O czym chcesz poczytać na blogach?

Przerzuty

bereta at ownlog '06

Po parku po którym chodziła DIANA. pamiętam dzień, w którym zmarła tragicznie. byłam dzieckiem. siedziałam przed telewizorem i czułam z nią jakąś dziwną więź. żyła jak chciała, szła pod prąd. łamała konwenanse, reguły i chciała żyć w prawdzie. w szczerości. to było dla niej najważniejsze. zapłaciła za to największą cenę. czuję z nią więź nadal.
jestem gdzieś taka jak ona.

siadamy na ławce. wokół nas wiewiórki, czarne łabędzie, kaczki, piękny park. mijają nas turyści, zakochane pary i ludzie podążający gdzieś. skądś - dokądś. widzimy to wszystko, jest pięknie. ale to nie jest nasz dom.

zaczynamy się zastanawiać nad przerzutem do Londynu. Fikołek jest trudny do ogarnięcia. nie mamy pracy, pieniędzy i żadnych perspektyw. jesteśmy tu same, w kraju gdzie zawsze będziemy obywatelem drugiej kategorii. i znowu Lipa wypowiada na głos to, co ja mam w sercu.

" nie chcę być obywatelem drugiej kategorii. Halina a co jeśli to jest właśnie ten
moment?
co jeśli od teraz, ucieka nam tylko czas.... "

serce mocno bije .....

Kiedy tu przyjechałyśmy dawałyśmy sobie dwa lata. Dwa lata a potem przyjeżdżamy do Krakowa i otwieramy knajpę . realizujemy nasze marzenia.

Nie wzięłyśmy jednego pod uwagę ... że czas jest pojęciem względnym, i do paru rzeczy.

Tunel Śmierci

Silny organizm...

Dowiadujemy się iż jakimś takim bardzo przystępnym lekarzem, który dodatkowo był przy operacji jest lekarz... napiszę tylko iż nie Polak z pochodzenia. Dwa dni na niego polujemy... Wreszcie z Ciocią udaje nam się go namierzyć i prosić o informacje. On już oczywiście nie wiele pamięta... ale czyta protokół z operacji i przypomina sobie wszystko. A więc rzeczywiście przeprowadzającym operację był profesor. Mówi nam to wszystko co już wiemy. Na pytanie o to nieszczęsne obejście odpowiada dość zniżonym głosem że już nie dało rady. Dlaczego się pytam (pytanie to do tej pory dla mnie zostaje bez odpowiedzi)? Odpowiedż: bo już są przerzuty na kreskę jelita cienkiego... Dla nas to brzmi jakoś tak dziwnie niezrozumiale. To co? Znaczy że Tata w chorobie nagle zrobił siedmiomilowy krok do przodu? Nagle szybciutko minął jeden szczebel postępu choroby? Co będzie dalej? Jak zamknie mu sie przewód pokarmowy? Co będzie dalej. Dalej wypytujemy się lekarza jak to możliwe że te przerzuty na kreskę jelita nie pozwoliły już na to obejście. Przecież jelito jest takie długie... Nie można było wyciąć kawałek z przerzutami i zrobić to cholerne zespolenie... Rysuje nam to, ale dla mnie przynajmniej, jest to czarna magia. Zostajemy ze swoimi czarnymi myślami oraz kłócącym się z rzeczywistością uśmiechem na twarzy w obecności.

Dobre rzeczy spotykają cierpliwych

Z kolei pojedyncze komórki mogą się szybko namnażać i zastępować prawidłowe komórki, nie tworząc jednak litych guzów.
Wzrost nowotworu trwa kilka lat do osiągnięcia takiego rozmiaru lub takiej liczby komórek, które powodują pierwsze objawy choroby, zmuszające pacjenta do wizyty u lekarza.

Komórki nowotworowe mają wiele czasu na odłączenie się od guza i rozprzestrzenienie w całym organizmie, co ułatwia nawrócenie choroby nawet po kilku latach. Kiedy lekarz bada chorego, te nowe guzy mogą być jeszcze niewykrywalne. Stąd, mimo że guz pierwotny został usunięty w całości lub w badaniach po leczeniu nie wykryto choroby, przerzuty mogą już rosnąć w innych miejscach. Bywa, że taki stan trwa przez miesiące lub lata, podobnie jak w przypadku guza pierwotnego, a przerzuty ujawniają się dopiero po osiągnięciu rozmiarów powodujących już pierwsze niepokojące objawy. Wystarczy jedna niewykryta lub niewyleczona komórka nowotworowa, żeby spowodować wznowę guza w przyszłości.

Nowotwory są pogrupowane lub klasyfikowane na podstawie komórek, z których pochodzą. I tak:
1. raki powstają z nabłonka narządów lub układów;
2. mięsaki z tkanki łącznej (podtrzymującej) (takiej jak mięśnie i kości).;
W obrębie tej klasyfikacji istnieją kolejne.

Czworokącik

niedziela, 06 listopada 2011
Jestem a jakoby mnie nie było

Wypoczęłam u teściów. Zawsze tam wypoczywam. Jest wesoło, J. ma bardzo fajne rodzeństwo, więc i pobyt jest udany. Wróciliśmy 1 listopada do południa.

