O czym chcesz poczytać na blogach?

Sanssouci

One face, many incarnations

Czy wszystko ok. Gdybym wiedziała, że ktoś jest w nienajlepszym humorze, to bym męczyła, żeby miał lepszy. Gdybym szła 'w gości', nie wybrzydzałabym przez telefon, że np. jestem na diecie i nie będę jadła, jak mi nie zrobią ODPOWIEDNIEGO jedzenia. Ale jestem po prostu głupia. Przejmuję się ludźmi. Po co? Po co pomagać, zachęcać, pocieszać, starać się? Bez sensu.
I jeszcze nie lubię, jak ktoś próbuje mi wciskać swoje sposoby robienia czegoś. Ja mam swoje. I koniec. Ja rozumiem, że ktoś mi chce pokazać, że można łatwiej. Ok, pokazać. Ale nie KAZAĆ robić na inny sposób. Każdy ma swój. Ja też. I koniec, jako rzekłam.
Chciałabym pojechać znowu do Poczdamu, do Sanssouci. Jeszcze raz się przejść po ogrodach. Bo znalazłam mój album stamtąd. Ech. Pięknie.
Głodna jestem. Idę zjeść kolację.
Rozkojarzona jestem, to przez pogodę. I ciśnienie. Ech.

qbk blog



Pozdrowienia dla rodziców :)




by qbk | 2006-06-06 01:02:09 | skomentuj (0)


W każdej Gazecie najpewniejsze są zawsze nekrologi


 



Cmentarz Wojenny Zolnierzy Armii Radzieckiej
Warszawa, ul. Zwirki i Wigury




by qbk | 2006-06-06 21:34:26 | skomentuj (1)
Waiting for a perfect man


 



Stare Miasto, Warszawa



by qbk | 2006-06-07 22:58:13 | skomentuj (3)
Joga na (prawie) szczycie świata


 



Ania, Lodowiec Kaunertal, 3000m npm (z kawalkiem)



by qbk | 2006-06-09 22:26:33 | skomentuj (0)
Harmonia


 



Jewish Museum Berlin



by qbk | 2006-06-10 01:45:35 | skomentuj (2)
Parada równości


 









Warszawa, wiecej zdjec tutaj.




by qbk | 2006-06-11 21:56:48 | skomentuj (3)
Wróbel (w garści?)


 



Spacerem po parku, Warszawa




by qbk | 2006-06-12 21:44:47 | skomentuj (0)
Radość


 



Poczdam, Park Sanssouci




by qbk | 2006-06-13 23:42:42 | skomentuj (0)

msduch blog

Się przed oczyma, jeśli można nazwać masą tych sporadycznych ludzi, wszystko jedna nacja, jeden mniej więcej wspólny stan - i społeczny i duchowy, jak to nazwać, tę unifikację, może to jeszcze resztki szarego komunistycznego garnituru, a kamienice wielkie stoją nieme i niepotrzebne, trudno uwierzyć że było kiedyś możliwe rajskie życie, współbycie w jednej przestrzeni kilku narodów, religii i stanów... Panowie dwaj, flet poprzeczny i gitara, usiedli przy stoliku, Gdybym ja była słoneczkiem na niebie / to świeciłabym ja tylko dla Ciebie... I inne, robi się rzewnie i bardziej kolorowo, jazzowa próba milknie i zostawia nas z fletem i gitarą, jak z atrapą, jak ten Mozart przed bramą Sanssouci w Poczdamie, turystyczna atrapa, konsekwencja w stroju, dźwiękach, tle... Trochę smutny ten kraj, jak opuszczony, zapomniany przez nawet tych ludzi którzy chodzą tutejszymi ulicami; osobliwe wrażenie patrzeć na mury i fasady, które w jakiś sposób zatraciły swą przeszłość, zaklęły w sobie, że nawet nie ma szczególnego impulsu by starać się coś odkryć, odgrzebać,takbezimiennie jest dobrze.
W hotelu Turyst nie ma ciepłej wody, biorę ze sobą w miasto, na ulicę Kobylanską swoje dwudniowe utarzanie, niemycie, zapach Małgorzaty, jej i moich płynów, zabieram naszą przedpołudniową miłość z kołyszącego się i trzeszczącego łóżka, swój sen potem krótki, sen.