O czym chcesz poczytać na blogach?

Rotterdam

sinn

Horses. Podobalo sie Niestety nie moge dokonczyc, bo lunch…
Szostka dzieci… Czemu nie? Mnie tam sie podoba zwyczaj zapraszania innych dzieci na jedzonko w przerwie miedzy lekcjami. Przynajmniej rodzice wiedza z kim sie przyjaznia ich pociechy. No i jest zabawnie. Teraz troche mniej, bo znowu zostalam sama. O przepraszam, sa i czekoladki… Teraz juz mi wszystko jedno jak wygladam. Jacek i tak nie przyjedzie. A musze przyznac, ze holenderskie pory jedzenia posilkow nie sluza najlepiej mojemu bnrzuszkowi. I ta pelna spizarnia slodyczy tez. Ale jak zwykle ciagle sieganie po cos do jedzenia jest oznaka moejej slabosci. Rzeczywiscie musze sie wziac w garsc. W koncu w piatek jade na impreze do Rotterdamu… So? Jak juz pisalam w ogole mi sie nie chce, a do tego to bardzo droga impreza… Ale co tam. Nie bede sobie zalowac dobrej zabawy. Ale jak tu mozna sie dobrze bawic? No jak? Racja. Jestesmy silne i potrafimy wszystko. Po co rybom rowery???
Najchetniej polozylabym sie i zasnela. Jednak nic z tego – czeka na mnie wielka gora prania do prasowania… Naprawde olbrzymia… Musze przyznac, ze juz mi troche lepiej. To pewnie przez te czekoladki… Ble
Co do obaw: nie mam zamiaru rezygnowac z dlugich listow – w koncu glownie dzieki nim moge posciemniac, ze odleglosc nie ma znaczenia dla przyjazni. No bo nie ma!
Tez Was kocham i bardzo tesknie. Moze.

Różowy blog

Dr Brygida
Val's art diary
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Różowy blog
RSS
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
Rotterdam czyli kariera...

Jestem w Rotterdamie. Miasto bardzo mi sie podoba, ale nie jest to zadna niespodzianka. Wiedzialam, ze tak bedzie, wszyscy sa bardzo mili, usmiechnieci, dzisiaj zgubilam sie w metrze i wiele osob bezinteresowanie chcialo mi pomoc. Ale nie jestem tutaj dla przyjemnosci, zakupow ( a jest tutaj wiele fajnych sklepow, ktorych nie ma w naszym kraju ) ale po to, zeby zdecydowac o swojej przyszlosci.

I chodzilam dzisiaj po ulicach, czulam sie nawet niezle, do momentu, kiedy nie zdalam sobie sprawy, ze jestem tutaj bardzo samotna, ze nie ma tutaj moich przyjaciol, ze nie moge napisac smsa, zeby wyskoczyc na kawe, ze nie ma ludzi, do ktorych chce sie przytulic i nie wiem czy mozna poswiecic przyjaznie i ludzi, na ktorych sie.

Człowiekiem być

Funduszów, trzeba będzie zrezygnować. Choć szkoda, bo szansa może się nie powtórzyć.

- szkoła… kto by się spodziewał że pokocham tych oszołomów, że dziś usłyszę “Będzie nam Pana bardzo brakowało. Proszę nas często odwiedzać”. I mnóstwo innych miłych akcentów. Tak czy siak szukam czegoś, może się uda gdzieś zaczepić ze znajomością statystyki i opanowanym SPSS w Warszawie stawki zaczynają się od 8 tys w górę. I nie potrzeba doświadczenia. Ech, analitycy rynku mają wzięcie. Jeszcze półtora roku

- życie… zgłębiam misje, chodzę do hospicjum, biegnę, nie zatrzymuje się… ale jestem szczęśliwy

Komentarze
  1. Nobody pisze:

    Fajnie, że wyjazd do Rotterdamu był tak udany, a zarazem szkoda, że z Moskwą pewnie nie wypali… W sumie nie.