A teraz jest mniej fajnie. Ja jestem na wsi. J. z dziećmi pojechał do Kraka. A ja wróciłam ze szpitala w Limanowej. Od mamy. Zawiozłam ją tam w piątek. Kiedy byłam u teściów rozmawiałam z nią przez telefon i wydawało mi się, że dziwnie mówi. Niezrozumiale czasami. Siostra mi powiedziała, że mamie opadł kącik ust i czasami bełkocze. Ja od razu pomyślałam o przerzucie do mózgu. Kiedy przyjechałam w czwartek wieczorem do niej byłam prawie pewna że tak jest. Zawiozłam ją w piątek do szpitala.

Po 6 godzinach oczekiwania na izbie przyjęć i zrobieniu tomografu głowy zdecydowano, że mamę należy przyjąć do szpitala. W lewym płacie widać jasną plamę. Albo krwiak, albo przerzut. W poniedziałek konsultacje, więc chwilowo ma leżeć na wypadek gdyby to był krwiak.

Ponieważ jest jeszcze tata, muszę tu być. Ale na dłuższą metę nie mogę tak zostawić moich dzieci i męża samych w Kraku i widywać ich tylko na weekend. Wiem, że to już ostatni etap choroby mojej mamy, ale nie wiem jak on długo potrwa. Już szukam kogoś, kto będzie.

Wirtualne odciski kocich łapek

Zbiórki na rzecz naszych podopiecznych i opowiadamy o naszych tymczasowych kotach, które cały czas szukają albo domów, albo pomocy w związku ze swoimi chorobami.

http://kocieadopcje.blox.pl
08:35, poddasze , Co w trawie piszczy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 lutego 2011
W tym tygodniu Zuzia była na badaniach kontrolnych RTG i badania krwi. Sprawdzaliśmy czy po dwóch operacjach nie pojawiły się jakieś przerzuty. I wychodzi na to, że panna jest w znacznie lepszej kondycji niż podczas ostatniej kontroli. Nie ma śladów po żadnych przerzutach. Dlatego kolejne badania czekają nas dopiero za rok.

(choć marzę, by Zuzia do tego czasu znalazła swój własny domek, bo wciąż brakuje nam rąk do głaskania panny mizialskiej)

A poza tym życie w naszej kociej gromadce płynie leniwie w oczekiwaniu na domki szyte na miarę.
10:54, poddasze , Co w trawie piszczy
Link Dodaj komentarz »

Wczoraj-dziś-jutro - Onet.pl Blog


07 kwietnia 2011
Ostatnich czternaście dni

        Spotkałam na osiedlu sąsiadkę. Powiedziała mi, że nasza wspólna znajoma jest na oddziale paliatywnym. Zamurowało mnie. Jak to? kilka dni temu opowiadała mi, że widziały się. Była u niej. Wyglądała mizernie, mówiła z trudem ale była na chodzie. Na paliację trafiają w ostatnim stadium. Okazało się, że ma przerzuty na oskrzela i w każdej chwili może się udusić. Zamyśliłam się. Może to i dobrze. Tam będzie miała całodobową opiekę lekarską. Jak coś się będzie działo, to jej pomogą. Żeby nie musiała przechodzić przez to comój mąż. Do dziś nie mogę spokojnie o tym myśleć. Od jego śmierci minęło ponad dwa lata, a ja każdy z czternastu ostatnich dni jego życia widzę jakby to było wczoraj.

Dzeń pierwszy - wtorek

Jedziemy z mężem na radioterapię. Jednorazowa dawka uderzeniowa na kręgosłup. Jest przerzut. Wg lekarza prowadzącego napromieniowanie ma zmniejszyć ból i zatrzymać rozwój choroby. Jesteśmy pełni optymizmu. Jutro kolejna.

Paradise lost

To był najgorszy okres w moim życiu.
Przyniosła krótkotrwałą poprawę.
Bardzo krótkotrwała.
Lekarz podjął decyzje o "interwencji chirurgicznej".
Jak ja się wtedy bałam.
Najbardziej bałam się ze się juz nie obudzę. Że nie zobaczę już mamy.

Obudziłam się.
Lekarz powiedział ze operacja się udała i ze mamy być dobrej myśli.

I byłyśmy...
Przez cale 2 lata

Znów żyłyśmy sobie szczęśliwe łudząc się ze koszmar się skończył
Mam pracowała ja chodziłam do szkoły
snułam plany na przyszłość
chciałam zostać lekarzem

niestety

po 2 latach okazało się ze mam przerzuty.

Krzyczałam żeby mi wycieli te przerzuty
ze chce operacje
ze chce żyć

Pewnie gdybym mogła wyjechać do stanów do kliniki która specjalizuje się w takich "przypadkach" miałabym szanse.
Niestety nie stać nas było na to.

Mama próbowała zbierać pieniądze.
Chciała wsiąść kredyt w banku.
Niestety nikt nam nie mógł pomoc. Każdy nam współczuł ale to nie wystarczyło.

Mój stan zdrowia pogra szal się
przestałyśmy się łudzić
wiedziałyśmy ze nic nie możemy zrobić

powiedziałam mamie ze wiem ze umrę i ze wiem ze ona o tym wie

mama mnie przepraszała ze nie może.