O czym chcesz poczytać na blogach?

Malaria

b-londyn-ka

Podróżnik jedzie z pełną kieszenią funtów, jak najwygodniej. Warunki mej podróży są bezwarunkowo trudniejsze niż warunki Livingstone’a czy Stanleya, których szlakiem poruszałem się na długiej przestrzeni, ale sam zupełnie, bez możności choćby kupienia patronów czy naczynia na wodę.
Zdany na łaskę i niełaskę losu, szedłem dla poznania, a dziś u celu mej podróży mam tyle w kieszeni, że gdy kupię dwa filmy, na jedzenie nie starcza. Tego jednak Anglik nie zrozumie nigdy!
- O! To pan po powrocie dostanie pewnie dużą premię?!
- Tak, tak – odpowiadam po cichu, a w duchu myślę sobie: "Już dostałem! Malaria, utrata ponad dwudziestu kilogramów wagi… to chyba dostatecznie dużo. Choć mogło być i więcej…"
Ale żyję, widziałem tyle, ilu stu ludzi przez życie całe nie zobaczy. A przed Anglikami muszę się uśmiechać lub udawać, że nie rozumiem pytania." [str. 370, część II, rozdział 28, Francuska Afryka Zachodnia i Algieria]

Kazimierz Nowak "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936"
Zebrał, opracował i wstępem opatrzył Łukasz Wierzbicki. Wydanie V, Sorus, Poznań 2009.

Blog Dzidka - Onet.pl Blog

Ze szczytu   nad dżunglą na zachód widać było jezioro ALBERTA i Góry RUWENZORI w  belgijskim Kongo. W RONGAI chodziliśmy do Szkoły przez 4 lata do 1945 roku.

      Kolejny etap jako zesłańca to obóz dziecięcy w RANGAS 9.000 stóp nad poziomem morza.Klimat górski zdrowy i malaria na szczęście  się skończyła. Tam chodziliśmy do polskiej szkoły..

     Nauczycielkami i wychowawcami były Siostry zakonne specjalnie  przysłane z USA  PAULINA i CELINA oraz pani Maria KACPURA/jeśli  dobrze pamiętam/. .Uczył nas też ksiądz.

Usłyszałem głos szakali.

Stamtąd jedna grupa wyjechała do NOWEJ ZELANDII a mnie wraz z innymi dziećmi  przewieziono do AFRYKI do MOMBASI. W czasie podróży wiele z nas zachorowałó na szkorbut z braku witamin.   W takim stanie dotarliśmy do MASINDI w UGANDZIE gdzie ulokowano nas w domkach z trawy.

W UGANDZIE przyjął nas KRÓL w czasie wakacji po czym umieścili nas w miejscowej Szkole im. KABAREGA.Budynki były dobrze zbudowane,podłogi cementowe,łóżek nie było ale lepsze jedzenie i szkorbut zniknął.Natomiast 3 razy zachorowałem  tu na malarie.

  d.c nastąpi

Darek Lewandowski - LifeGallery - Fotograf Portfolio Fotoblog Photos Blog Travel Gallery























lifegallery 2005-09-20 10:38:08
skomentuj (2)


Cambodia - The Killing Fields

















lifegallery 2005-09-20 10:41:57
skomentuj (5)


Powrót
Wyprawa dobiegła końca. Ciężko się odnaleźć. W Polsce przyatakowały mnie dziwne twarze z bilbordów. Chore lisie spojrzenia. Wszystko dookoła jest sztuczne, szare .....dziwne i bardzo inne. W głowie bałagan. Trudno wszystko razem zebrać. Przez ostatni miesiąc wydarzyło się więcej niż przez rok w Polsce ...... a zawsze myślałem, że żyje bardzo intensywnie.

Wczoraj chcieli zostawić mnie w szpitalu. Podejrzenie - malaria. Uciekłem. Badanie krwi. Jest jakiś wirus, ale nie wygląda na malarie. Zdrowieje , czuje się coraz lepiej ……ale bardzo wolno przyzwyczajam się.

„Jazda bez cz-cz-czymanki” skończyła się. Czekam na następną!

lifegallery 2005-09-29 17:09:02
skomentuj (14)



SAA MAGNI

Wiedziałam, że wcześniej czy później przyżyję ich atak.. nie wiedziałam, że tak wcześnie. Nie śpię. Koszmary na jawie przesuwają mi się przed oczami. Myśli mi się kłębią. Nie o tym, co będzie tam, ale o tym, co tu... czy uda mi się wszystko załatwić do 6go? Zostało tak niewiele dni.. Może jak wszystko z siebie wyrzucę, będzie łatwiej zasnąć. Przecież nie będę mamy budzić, żeby się wyżalić...

