O czym chcesz poczytać na blogach?

Pisarze

Zaczytana… | Nieśmiałe wyznania czytelniczki.

Może, że sama miałabym takie ciągoty, gdyby nie kategoryczne i jednoznaczne odżegnywanie się Conrada od podobnej interpretacji tekstu, zawarte we wstępie do tej książki. Odrzucając zatem wszelkie fantastyczne wyjaśnienia, otrzymujemy niezwykłą historię o wkraczaniu w dorosłość, która oznacza dostrzeżenie swojej znikomości, niemocy, kruchości – otarcie się o nieubłagane fatum. W zetknięciu z żywiołami życia młodzieńcza naiwność i brawura muszą ustąpić miejsca sile ducha, wytrwałości i woli walki. Taki obraz dorosłości brzmi może dość surowo i dramatycznie, ale w pewnym wieku trudno jest nie zgodzić się z pisarzem.

Precyzyjny, sugestywny język, sprawnie zakreślone, wiarygodne portrety psychologiczne postaci, ciekawie ujęta problematyka natury ludzkiej, umiejętnie kreowana atmosfera, elegancki i subtelny humor – to są cechy wybitnego pisarstwa widoczne w tej prozie. Nie potrafię Conradowi nic zarzucić, oprócz tego, że mnie nadal nie porwał. A jestem gotowa i czekam.

* Barbara Wachowicz, Malwy na lewadach, Państwowe Wydawnictwo „Iskry”, 1972, s. 76

**Justyna Sobolewska, Lampart zamieniony w geparda, w: Polityka,.

Trzynastka z poezją

 czyli Międzynarodowe Stowarzyszenie Pisarzy, zostało założone w Londynie w 1921 roku w celu promowania przyjaźni oraz intelektualnej współpracy pomiędzy pisarzami z całego świata . Nazwa to skrót utworzony od pierwszych liter słów: poets, essayists, novelists - poeci, eseiści, powieściopisarze. PEN Club jest organizacją niepolityczną i pozarządową, związaną z UNESCO oraz Komisją Ekonomiczno-Społeczną Narodów Zjednoczonych. Zrzesza 145 ośrodków w 104. krajach świata. Oddziały lokalne reprezentują swoich członków, nie kraje. Członkostwo dostępne jest dla wszystkich wykwalifikowanych pisarzy, dziennikarzy, tłumaczy, historyków oraz osób zaangażowanych w dziedzinie literatury, niezależnie od narodowości, rasy czy religii. Polski PEN Club rozpoczął działalność w 1925 roku, a jego założycielem i pierwszym prezesem był Stefan Żeromski. Od lutego 2010 roku funkcję tę pełni

Bazgrolnik by Karo - Onet.pl Blog

Dlatego trzeba z niej korzystać w każdym miejscu i w każdym czasie! No prawie, ale o wyjątkach tu nie mówimy. Ja osobiście prawie zawsze jak gdzieś wychodzę, mam swój bazgrolnik w wersji papierowej oraz długopis. Kiedyś miałam wenę, jak czekałam na znajomą przed kinem. A jeszcze kiedy indziej, kiedy leżałam sobie w ciepłym łóżeczku pod kołderką... Przecież wstawać nie będę, ale jak nie zapiszę, to jutro sobie nie przypomnę! Co było pod ręką? Komórka. A potem wersje robocze. Proste? To ok. Jako pisarze musicie się nauczyć, że natchnienie raz jest, a raz go nie ma. Możecie czekać miesiącami, żeby wypocić jedno zdanie wstępu, a możecie też pisać bez przerwy, bo akurat Wam idzie. W porządku! Życzę Wam mnóstwo natchnienia! Ale nie w tym rzecz. Musicie się przyzwyczaić do tego, że jeżeli wpadliście na jakiś pomysł, musicie go jak najszybciej zapisać! Nie ważne jak, nie ważne gdzie. Zapisać, bo potem (jestem tego pewna) zapomnicie! Ile wspaniałych pomysłów zmarnowało się przez takie przeoczenia? Co to ma wspólnego z najczęstszymi błędami? Ano to, że próbując sobie ów pomysł potem przypomnieć i odtworzyć, wyjdzie Wam.

Tutaj wpisz tytuł filmu.

