O czym chcesz poczytać na blogach?

Pks warszawa

Góra Kalwaria

Komunikacji Samochodowej ,,POLONUS” w Warszawie S.A. informuje, że z dniem 10.03.2012r. likwidacji ulegają wszystkie kursy linii:

 

Góra Kalwaria – Brześce - Konstancin Jeziorna – Warszawa

1 , 2 , 3 , 4 , 5
następne

infected

Cukrem :) zakupy w pobliskim sklepie, kolejny spacer - tym razem po łące. budka dla myśliwych i najlepsze psie perfumy, czyli wielka kupa. i tak bardzo chciałoby się zostać, ale święta, ale wypada pojechać do domu. wracam więc. PKS. hajnówka, ładowanie telefonu w dworcowej toalecie i służbowa rozmowa tamże. znów PKS. białystok - dworcowy bar i księgarnia - nie wychodzę z pustymi rękami. pociąg pospieszny o przedziałach jak w osobowym, nadzieja na ciszę i.

majaczenie
gorączka i szesnaste piętro - prawie wyżej niż księżyc. aż do zawrotów głowy. z tej wysokości łódź jest prawie jak warszawa. i ukojenie znalezione w rozmowie. dziękuję.

3 minuty za późno, aby wpakować się w nocny, więc przymusowy, aczkolwiek miły spacer. pusto, chłodno i świeżo. czystość i jasność myśli.

szewczuk.

Pozamykane. Na rynku doczytuję Wysokie Obcasy, wygrzewam się. O 9:00 budzi się życie - odbieram fakturę z cukierni, kupuję bilet do Białego i zwiedzam sklepy wokół rynku. Niiiic cieeekawegoooo. Ostatnie 45 min wysiaduję na ławce dworca PKS nienawidząc słońca i przysypiając nad książką.

Wreszcie jedenasta! Wsiadam w gorący pojazd i nie tracąc czasu na bzdury - biorę się za spanie. Pod głowę podkładam sweterek, który ciągle mi się zsuwa i.
12:49. Białystok. Nigdy tu nie byłam. Rozglądam się - jest McDonald's, jest dobrze! Witaj, cywilizacjo. Nie mam pojęcia, gdzie jest dworzec PKP, więc idę na czuja. Czuj okazał się niezły, kupuję szybko bilet (14:00 do Bydgoszczy przez Warszawę! 5h30min jazdy!) i idę szukać czegoś do jedzenia. Czas na kebsa! Jem dość dużą porcję w skrawku cienia, który nie należy do mnie, ale przecież wszyscy kradną. Ja i mój brzuch z trudem wstajemy, ale czas na nas.

Bujam w obłokach, gdzieś zdala od świata i ludzi... - Onet.pl Blog

Więc ja w piątek skończyłam turnus w CZD (znowu wszystko bez zmian :/ ale z 2 strony to też jakiś plus) i po południu pojechałam PKSem do Rypina. Tam czekała na mnie Kasia z Bartkiem i Magdą. Trochę poimprezowaliśmy w Rypinie i wieczorem pojechaliśmy do G-D. No i tam zaczął się.

Imię: Anna
Wiek: 21 lat.
Studentka zarządzania.
Znak zodiaku: Skorpion
Miejsce zamieszkania: Warszawa
Ulubiony kwiat: Róża
Ulubiona pora roku: Lato
Ulubiona potrawa: Naleśniki
Ulubiona zupa: Pomidorowa
Ulubiony serial: Pierwsza miłość
Lubię: tańczyć i słuchać muzyki
Nie znoszę: wykorzystywania innych.

tara blog zakręcony i niesamowity świat i nigdy nie wiesz co przyniesie kolejna minuta... i dlatego warto... by umirając powiedziec- ale jazda!!!

W te 15 godzin ponad 37 km. Całkiem nieźle.
Następnego dnia zostało nam tylko przejście przez pozostałe szczyty po drodze schodząc do Wadowic. Ale w końcu podjęłyśmy decyzję, że zejdziemy ładniejszym szlakiem na przystanek PKS pomiędzy Wadowicami a Suchą Beskidzką.
Tak też zrobiłyśmy, tyle, że na tym przystanku nasz PKS się nie zatrzymywał... No więc czekał nas niesamowicie długi spacer do Wadowic... na szczęście znowu spotkałyśmy człowieka gór, który zatrzymał się i zabrał nas na sam dworzec w Wadowicach. A tam po kilku minutach miałyśmy PKS do Krakowa.
Dwie godzinki przed odjazdem pociągu do Warszawy spędziłyśmy na rynku w Krakowie. Pogoda przez cały weekend cudowna, bajeczna...
Takie wyprawy w góry dają mi możliwość całkowitego oderwania się od rzeczywistości, niesamowicie się wyciszam i zawsze czuję się wolna,.

Opowieści spod skrzydlatego koła - bloog.pl

– Do Stargardu.

– Aha. Jeśli wolno wiedzieć, czy dzieciaki lubią kolej?

– Ba! Nie chciały jechać do stolicy autokarem. Miał być pociąg i finito.

– Chcielibyście zwiedzić kolejowe zakątki Warszawy? – tu już zwróciłam się do dzieciaków, które na dobre zadomowiły się w.

Po omacku doszłam na Czyste. Oddałam dysponentowi L4 i powędrowałam na p. o. W – wa Włochy. Nie mam zielonego pojęcia, gdzie bardziej gwiździ: tu , czy na Zachodniej. Grunt, że kilka minut później podjechał grodziski (pociąg, nie PKS). W domu czekała na mnie miła niespodzianka: kolacja i wysprzątane mieszkanie. Dziwne? Polemizowałabym. W moim domu od zawsze panował tzw. „twórczy nieład”. Goniłam wszystkich domowników, żeby utrzymywali jako – taki.