Francuski... jestem po trzech lekcjach. Dopadły mnie problemy mobilizacyjne, tzn. leń. Syndrom posesyjny innymi slowy. Ale jak ja się tam dogadam? Malaria... nadal nie wiem, co zrobić z tym cholernym antymalarykiem. K. właśnie mi napisała, że ona do Ghany nic nie bierze.. Chorowała już. Wie, jak to jest i się nie boi. A ja? Ja się boję. Ale dokonać sensownego wyboru nie jest łatwo.. Lariam odpada - jak siebie znam, zaraz by mnie dopadły stany psychotyczne lub depresyjne.. nie, nie, dziękuję bardzo - zajęcia z psychopatologii i innych takich zrobiły swoje: halucynacje, bezsenność, urojenia, wyczerpanie, ogólna niemoc. Lariam nie wchodzi w grę. Wiza do Maroka.. właśnie szukam hotelu, który bym mogła zarezerwować on-line.. Na 3-4 tyg. wyjdzie niebotyczna suma... Przecież oni w to.

Cypr Wakacje - Onet.pl Blog

Wśród zabudowańprzetykanych resztkami gotyckich kościołów wyrastają palmy, tu i tamwidać łodzie rybackie odwrócone do góry dnem, a przy samym wybrzeżunieliczne budynki otacza pierścień weneckich obwarowań.
Muryobronne i głęboka woda w porcie chronią Stare Miasto przed inwazjąpiasku, ale ruchoma mierzeja Maymun Adasî (małpia wyspa) i wydmypiętrzące się w północnej części wybrzeża sprawiają, że nazwaAmmókhostos (pogrążony w piasku) wydaje się całkiem trafna. WFamaguście i okolicach panuje niemalże podzwrotnikowy klimat, a morskiepowietrze trawi metal i kamień równie nieubłaganie, jak trawiłatutejszych mieszkańców malaria, przenoszona przez moskity lęgnące się wokolicznych bagnach. Trzeba przyznać, że w takich warunkach trudnozapracować na sukces.
q
Wypowiedz się

10 kwietnia 2008
Geografia
Państwo

Anuszka



A trzeba było znowu w morze iść
Bałtyk jesieniš całkiem nieźle gwiżdże
Po wachcie napisałem długi list
Sam jeszcze przecież nie wiem czy go wyślę

Na morzu zamieć na morzu mgła fale jak domy
Na morzu całym tylko ja myślę o tobie
Podzielš nas tysišce wacht i przestwór wody
Na morzu całym tylko ja myślę o tobie


Wracałem stamtąd gdzie zamarza rum
I gdzie nie jesteś pewien żadnej fali
Mówiłaś znowu nam się zepsuł stół
Mógłbyś cholera wreszcie go naprawić

Wracałam stąd gdzie słońce topi wosk
A myśmy od malarii dygotali
Mówiłaś znowu mi zamknęli kiosk
Po bułki muszę biegać znacznie dalej

Znowu nas dzieli złamany stół nie naprawiony
Tu moje pół tam twoje pół - dwie życia strony
Podzielą nas tysiące wacht i przestwór wody
Nie mogę zajrzeć w twój ciepły świat
Sól w oczach boli



Piosenke tą dedykuje nikomu. Zamieszczam ją bo mam taki kaprys.

Dobrze czasami mieć kaprysy.

skomentuj (1)

Juwenalia. 2005-05-20 13:01:39

Panikara. Spanikowałam. Nie.

*

Z nim bez trudu. Ogarnia cię niepokój. Przybywa rozsądek, by walczyć w twoim imieniu. Odzyskujesz pewność siebie. Rozum jest w pełni wyposażony w broń najnowszej generacji. A jednak, ku twemu zdumieniu, pomimo przewagi taktycznej i licznych niezaprzeczalnych zwycięstw, rozum zostaje pokonany. Czujesz, jak słabniesz, miękniesz. Twój niepokój zmienia się w przerażenie.
Teraz strach atakuje twe ciało, które już wie, że dzieje się coś bardzo złego. Twoje płuca uleciały już jak ptak, a trzewia wyśliznęły się jak wąż. Język zdycha niczym opos, szczęka puszcza się w dziki galop. Uszy głuchną. Mięśnie zaczynają dygotać jak w malarii, a kolana trzęsą się w jakimś dziwnym tańcu. Serce wytęża się zbyt mocno, zwieracz zanadto się rozluźnia. To samo dzieje się z resztą twojego ciała. Każda jego część rozpada się w charakterystyczny dla siebie sposób. Tylko oczy nie zawodzą. Oczy zawsze pilnie obserwują strach.
Bardzo szybko podejmujesz nierozważne decyzje. Porzucasz swych ostatnich sprzymierzeńców: nadzieję i ufność. I w ten sposób zadajesz sam sobie klęskę. Strach, który jest niczym innym, jak tylko zwykłą impresją, zatriumfował nad tobą.
Trudno to wyrazić słowami. Bo strach, prawdziwy strach, taki, który wstrząśnie tobą do głębi,.