O czym chcesz poczytać na blogach?

Limo

Wyprawa do Peru - Onet.pl Blog

W ogrodzie.  Wykształcona, już jako młoda dziewczyna obrała sobie za patronkę św. Katarzyne z Sieny i w tajemnicy odprawiała pokute 3 dni w tygodniu. Obdarzona urodą musiała odmawiać wielu zalotnikom, aż w końcu zdecydowała się ściąć włosy o oszpecić twarz by tylko nie ranić odmową dalszych chętnych.

Przepowiedziała dokładną datę swojej śmierci i została kanonizowana przez papieża Klemensa X jako pierwsza katolica święta w Ameryce. Jej sanktuarium znajduję się w kościele Dominikanów w Limie.

Jej oficialny tytul brzmi: „Główna i uniwersalna patronka wszystkich prowincji, królestw,wysp i regionów stałego lądu w całej Ameryce i na Filipinach”.  Jest patronką rdzennych indian obu Ameryk, oraz kwiaciarek i ogrodników, a co obecnie chyba najważniejsze patronką policji Republiki Peru i sił zbrojnych Argentyny.

  

Dzisiejszego dnia każdy kościół w Limie, który przechowuje.

Gringo w Peru

Nowe mieszkanko

Apartament jest nowy, czysty i dobrze się w nim mieszka. Wszystkim, którzy chcą zawitać do Limy na dłuższy czas, zdecydowanie polecam!
Więcej szczegółów możecie znaleźć tutaj:
http://apartments-rentals-peru.com/354LIB407.htm

Kongres

Wczoraj miałem okazję odwiedzić Kongres w Limie. Razem z ekipą Ciudad Saludable organizujemy wystawę fotograficzną centrum historycznego Limy, aby zwrócić uwagę parlamentarzystów na problem brudu i zanieczyszczenia panującego na ulicach centrum miasta. Od kiludziesięciu lat elity peru i ludzie majętni wynoszą się z centrum Limy. Kamienice zostają przejmowane przez biedną klasę, która nie płaci czynszu, ani rachunków. Z powodu braku środków system oczyszczania miasta funkcjonuje bardzo słabo. Ludzie są przyzwyczajeni do wyrzucania śmieci na ulicę. Centrum historyczne jest trudno dostępne dla turystów i panuje powszechna opinia, że lepiej się tam nie zapuszczać w nocy, gdyż jest niebezpiecznie.

On the road

Większą powierzchnię do spania uzyskamy w Colemanie, jednak 10 cm różnicy wysokości sprawi, że ścianki namiotu ułożą się pod większym kątem udostępniając nam tym samym dodatkową przestrzeń.

Produkt Hannah jest zdecydowanie najtańszy (już od 219 zł), w związku z czym można pokusić się o wymianę stelaża z włókna szklanego na aluminiowy i tym samym obniżyć wagę namiotu do ok. 2,8 kg. Mimo tego dość kosztownego upgrade’u powinniśmy nadal zamknąć się w 350 zł, a niewykluczone, że udałoby się zmieścić w cenie Fjorda Nansena Lima II (319 zł). Tym samym otrzymalibyśmy namiot wyjątkowo przestronny, z trwałym stelażem, a przy tym stosunkowo lekki (na poziomie Colemana).

Sporo osób narzeka na niską oddychalność namiotu, jednak trzeba być przygotowanym, że sięgając po produkty z tej półki cenowej, z pewnymi niedogodnościami trzeba się pogodzić. Pojedyncze osoby krytykowały również wykonanie szwów, które pruły się już przy pierwszym rozkładaniu. Niemniej uważam, że nie powinno to zaważyć na wyborze namiotu, gdyż Hannah uchodzi za solidną markę i ewentualne.

Czytam sobie

Słowotok, bez kropek, mówienie bez końca i o wszystkim naraz. Nie jest to oczywiście wada powieści; mamy wrażenie, że słuchamy wyjątkowego, zajmującego gaduły, ale wiem, że niektórych ten typ narracji nuży. Język wystylizowany jest na mowę potoczną i zdarzają się wulgaryzmy, ale jednak niezbyt dużo, a może po prostu nie rażą?  Jakoś wciąga ten kolorowy, zakręcony świat, niby egzotyczny, a jednak nie taki znowu niepodobny. Świat, którym Gabriel z jednej strony gardzi, a do którego chciałby mimo wszystko powrócić.

Osobna bohaterką tej książki jest Lima. Miasto ostaje przedstawione z delikatnie mówiąc, najgorszej strony, co od razu wyzwoliło we mnie chęć pojechania tam. Zresztą czytelnik szybko może dostrzec podobieństwa między tą stolicą o wyjątkowo ładnej nazwie, a Warszawą: brudna, szara, pełna żebraków i w  ogóle nie da się żyć, a jednak się za nią tęskni. Zresztą wydaje mi się, że to cecha wspólna pisarzy słowiańskich i latynoamerykańskich: opisywanie swoich miast bezwzględnie i bez zbytnich czułości, a jednocześnie z ogromną nostalgią. Ale to już taka dygresja. W każdym bądź razie, Lima.

Klapki Kubota State Of Mind

Napisane przez: klapkikubota | 2012/02/02

W piach się obróci. Peru cz. IV.

Wyjeżdżając ostatnim razem z Peru mieliśmy serdecznie dość tego przydługiego, suchego wybrzeża. Pustynia, pustynia, szara pustynia… Godziny gapienia się w piach.

Autobus nocny Lima – Arequipa jak zwykle okazał się udręką. Jak można spać w pozycji siedzącej czy nawet półleżącej? Noc upływa na zmuszaniu się do drzemki, tym razem prawie bezskutecznym. Doskonale się złożyło, bo inaczej przegapilibyśmy ten niesamowity moment, gdy cieplejsze powietrze poranka delikatnie rozsuwa chmury leżakujące między morzem a górami w czasie nocy a pierwsze promienie słoneczne magicznie podświetlają mgłę. Świt odkrywa zupełnie inne oblicze pustyni. Piach ożywiony grą półcieni, pokolorowany barwami poranka to zupełnie inny piach. Teraz nawet pustynia upstrzona kolorowymi domami slumsów w Limie może się podobać.

SPOJRZENIE NA PERU OKIEM APARATU (PICTURES).