O czym chcesz poczytać na blogach?

Mojito

LondonON

W koncu biora gore. na pozor zimni i opanowani skrywaja w sobie fontanny uczuc, tesknoty, sentymentow, pragnien. kobiety uosabiaja te uczucia.


niewazne. wazne. taka nasza polska cecha ze nie jestesmy opanowanym, racjonalnym narodem, wszystko na hip hip hurra, wszystko na zywiol, bez przemyslanych dzialan, jakos to bedzie. byle bylo wesolo w danej chwili i wszystko sie zalatwi (slowo klucz) wszystko sie uda. niby dobrze - zyc chwila, nie martwic sie o jutro. ale niedobrze.


wieczor panienski sie skonczyl niespodziewanie szybko. mimo swietnej zabawy ukochana sandra  zarzadzila powrot do domu. po jednym mojito! dzieki temu wszystkie zdazylysmy na busy, metro. jakze odpowiedzialnie, racjonalnie.. nie-polsko, ale mysle tez nie angielsko.  nudnie? moze troche.


a knajpa spoks. klub salsa nie dalego tottenham court road (ode mnie na piechote), miejsce maks. tlum ludzi scisk  bar koktajle muzyka. wszystko latino. tlum tancerzy i tancerek przyklejonych do sibie jak muchy do lepa, mezczyzni wyrywaja dziwczyny do tanca bez krepacji, wskazujac palcem, ciagnac za reke, sciskaj, czasem obmacuja. porywaja do tanca, bez pytania, nie dajac czasu do zastanowienia. ale super. mojito super, muzyka super. rytm super. maks. super.

plastik.blog

Czy jednak wciąż przyjaciele? choroba J. weryfikuje wiele.

w prezencie od siebie (pod pretekstem zbliżającej się rocznicy) piękny srebrny komplet z zielonym bursztynem. wczoraj już o mało nie zgubiłam kolczyka...

notki wychodzą mi ostatnio jakoś przydługie. jak mamrotanie pod nosem do samej siebie.





skomentuj (5)

mojito 2005-08-15 21:37:23


nie wspominałam Wam chyba, ze ostatnio w pewnym wrocławskim klubie uczyłam się mambo? i salsy? a uczyłam się, ale po piątym mojito zaczęły mi się plątać nogi. nogi nogami ale przynajmniej odnalazłam drinkowy przebój sezonu.

dzień senny przeciekł mi przez palce, trochę w domu, trochę w szpitalu, nie zrobię sobie mojito bo nie mam rumu, mogę za to pogryzać świeże gałązki mięty lub zwyczajnie sięgnąć po banalny kieliszek wina. ale jakby ochoty brak.
muzycznie pan ::Ibrahim Ferrer:: i jemu podobni, ::Buena Vista::, ::Compay Segundo::, ::amores perros ost::. odblokowało się jakby.
czytelniczo - pustynia, wstyd się przyznać, ale od czasu jak J. szpitalnieje przestałam mieć chęć na słowo.

mniam....mniam... - bloog.pl

... nie dawno robiłam smażony ryż z jajkiem był pycha tym razem zrobiłam z makaronem ryżowym. dobre było smak w sumie prawie taki sam, ale z ryżem bardziej mi smakowało i tak też będe robiła a zdjęcie wklejam poglądowo..;)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4556092,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

mojito...

czwartek, 07 maja 2009 14:50

... a tak jakoś dziś mnie naszło i bez żadnej okazji zrobiłam sobie światowego drinka z kubańskim rodowodem czyli Mojito. Lubię wszelkie drinki z rumem więc mi smakował... Zapraszam...:)

Country Girl

I inne specjalności z ekologicznego ogródka. I ogórek małosolny w gratisie ;-)

 

W weekend mogłabym nie wychodzić z kuchni. Mogłabym eksperymentować, próbować, wymyślać, łączyć nowe smaki a potem tylko się rozkoszować...

 

15:48, countrygirl
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 04 lipca 2011
Morze, Jim, mojito i ja...

Wczoraj minęło dokładnie 40 lat od dnia, w którym odszedł Jim Morisson. Czy był/jest moim idolem? Jako poeta - z całą pewnością, bo lubię pokręcone osobliwości. Muzycznie - tak, choć geniuszem nie był; głos miał ciekawy, aczkolwiek nie wybitny; rewolucji specjalnej w muzyce także nie dokonał. Ot, po prostu kilkanaście świetnych kawałków i legenda z racji przedwczesnej śmierci. To oczywiście tylko moje zdanie.

 

Tak czy inaczej, owa legenda Jima Morissona odżyła we mnie wczoraj wieczorem, kiedy to w trójkowym Minimaxie.

Bornholm po mojemu

Na miejscu w zależności od godziny przyjazdu – szybka kawa i odprawa promowa albo jeszcze szybka poranna kąpiel w morzu, jeszcze polskim. O 8.30 odprawiamy się na prom i o 10.00 wypływamy. Koło czwartej po południu powinniśmy byc w Ronne. Stamtąd mamy do przejechania kilkadziesiąt kilometrów, na drugą stronę wyspy do Sandvig. Wypakujemy się i może spacer po okolicy. No i basen… oczywiście.

Ach no i zapomniałam dodać – na promie oczywiście relaks w fotelach lotniczych na górnych pokładach (nie bierzemy kabiny, bez sensu), obiad z owocami morza w roli głównej. I jakieś zimne piwo (albo mojito, tak… mojito na tę pogodę będzie odpowiednie) w pubie…

Relacja z wyjazdu zapewne pojawi się tutaj, ale jak zanm życie dopiero po powrocie będzie okazja i czas, aby wejść do sieci. Krótkie migawki z wyjazdu można oglądać tutaj: www.noor.moblog.pl

whatever people say i am, that's what i'm not - Onet.pl Blog

Albo nawet dwa lata temu.

a jeszcze inny sen byl o tym, ze poszlam do pobrania krwi i zapytalam, czy po tym badaniu bedzie mozna okreslic, czy jest jakis stan zapalny w moim organizmie.

i obudzilam sie dzisiaj o 5 rano z powodu masakrycznego spiecia miesni gladkich brzucha. jeszcze nigdy nie obudzilam sie z bolu.

oby to, co sie teraz ze mna dzieje, bylo tylko przesileniem wiosennym.
sc. (15:17)
2 komentarze

06 maja 2009
drezno dzien trzeci
3/4 dnia minelo pod znakiem wkurwu, ale pozniej poszlismy na neustadt i znalezlismy przecudnej urody knajpe o jakze uroczej nazwie canape. atmosfera idealna do pojednywania sie. shisha jablkowa cudnie dymiaca, miekkie poduszki, przycmione swiatlo, chilloutowa muzyka w tle... nice. no i wreszcie sprobowalam mojito, a pozniej  jeszcze brasilie (ta druga bardziej moja niz cierpkie mojito)..