Gdy tylko doszły dębowe deski od razu zacząłem przygotowywać w tzw. międzyczasie relingi. Jedna para to kabinówki, druga para – relingi dachowe. Narysowałem sobie prosty rysunek z wymiarami, kupiłem otwornicę  fi 51 mm. Nie używałem specjalnie wyrzynarki, bo przy tej grubości deski na pewno wyszłoby krzywo. Po wywierceniu otworów, nawierciłem małe dziurki, a potem frezerka. Na pile rozdzieliłem relingi, zaokrągliłem frezarką wewnętrzne krawędzie, i długo dopieszczałem ręcznie. Przyszła także część na dziób, nazywana fachowo kluzą kotwiczną.