O czym chcesz poczytać na blogach?

Ramoneska

dialog-lustra blog

Energiczniejszych wymachów fragment szarego papieru toaletowego.
Mój plan odegrania femme fatale ze starych filmów z papierosem i drinkiem nie wychodzi.
Na koniec Łysy mówi do Janki, że chętnie by ją zjadł.

dialog-lustra 2007-01-20 02:21:33
skomentuj (0)


Spredam Duszę (nie mylić z du...ą)
I oto po zajęciach z socjotechniki Madzia wychodzi z sali z tajemniczą miną. Czuje się emanujące z niej napięcie. Otacza nas zagadkowa aura. W głowie Madzi formułuje się teoria spiskowa, której moja koleżanka zaraz da werbalne ujście.
Idziemy korytarzem, halogeny mrugają, wyprzeda nas kolega z roku, a że wyprzedza jakoś mało zdecydowanie, Ramoneska rzuca mu podejrzliwe spojrzenie. Łapie mnie za rękaw, rozgląda się dokoła. Zwalniamy kroku. Znienacka Madzia wypcha mnie barkiem do łazienek. Jesteśmy już odizolowane od reszty studentów w tym sanktuarium ablucji, nadającym się do snucia i słuchania mrocznych opowieści.
- Skąd on wiedział co ja trenuję? – pyta Ramoneska świszczącym szeptem.
- Słyszał od kogoś? – przypuszczam.
- Nikt oprócz was nie wie, że trenuję kick boxing... (Ramoneska z wrodzonej skromności nie chwali się uprawianą dyscypliną). Czemu on pomyślał właśnie o tym, nie o karate czy innej sztuce walki? To karate najczęściej przychodzi ludziom na myśl. Czemu pytał.

Moga3's Blog




Ramoneska nie tylko na motocykl…

Czerwiec 11, 2010

Ramoneska to potoczna nazwa motocyklowej kurtki, najpierw stosowanej tylko jako ubiór motocyklistów, potem na przełomie lat 60. i 70. stawała się powoli swoistą ikoną osób powiązanych z różnymi odmianami muzyki rockowej.

Nazwa kurtki “ramoneska” wzięła się od powstałego w 1974 zespołu punkrockowego Ramones, pod jego wpływem jeszcze bardziej się spopularyzowała nie tylko wśród osób powiązanych z muzyką rockową, hard rockową i heavy metalową (metalową ogólnie), ale także punk rockową.

Kurtka ta charakteryzuje się kilkoma stałymi cechami: posiada zawsze podwójne klapy z ćwiekami, przesunięty w bok zamek błyskawiczny i przyszyty pas do.

To zawsze są historie o mężczyznach i kobietach...

żadnego szału, pasji
szaleństwa

to jak umieranie.

Oswajam się z myślą, że będzie trzeba.
Jeden. 
Jak to jeden... tylko jeden?
na całe życie?

a co  resztą przestrzeni w moim sercu? 
Będę mogła ICH wszystkich zachować?

Zawieszenie na krawędzi.
W końcu dostanę kiedyś oświadczenie.
Czy stać mnie na to?
Tak w głębi serca, naprawdę?

skomentuj (1)

ćwieki na mej ramonesce lśnią

ćwieki na mej ramonesce lśnią 2012-02-28 00:37:34


Odkąd wyłonił się z cienia zapomnienia
ujął ją swoją wizją świata
i niedomówieniem
pytaniem wyrwanym z nikąd
rozpalał ją i studził
jak chciał

pytał i słuchał
można było z nim pięknie milczeć
było między nimi coś
skrywanego
kipiącego
niewypowiedzianego
pozornego

zakazango.

Czarna pani z czarnym panem
nie za rękę ani pod

Popieprzona83 blog

Uwielbiam wyrwać się na jakis czas w góry ,sama by oczyścic umusł)o marzeniach...chociaż wiem ,że gdy przyjdzie mi kiedyś z nim porozmawiać cały plan rozmowy dopracowany w myślach do każdego najmniejszego przecinka kropki czy znaku zapytania gdy tylko spojrzy mi w oczy ulegnie zniszczeniu czy też zapomnieniu....a wszystko przez to ,że ma tak niesamowicie madre oczy,które przesladyja mnie w snach,masakra nie myslałam że w tym moim juz niebawem(bardzo niebawem:))w moim 30-letnim zyciu będzie ktoś kto tak zafascynuje mnie swoja osobą....dobra koniec juz bo miało byc o zakupach a wyszło o miłości,albo nie o zauroczeniu...plan dzisiejszych zakupów 1.Glany...2.Ramoneska(w Olkuszu taki zakup graniczy z cudem,ale cóż lubie wyzwania),słuchawki na uszy w nich Kult,Nirvana,Coma,Korn,Żywioły i mogę iść na koniec świata...także chłopaki wyruszamy....:)

Komentarzy: 0 Nie obchodzi mnie to... 2011-12-06 To nie tak że mam wszystko w czterech literach tylko pewnych.

blinded by the lights

Na dziesięć lat mniej niż ma w rzeczywistości, ojciec podobnie, chociaż i tak jest od niej starszy o kolejne dziesięć. Bilans jak zawsze wychodzi na zero, wszyscy razem mamy sto trzydzieści pięć lat, chociaż jak na moje oko wyglądamy na najwyżej sto dwadzieścia sześć. Jestem tak zwanym późnym dzieckiem. Nie opóźnionym. Późnym. Wykochaną jedynaczką, jedynym szczęściem moich rodziców, którzy, jak powiada ojciec, załapali się na najbardziej opłacalne last minute w życiu.
Szczerze mówiąc ani trochę nie wierzę w prawdziwość jego słów; nie przynoszę aż takich profitów, a, zupełnie jak jakiś zdezelowany sportowy samochód wymagam tylko coraz to nowszych inwestycji (na ramoneskach z ćwiekami poczynając i przy aparatach ortodontycznych kończąc).
- Nie piszesz już poezji – mówi matka. Kawałek suszonego pomidora staje mi w gardle, a potem czuję, jak próbuje wrócić na swe poprzednie miejsce. Próbuję wbić widelec w cieniutką nitkę makaronu, w efekcie rozdrabniam ją na maleńkie kluseczki. Nie piszę, bo nie jestem już nieszczęśliwa. Nie piszę bo nie jestem teraz żadna.
Nie odzywam się ani słowem.

Kiedy Cię widzę jesteś tylko tym głosem. Naprawdę ciągle słyszę ten głos, słyszę go bez przerwy. Jesteś w tramwajach, którymi nie jeździsz, ulicach, którymi nie spacerujesz, na imprezach, na które nie chodzisz. Oglądam się.