O czym chcesz poczytać na blogach?

Rotawirus

garniec pełen złota

Rut z rodzinką ( wszyscy już zdrowi:)


10:42, ruttka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 01 kwietnia 2012
mityczny stwór

 Nazwa „rotawirus” pochodzi ponoć od „koła”, bo

A)    wygląda pod mikroskopem jak koło od wozu drabiniastego – takie z drewnianymi szprychami
B)    przetacza się po całej rodzinie jak ciężka artyleria.

Pewnie nikt nie uwierzy, a wielu uzna to za Prima Aprilisowy żart, ale nigdy do tej pory nie chorowaliśmy na rotawirusa.

tosia i mama tosi

Doktor dopiero przyszła i przyjmuje osoby z 11.00. zaczęło byc miło.

jak juz wreszcie wpakowałysmy sie do gabinetu (to są dwa pokoje - w jednym się waży, mierzy i szczepi, w drugim lekarz bada dzieci) przed nami dwoje dzieci czekało na szczepienie, jedno było u pani doktor, a tosia rozbierała się do ważenia. zaczynał być lekki sajgon, a między dziećmi i rodzicami biegała sanitariuszka elżbieta mrucząc: zaraz, zaraz

nawet całkiem sprawnie zważyła tosię (6.6kg), w tym czasie, przypominam, dwoje nagich dzieci - w samych pieluchach, czekało aż sanitariuszka je zaszczepi.

no dobrze, dobrze, to szczepimy-powiedziała elżbieta.

rotawirus jest szczepionką płynną, dziecko musi ją wypić, pielęgniara pochyla się nad pierwszym, wpycha mu do buzi jakiś plastikowy kikut, łapie za dwa policzki i krzyczy: połykamy,połykamy! dziecko oczywiscie płacze, nie połyka i pluje, a sanitariuszka na to:

- no nie wiem, czemu dzisiaj żadne nie chce połykać?! (jakby wczoraj wszystkie połykały)

tosia wchodzi do gabinetu pani doktor, wszystko jest ok, do momentu kiedy mama tosi pyta o wprowadzanie innych potraw niż mleko (tosia jest na mleku naturalnym, z lekkim dokarmieniem sztucznym). pani doktor zaczyna:

- no.

jak to ze lnem było...

Poczytam, bo powiem szczerze trochę mnie ta dzisiejsza sytuacja zdołowała...

21:40, rahela78
Link Komentarze (2) »
środa, 19 maja 2010
zimny, deszczowy maj

Osobiście uważam, że lekkim przegięciem jest zmasowany atak różnej maści wirusów w przeciągu jednego miesiąca. Wpierw był katar, potem zaś po wszystkich członkach rodziny, niezależnie od płci i wieku przetoczył się rotawirus. Zosia najszybciej odzyskała wigor – i co z tego, jak wyjść na dwór nie można. Roznosi ją od środka, tęsknie wpatruje się w okno i pyta: „mamusiu jesce pada descyk??? Kiedy przestanie, Zosia chce iść do piasku i na plac zabaw”.

Sama jestem ciekawa kiedy descyk przestanie padać. Wczorajsza wyprawa do pracy była horrorem. Nie dość, że na Zakopiance był wypadek, to potem Kraków przywitał nad 2 godzinnym i 103865672386672945 km korkiem. Spóźniłam się 1,5 godziny do pracy (co i tak nie było specjalnym wyczynem – znajomi mieli jeszcze lepsze osiągi w tym zakresie). Z okien mojego miejsca pracy widać Wisłę – widok podnoszącego.

For Sentimental Reasons Blog..

Telefon, że w niedzielę mam gości. Byłam bardzo zadowolona, aczkolwiek stresowałam się tak, jakbym miała spotkać się pierwszy raz z kimś, kogo nigdy wcześniej nie znałam. Nie umiem opisać tego stanu, ale czułam się bardzo dziwnie, w brzuchu bulgotał mi stres i ogromne zdenerwowanie, które minęło mi z chwilą, gdy ujrzałam jego.... mojego pierwszego i jednego z najlepszych przyjaciół. Przyjechał w sumie przelotem i postanowił wpaść i odwiedzić stare kąty. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, powspominaliśmy stare, dobre czasy i nie powiem, ale byłam przeszczęśliwa z tego powodu, mimo, że jak się o tym dowiedziałam to przyjęłam to trochę mieszanie.. pewnie dlatego, że mój osobisty rotawirus jeszcze nie do końca mnie puścił i nie do końca czułam się na siłach, no ale... ta radość przeważyła :) Cieszę się, że mam wokół siebie ludzi godnych i takich, których z całym powodzeniem mogę nazywać swoimi przyjaciółmi.

 

A czemu o tym piszę? A no temu, że.. dziś siedząc w pracy stwierdziłam, że ludzi na poziomie wokół mnie jest jak na lekarstwo. Posłuchałam dziś w pracy moich koleżanek i.