O czym chcesz poczytać na blogach?

Parking lotnisko

[vampire's dance]

Zostawiaj mnie samej!- Weszłam do samochodu powiedzałam adres. Sara poraz kolejny upada na kolan i zasłania twarz rękoma.
Ruszyliśmy. Po mojej twarzy spłyneły łzy. Zraniłam ją bardziej niż ona mnie. A prosiła mnie tyko
o pomoc. A ja co? Zostawiłam ją samą. Wiechaliśmy na parking lotniska. Zapłaciłam dwadzieścia dolarów
i poszłam do odprawy bagarzowej. Zostało mi jeszcze dzieśieć minut. Siadłam na przeciw jakiegoś chłopaka. Skąś go znałam ale skąd?
- Cześć jastem Emmet, a ty?- Spytał się chłopak o kruczo-czarnych kręconych włosach..

Miłość nie zna granic - Edward i Bella (historia według mnie) - Onet.pl Blog

 

 

Zdążyłam tylko zamknąć oczy, gdy ktoś chwycił mnie mocno w pasie i odciągnął na bok. Usłyszałam zderzające się samochody. Otworzyłam oczy. Moim wybawcą okazał się Edward Cullen, ale jak u licha znalazł się przymnie tak szybko ? Nie było go nawet na parkingu . . .

- Co ? - spytałam zdziwiona i oszołomiona zarazem.

- Bello, nic ci nie jest ?

- Nie, ale jak się tu znalazłeś . . . tak szybko ? Nawet nie było cię na parkingu !

- Bello, chyba jednak coś ci się stało. Szliśmy razem do mojego samochodu.

Drzwi i pobiegłam na górę do pokoju. Kartka leżała tam, gdzie zostawiła ją Ann - czyli na biurku. Oderwałam część z mailem i wcisnęłam do kieszeni spodni. Zamarłam. Poczułam się nagle bardzo przybita, zrobiło mi się smutno, ale musiałam iść, by nie spóźnić się na lotnisko.

Obolała w duszy zeszłam po schodach na dół i poczłapałam do auta.

- Coś ci się nie spieszyło . . . - zauważył chłodno Phil.

- C-co ? - spytałam wyrwana z zamyślenia.

- Nic, nie ważne . . .

Ruszyliśmy, Phil musiał jechać bardzo szybko,.

północne Indie i Nepal - znowu w trasie

Indyjskich (kurs 1 dolar 40 R) dojedziemy w klimie do Agry i z powrotem.

Wtem naszym oczom ukazal sie znajomy napis Avis - wypozyczalnia samochodow. Tam bardzo mila pani objasnila nam, ze za 7000 R dostaniemy duzy samochod z kierowca, ktory dowiezie nas pod sam Taj, do tego oplaci wszelkie parkingi i "autostrady" oraz dowiezie nas do hotelu. Kalkulujac sobie pociag, dojazdy na dworzec z tymi wsystkim plecakami, ktorych mielismy juz szczerze dosyc, najelismy sobie szofera w czapce i bialym, powiedzmy ze bialym fraku w toyocie z klima i w skorze. No tak Indie przedstawiaja.

16:43, goodfellas
Link Komentarze (1) »
Indie - druga szansa
Wczoraj znowu dotarlismy a nane nam lotnisko w Delhi. Ten sam brud, ten sam brak informacji we wszystko mowiacej informacji turystycznej. Ale troche z musu postanowilismy dac szanse Indiom i o dziwo chyba sie udalo. Ale po kolei... Po treku o ktorym jeszcze bede pisal, przyszla kolej na Chitwan National Park czyli park narodowy w.

Adrian Kocot

Road. Ide do biznesparku.

2.

W tym miescie wszystko jest uwarunkowane lotniskiem. Mozesz mieszkac blisko lub daleko od lotniska. Mozesz jechac w strone lotniska albo sie od niego oddalac. Innej drogi nie ma. To lotnisko obroslo w miasto, w tubylcow i emigrantow ktorzy wysysaja z niego pieniadze w zamian za ich czas.

Za ostatnie pieniadze chcialem kupic biurko. Nie mialem mapy. Zaczalem isc tam, gdzie widac bylo startujace samoloty. Od Bedford Road zaczalem palic.

