział to słowo, zauważył, że przyciągnął uwagę O’Connella – Dwóch z nich najebało się w trzy dupy i zaczęli się stawiać. Jeden z miejscowych dostał w ryj, drugi wolał jak najszybciej opuścić bar, a trzeci gorąco przepraszał marynarza. I to chyba byłeś ty, Johnson.
- Spierdalaj. Ty byłeś tym, który dostał w ryj – odparował Adam.
- Nie dość, że przepraszałeś, to jeszcze.

Rock Bottom

Metal przeżywa swoją drugą młodość, a zawdzięcza to m.in właśnie Funeral Mist. Projekt Ariocha (cóż za wokale!)  ma jeszcze ogromny potencjał,udowadnia, że to jeszcze nie koniec. Rozwinięty styl z Salvation, odważnie brnie w rejony, których ortodoksyjni fani BM mogą nie przełknąć. Salvation postawił fundament, Rom 5:12 dał wektor, Maranatha stawia krok na przód.

SLAYER – World Painted Blood (American)

Jakbym skrytykował ten album, to trochę tak jakbym musiał własnego brata wyrzucić z domu.  Ale oczywiście nie mam żadnych powodów do zbędnego zastanawiania się,  SLAYER uraczył mnie wyśmienitym krążkiem, najlepszym od paru dobrych lat. A to że lepiej mi się go słucha w podróży (odtwarzacz), niż w domu to przecież nie jest minus. Wielka furia i złość jest na tym albumie, no i  to zwyczajnie TEN ZESPÓŁ w świetnej, witalnej formie. Kocham ich, co zrobić.

Generalnie pozostała jeszcze masa płyt; znakomitych, bardzo dobrych i dobrych, które urzekły mnie w tym roku. Już bez dłuższego opisywania (kolejność przypadkowa) :

ALUK TODOLO Finisteris

ORCUSTUS  Orcustus

NEW MODEL ARMY  Today Is a Good Day

ORANSSI PAZUZU  Muukalainen Puhuu

Ave Metal II - Onet.pl Blog

Lądowała na twarzy;] Megadeth zafundował nam niemal całą płytę 'Rust in Peace' oraz takie znane pieśni jak Symphony of Destruction czy Sweatting Bullets (gdzie Malaki dostawał dzikości), Rudy znowu  walnąl solówy SzczękoOpadające...A tak, oprócz latających obiektów niemało też było (niestety) komentarzy odnośnie Dave'a. A to, że ma białą koszulkę, a to że skrzeczy jak kastrowany kogut, a  na sam koniec za 'God bless you all!'. Przecież to miłe:) GOD BLESS YOU TOO, DAVE!

Następny miał występować Slayer, więc wiadomo-przygotujmy się na sieczkę! Chłopaki dali radę! Na Slayer'a mozna liczyć! Zagrali sztandarowe Jihad, War Ensemble no i oczywiście Raining Blood rozgrzewając publikę i dając jej swieże mięsko, na które liczyła.;] Najlepiej ilustrował ich mąż stojący tuż przed nami- 1.60, dłuuugie blond włosie, którym dostawaliśmy regularnie po twarzy i zachowanie godne wikinga. Tak, ten człowiek to prawdziwy fan!  A propo, chciałabym pozdrowić chłopaków przed nami! Byliście tak cierpliwi co do blondyna, że chyba nie jesteście ludźmi. :D Slayer bardzo.