O czym chcesz poczytać na blogach?

Muzyka 2011

E Kondi…

    Nowy usługa NHS numer 111 (0)
  • Walentynki 2012 (nieco z wyprzedzeniem:)) (0)
  • Spotify – muzyczna biblioteka (0)
  • Kawałek klasyki i brak szczęścia… (0)
  • Hair & Beauty Festival 2012 (0)
  • Repozytorium
    • Blackpool24 archiwum news’ów
    • Polacy mówią po ponglish’emu
  • Teksty
    • Spotify – muzyczna biblioteka
    • Winter Gardens Blackpool (po Polsku)
  • Video
  • Kategorie

    Blackpool Blackpool24.com Blog dzienna dawka muzyki Eventy Film Koncerty Media Muzyka Teksty z pamiętnika
  • Sleeping with Ghosts

    Wyliczam na palcach, upokorzenia, momenty Twojego kompletnego debilizmu. Milczysz. Zaczynam krzyczeć.  Mam ochotę cisnąć szklanką o ścianę. Albo jeszcze lepiej rzucić nią w Ciebie. Głęboki wdech. Cisza, nie, nie będę się emocjonować. Nie warto. Patrzysz na mnie przerażony, a ja zdaję sobie sprawę, że to przerażenie nie jest wynikiem mojego krzyku. Krzyk i tak zagłusza muzyka, nie słyszą nas w sąsiednim stoliku, więc dlaczego tak na mnie patrzysz? Mrugam, już wiem... wiem skąd ta Twoja nagła niepewność i przerażenie. Tylko nie wiem skąd mam oczy pełne łez?

    Bohatersko wstałeś i popędziłeś szukać środka dla niezrównoważonych kobiet. Papieros - jakże to romantyczne! Zniknąłeś. Nie wracaj, proszę Cię nie wracaj, idź precz. Precz.

    Raz kolejny. Przegrałeś. Zatracaj się w swoim tchórzostwie, ja nadal nie mogę na Ciebie patrzeć. Pomimo chwil słabości.

     

    17:40, green-cat , Kalejdoskop
    Link Dodaj komentarz »
    środa, 02 marca 2011
    A. V.

    Kolejna fascynacja muzyczna. Tym razem - Alexander Veljanov (gdybym tylko jeszcze była pewna jak się wymawia jego nazwisko).

    Teraz, gdy spoglądam na wypchaną do granic możliwości mp3-kę zauważam, że wracam do klimatów sprzed kilku lat. Początków fascynacji i.

    Classic-on-sunday-morning

    … oraz za oknem. To i muzyki weselszej trzeba by posłuchać. W dziale recenzje – tym razem francuski barok. Jakkolwiek bym źle nie myślał o Francuzach, to okazuje się, że gdy się pogrzebie głębiej, całkiem ciekawe postacie i ich kompozycje można odszukać. Więc zachęcam, bo to muzyka na marcowe popołudnia.

    I na koniec mała anegdotka. Joseph Bodin de Boismortier – jeden z bohaterów dzisiejszej recenzji we współczesnych mu czasach robił zawrotną karierę i całkiem dobrze mu się powodziło. Oczywiście nie umknęło to zgryźliwym krytykom, którzy – jak choćby Jean Benjamin de Laborde – wytykali mu, że tenże produkuje tyle.

    • Muzyczny Esflores
    • Muzyka z Kórnika
    • O muzyce rockowej i klasycznej.
    • Progressive & Art Rock w Sieci
    • Różne ciekawe słowa…
    • Ziemia Niczyja
    Powierniczek - bloog.pl

    Gdzie mi tam do Notarii, jeśli chodzi o pasję i znajomość dawnych mistrzów muzyki. I nie tylko dawnych. Nie mam czasu, nie mam sprzętu i nie mam tej pasji. Ale jednak bardzo lubię muzykę baroku. Jest to chyba muzyka, której mogę słuchać zawsze i wszędzie. Mówiąc "wszędzie" mam na myśli auto. wtedy jedynie mogę wykonywać dwie czynności naraz: prowadzić i słuchać muzyki. W innych przypadkach słuchanie jest jedyna czynnością i nie mogę (bo nie chcę0 dzielic jej z żadną inną. Moja uwaga wtedy jest niepodzielna, cała skupiona na muzyce. A to wymaga czasu, którego.

    Nie powtórzę, ale będę mogła kiedyś opowiadać wnukom o tym, niech wiedzą. A rower, nawet w wersli light, to jedna z niewielu aktywności fizycznych, które mnie nie odstręczają. Bo ja bardzo wygodna jestem i ruszać się nie lubię. Jeszcze tylko lubię pływać i tańczyć, a poza tym, to już tylko leżeć i czytać książkę (której dziś już nie poczytam, bo idę spać).



    Podziel się:
    Trackback: http://bloog.pl/id,330281609,trackback

    komentarze (6) | dodaj komentarz

    Chwila relaksu

    sobota, 20 sierpnia 2011 11:12

    P R Z Y Z W O I T O Ś Ć

    Spotkania w połowie drogi – lot w kosmos, w kolejny wymiar.

    Druga płyta, Treeg Salaam – „ulice pokoju” – została, podobnie jak debiut, skompilowana z nagrań kasetowych z lat 1989-96. I wrażenie robi równie silne co jedynka, mimo że brak na niej tamtych natychmiastowych hitów, a nastrój na niej panuje nieco mroczniejszy, bardziej psychodeliczny. Sama muzyka jest jednak nie gorsza niż poprzednio, zwłaszcza pewien niezwykły numer o którym za chwilę, a Doueh wymiata jak nikt inny. Tak, proszę Państwa, co kilka-kilkanaście lat, kiedy już się wydaje, że w muzyce gitarowej powiedziano wszystko, pojawia się ktoś grający tak, że wszyscy – i zawodowcy, i ignoranci – skrobią się w głowę z niedowierzaniem, „jak on to.

    I skupionych utworów, wśród nich – wypełniające całą stronę B winyla 20-minutowe dzieło Tazit Kalifa: trzyczęściowa minimalistyczna suita, która startuje tam, gdzie chcieli dolecieć Pink Floydzi na Ummagummie, ale im się nie udało. To tu jest ten kamień filozoficzny, tu jest prawdziwa psychodelia. Trawestując Grzegorza Ciechowskiego, Sahara wygra.

    Ten wpis został opublikowany w kategorii Lampa, znam o jedną kapelę więcej niż Ty. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.