Glowe. Mowi, ze wygladala jakby sie modlila. Licheń i różańce, zielone świątki i taca. Nie osunela sie na podloge, prosto w wode w ktorej plywaly kawalki brytyjskiej wolowiny. Nie miala nawet szyji. W rewanzu opowiadam mu o samobojstwie, ktore widzialem tydzien wczesniej. O skoku z pietrowego parkingu prosto na studzienke kanalizacyjna i o plynach, ktore sie uwolnily splywajac po betonie. Kiwa tylko glowa. Zpytalem go, gdzie tutaj jest ikea. Nie chce powiedziec. Dal mi numer pod ktorym podobno ktos daje prace. Ide dalej.

667.

Blog kiepstein

Połowa po drodze mi sie wylała na koszulke i spodnie.odczekalismy troche i znow skierowalismy sie pod nocny.zakupiłem po piwie .lecz zaraz wróciłem po jeszcze dwa bo postanowilismy wyruszyc do mnie pod firme,czekać jak chłopaki z pracy wyjda.po jakis 3km marszu dotarlismy na parking.rozsiedliśmy sie na trawce,licząc wyjezdzające ciężarowki.trzy godziny tam siedzieliśmy czekajac aż wyjdą.i wyszli.powitanie z ludzmi z pracy,co ich dawno nie widzialem bo na urlopie jestem.jeszcze z chudym trafiliśmy pod sklep,była 5 rano.paweł wypił browca,Ja juz nie.Ostre,jak np w środe gdzie sie nieżle dojebałem.jak wracałem do domu to nawet butelki po browcah leciały ww moja strone bo ktos krzyknął "kto trafi Kiepka Butelką dostanie 20pln".całe szczescie dla mnie nikt nie trafil :). w piątek zawiozłem moją siostre na okęcie na lotnisko.poleciała do Szkocji do Edynburga do swojego mena.wieczorem sie spotkałem na chwile z Ada.pogralismy w darta,wypilismy soczek pojedlismy frytek ale biedactwo zaczelo zasypiac wiec poprosilem ją by mnie dod odmu odwiozła.sobota wieczorem grill u Ady w firmie.oczywiscie częsc ekipy erw.

Takie życie ... - Onet.pl Blog

W zanadrzu. Nie mam. Jak mnie zwolnią, to  jestem w czarnej dziurze. Z kredytem bez żadnego innego źródła dochodu. W razie co, to mam miesięczny okres wypowiedzenia...Nie mogę teraz się tym martwić.
 Teraz mam inny problem. We wtorek przyjeżdża były mąż. Jadę po niego na lotnisko, sama się tak zaoferowałam, mam jakiś głupie poczucie, że jestem mu to winna bo on mi zostawił swój samochód... Jaki swój, jaki swój, to był samochód który kupił w trakcie trwania małżeństwa, fakt że mieliśmy w tym czasie podpisaną intercyzę, ale on go kupił kosztem.W tym zlodowaciałym śniegu. Wypróbowane manewry - do przodu, do tyłu, koła prosto, koła skręcone w prawo, w lewo...Nic. Zero przesunięcia w jakimkolwiek kierunku. Kolejne spotkanie umówione za pół godziny, przejazd teoretycznie powinien mi zająć ok. 15 min. A ja stoję zakopana na parkingu, a raczej na jakimś podwórku. Wykopałam sobie pod przednimi kołami pięknie wyślizgany dołek...Podkładałam co tylko mogłam, wycieraczki, tekturę jakąś znalezioną, gałązki...Nic, dołek coraz większy...Próbowałam trochę przepchnąć samochód...taa, przepchnąć.

Trzy Anioły

Marzec 2007
Maj 2007
Czerwiec 2007
Październik 2007
Marzec 2008
Kwiecień 2008
Czerwiec 2008
Ostatnie wpisy
  • miłość z opcjcą "out"
  • diabelskie młyńskie koło
  • nocne umartwianie się..
  • c'est la vie..
  • 4 sardynki, parking u księdza ...
  • Jakaś połowa października ...
  • 30 sierpnia 2007.
Na lotnisku.. Chce mi się aż krzyczeć dlaczego znowu ja… dlaczego znowu mnie to spotkało.. dlaczego ja ciągle muszę czekać a jak wracają to już nic nie jest tak samo jak było?? który to już tak mi ucieka? trzeci? czwarty? jak to Arleta powiedziała… „żegnam czule na lotnisko odwożę”…… Więc czekam. A czekanie utrudnia fakt, że on totalnie nieesemesowy… Niby pisze.. ale jakoś tak bez ładu i składu, bez polotu… za każdym smsem obiecuję sobie, że więcej do niego już nie napiszę bo nie zasłużyłam na czekanie i takie.