Coś więcej, niż garstka dobrych kryminałów i raczej niezbyt górnolotnych powieści psychologicznych? Wciąż chyba poszukujemy własnego stylu XXI wieku; wciąż chyba wierzymy, że uda nam się wytworzyć coś więcej, niż postmodernizm, pójść dalej, i wreszcie - dałby bóg (choć wciąż przypominam o tym, że jego nie ma) wyrwać się sinusoidzie klimatów literackich. Przyszło nam wałkować starożytność i umiłowanie boga; na przemian, okresowo, cyklicznie. Pytanie, czy obecnie - gdy wydawanie książek (umyślnie unikam tu słowa pisanie!) stało się niesłychanie proste; a na półce możemy znaleźć dosłownie wszystko - odnajdą się pisarze; którzy oderwą się od tego schematu.

Z niecierpliwością oczekuję konfliktu zbrojnego i przedmieść apokalipsy.
Może wtedy najdzie mnie na poważniejsze pisanie.

-------

Dziś, na słupie ogłoszeń (one jeszcze funkcjonują!) znalazłem barwny plakat, obwieszczający, wielkimi, żółtymi literami, iż nadchodzi dzień walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym.
Tuż powyżej, wersalikami - NIE DLA UBÓSTWA.
Walczmy,
prezydent Sarkozy dał nam wszystkim dobry przykład.



-------
* - parafrazując tegoż Coriana.
** - żeby się lirycy nie.

pijanyaniol.blog.pl

Był pusty, poza dwoma miejscami zajmowanymi przez jakiś nastolatków. Nic to, że każdy by się zmieścił. I tak, gdy drzwi się otwarły wszyscy zaczęliście się pchać na chama jakby od tego zależało wasze życie. GDZIE SIĘ KURWA PCHACIE?! Nie, nie odjedzie bez was. Nie, nie będziecie musieli stać. Więc pytam: po co?! Wsiadłem ostatni. I usiadłem wygodnie na wolnym miejscu. Gdzie tu sens? Gdzie tu logika? Bezsens moi mili, bezsens.

   Nazywam się Marek Śladowski, wkrótce skończę 20 lat, chciałbym zostać pisarzem. Jestem zakochany. Mieszkam we Wrocławiu, rodzice opłacają moje mieszkanie. Czekam sobie przy kasie w supermarkecie. Przede mną stoi piękna kobieta z siatką pomarańczy i snickersem. Przed nią jakiś gościu ze skrzynką browarów, a jeszcze przed nim babcia starowinka płaci za zakupy. Nagle ta urocza, młoda kobieta, która stoi przede mną patrzy na pomarańcze, robi zdziwione: „och!” i wycofuje się. Myślę sobie – czegoś zapomniała. Kasjerka obsłużyła wszystkich przede mną, wykładam chleb, paczkę sera żółtego i prezerwatyw na taśmę, a tu nagle ta zagubiona kobieta wpycha się przede mnie, wtyka towar w ręce.

Dziennik ateisty, czyli życie bez religii jest lepsze

Językiem, obfitującym w mało eleganckie określenia i porównania, z których przebija brak szacunku dla osoby księdza, nie tylko dla jego poglądów. Autor tłumaczy się w ten sposób: uważam, że w państwie demokratycznym na skrajne wypowiedzi jest prawo do skrajnej riposty („GW”, 12.09.2005). Myślę, że tego prawa nikt pisarzowi nie odbiera, natomiast państwo demokratyczne daje również każdemu obywatelowi prawo do ochrony dobrego imienia – a zatem mogą zaistnieć sytuacje, kiedy te dwa prawa staną ze sobą w konflikcie. Moim zdaniem, wcale nie musiało dojść do tego konfliktu, bo przecież Paweł Huelle jest dobrym pisarzem, świetnym stylistą, a więc ma bardzo wiele środków, za pomocą których mógłby sformułować swą krytykę w sposób stanowczy, zdecydowany, dobitny, może nawet druzgocący – lecz nie obraźliwy.
        Zastanawia mnie również, skąd u mądrego człowieka jakim jest Huelle wzięła się wiara w zasadność owej „skrajnej riposty”, czyli odpłacania pięknym za nadobne. Czy naprawdę autor „Castorpa” i „Mercedesa-Benza” jest przekonany o skuteczności obelgi jako oręża w walce z obelgą? Czy rzeczywiście wierzy w to, że językiem pogardy można pokonać.