Impossible is nothing - Onet.pl Blog


23 grudnia 2008
Lech w 1/16 PUEFA !!!
Kurcze jaki ze mnie frajer. Lech wyszedl z grupy, a ja tu ani slowa nie napisalam ! Co nie znaczy, ze emocje byly mniejsze. Te swieta, codzienne proby z dziecmi, mecze, treningi, wolontariat i jeszcze byla szkola. Czasem naprawde nie wiem na jakie pytanie czasownik odpowiada, nie mowiac o tym, zeby pisac na blogu. Bo mielismy sparing, gdzie mlodzi chlopcy wygrali z Serbia 1:0. Bo wiele innych wydarzen... A ja nie mam kiedy i jak napisac. Chyba sie cofam w rozwoju.
Lech wygral z Rotterdamem, a mnie sie ryczec chcialo. 1:0, po bramce Djurdievica. Mecz do pieknych nie nalezal. Nasi chlopy juz wykonczeni trudami sezonu, pucharow, ligi i wszystkimi przygotowaniami, ale udalo sie. Jak ja sie ciesze. Bardzo Wam dziekuje, moi kochani panowie. To dla Polski naszej wszystko. W 1/16 bedziemy walczyc z Udinese. Mysle, ze moglo byc gorzec, takze cieszmy sie. Trzeba ostro popracowac po swietach i nie bedzie zle. Kurcze, ale apetyt rosnie w miare jedzenia :). Dobra idziemy na mistrzostwo, a co?
Dzieki Lechu, ze ten sezon dla Polski zakonczyl sie super :)
Dobra ide. Kluski sie susza na Przegladzie Sportowym... A ja umieram.
Ps. Mamy 1. miejsce w lidze naszej :P

Boscywuk's Blog

Niemczech? Kiedy krowy są ładniejsze od kobiet). Nie czuję się upoważniony do potwierdzania tej opinii, ale zastanawiający jest  następujący fakt:w mieście przez które przejezdzaliśmy, w witrynie sklepowej stały manekiny. Niemęskoosobowe. Po samych zarysach figury i twarzy naraz wyrwało nam się:”Ale brzydkie te manekiny!”. Biedny kraj.

Wracając do podróży-autostrady są fajne, często 3 pasmowe, Niemcy jeżdżą ok, a podróż jest szybka.
Kolejna granica znowu została pokonana przez Martę.

Holandia.
Podróż przez ten kraj była jeszcze bardziej głupioodporna niż przez Niemcy. Wystarczy cały czas kierować się na Amsterdam, potem pojawią się znaki na Rotterdam, a tuż przed miastem- znaki na europort z którego odpływa prom. W doku też nie trzeba za dużo myśleć, bo są tabliczki na Anglię, a potem na konkretną miejscowość (w naszym przypadku Hull), a później konkretny przewoźnik.
Co do podróżowania, to jest trochę dziwnie. Generalnie infrastruktura dużo lepsza niż w Niemczech. Drogi są dużo “cichsze”-przy dużych prędkościach w środku panuje przyjemny, akceptowalny szum. Wszystkie trawniki przy każdym metrze autostrady przystrzyżone co do ździebełka-generalnie drogi wyglądają jakby wczoraj je oddano do użytku.
Żeby nie było zbyt kolorowo, to trzeba powiedzieć że Holendrzy jeżdżą w potwornie irytujący.

rolki myśli nieuczesane

My konkretnie.


Kima w parku w drodze na pole. Po 18 godzinach w autokarze i 5-godzinnym spacerze.


Haga zdaje się wciąż.


Delft. My, kanał i pies pana, który robił nam zdjęcie.


Na wieży. Wysokiej wieży.


I na wieży też.


Delft, ładny kanał i ja ładna też.


Tenże kanał.


Lejda i wiatrak. I my.


Mysz w wiatraku.


Lejda. Podobnież dobre zdjęcie, ja tam się nie znam. Przypadkiem wyszło.


Tradycyjny obrazek - my i mapa. W Lejdzie i gdziekolwiek indziej.


Rotterdam - niezbyt poważne my przed ichnim WTC.


Kanał jak kanał, tyle że w Rotterdamie.


Przenosiny do Amsterdamu. Frytki - jedyny ciepły obiad w ciągu 2 tygodni.


Amsterdam - przed Centraal Station. Pytanie znów: gdzie jakieś pole?


My - wielbłądy. Konkretnie Mysz.


My - wielbłądy. Konkretnie ja. Gryf przeszkadzał. Widoczność ograniczał.


Na placu Dam, popijając Grolscha. Dwóch panów gra ładnie.


Kanał, a jakże, w Amsterdamie.


Kanał takoż.


Przed dawnym ratuszem, na placu Dam. Teraz ponoć Rodzina Królewska.