O czym chcesz poczytać na blogach?

Laos

Sylwestra Czerwińskiego - bloog.pl

Prawie dwa tysiące km nieźle ze mnie wyssało energii.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3938248,trackback

c.d. Laos

piątek, 21 listopada 2008 12:54

Wschodnia część Laosu dała mi nieźle w kość, ale z tym co mnie spotkało teraz na północy, to było małe piwo. Kiedy dotarłem do stolicy Vientiane, to zostałem tam kilka dni z powodu spraw wizowych itd. Poza tym trafiłem tu na zakończenie
buddyjskiego postu. To właśnie przez ten post nie mogłem wcześniej kupić dobrego jedzenia na wschodzie. Ostatnie dni wszyscy intensywnie pościli. Miasto tętniło życiem przez 3 dni. Bardzo dużo ludzi zjechało się z całego kraju. THAT LUANG festiwal to najważniejsze święto religijne w Laosie i w całym tym regionie. Siedem lat temu miałem.

Maja i Kuba w podróży dookoła świata

Swoim domem. Miejsce nie ma szyldu i nigdzie nie jest reklamowane, ale przyciąga podróżników swoją magiczną, rodzinną atmosferą. Co prawda na zamówione danie czekaliśmy ze dwie godziny, w końcu jednak dostaliśmy tak olbrzymie michy smażonego ryżu i noodles, że nie byliśmy w stanie ich zjeść. Spędziliśmy tam długie godziny sącząc piwo i rozmawiając z innymi, a nauczeni doświadczeniem kolację (największe naleśniki z czekoladą i bananami na świecie) zamówiliśmy jeszcze zanim poczuliśmy pierwszy głód . Potem niejednokrotnie spotykaliśmy w różnych miejscach w Laosie ludzi, którzy jak my trafili do Mamy Pap przypadkiem i z radością wspominali spędzony tam czas.

m+k

Zapach kawy:

Motorem przez Laos:


Szczęśliwe buzie w Laosie:

   

   

Komu potrzebne pieluszki?

do-gory-nogami blog



Jedna z tradycji noworocznych jest tez wypuszczanie na wolnosc zwierzat, glownie ptakow. Podarowanie ptakowi wolnosci, poza tym ze jest to dobry uczynek, ma na celu oswobodzenie siebie samego od choroby i nieszczesc w nowym roku.


Do tego wszechobecna muzyka, odswietnie ubrani ludzie, jarmarki, uliczne tance, barwne parady... 
Jednym slowem wspaniale i niezapomniane przezycie, ktore na dlugo utkwi nam w pamieci...
 

Tagi: nowy rok, azja, laos
skomentuj (0)

2010-05-12 14:20:30
Asia.

Marek w tropikach

Pokazałem środkowy palec systemowi. Wypiąłem się z Matrixa…

Minęły dwa lata, a ja miałem okazję naprawdę dobrze się zabawić w najlepszych hotelach i ośrodkach jakie świat ma do zaoferowania. O tym jak to zrobiłem opowiem Ci przy innej okazji. Włóczyłem się z lokalnymi feministkami po Iranie. Zrobiłem rafting w Malezji i zobaczyłem jak traktowani są psychicznie chorzy na Bali. Piłem z żołnierzami ONZ we Wschodnim Timorze. Szukałem duchów w Singapurze. Odwiedziłem obóz dla chorych na AIDS w Kambodży. Zakochałem się w Laosie. Przepowiedziano mi przyszłość w Birmie. Wziąłem udział w wycieczce po Filipinach zorganizowanej przez rząd tego kraju. Uczyłem na uniwersytecie w Tajlandii. Odwiedziłem Indian z plemienia Sani w Ekwadorze.  Zwiedziłem kawałek Brazylii. Nauczyłem się nurkować w Kolumbii…czy mam wymieniać dalej?

Ten dział jest dla tych wszystkich, którzy podobnie jak ja chcą wypiąć się z tego niewolniczego systemu, wyjechać w ciepłe kraje i zacząć korzystać z życia tu i teraz. Nie wiesz jak zacząć? A może brakuje ci odwagi? Na.

Wzdłuż Mekongu.

Na piechotę granicy laotańsko-kambodżańskiej, przejażdżka najgorszą drogą świata, eksperymenty kulinarne (np. danie z płodu cielęcego i smażonych koników polnych), wizyta u mnichów buddyjskich hodujących tygrysy (podrap kotka za uszkiem?) i na największej na świecie farmie krokodyli (może nie zemszczą się za te wszystkie buty i torebki…).

Nasz radosny nastrój okrzepł, gdy okazało się, iż planowanie to nie tylko bujanie w obłokach, ale także całkiem dużo biurokracji. Każdy musiał już się wyspowiadać ze swojej metryki. Ciekawe co będzie następne? Numer buta? Sztuczne zęby?

skomentuj (0)

IV 2009-02-07 02:14:59

I Cunctator musiałby stoczyć walną bitwę w wojnie z rodziną… – historia Doroty

On the road - Onet.pl Blog

morning glory natykam sie ponownie w warsztacie tkackim, gdzie suszone kwiaty tego powoju wykorzystywane są do ręcznego barwienia jedwabiu na niebiesko.

  

Ale to jeszcze nie koniec.... W slangu amerykańskim morning glory ma też swoje zupełnie inne, zaskakujące znaczenie....Wiecie jakie..? :)


skomentuj

Ale po kolei....
  • Wycieczka - ucieczka
  • One night in Bangkok, one day in Laos
  • Wzdłuż rzeki Nom Ou, czyli o niebezbieczeństwach spania na łodzi

sypiajac-z-gekonami blog



I kiedy juz wydawalo mi sie, ze kontrakt to cyrograf, i ze sprzedalam dusze tajskiemu diablu, i ze nigdy juz nie bede spala do wscieklego poludnia, i ze ewentualnie jakis wypad wiekszy to nie nie nie teraz, i ze twinkle twinkle little star bedzie moja piesnia przewodnia przez nastepne niezliczone eony, i ze cala reszte czasu ktora mi zostala spedze na syllabusach, cirriculumach i calej reszcie, ze utone w powodzi hendautow, workszitow i aktiwitibukow, no i wtedy wlasnie w chwile chwilowej rozpaczy przyszla Ona Od Spraw Farangow.
- ju mast liw de kantry - powiedziala - Laos, Kambodza czy Malezja?

Blogoslawione wyjazdy po wize. Blogoslawiona tajska hipermegasuper Biurokracja. Blogoslawiona absolutnie konieczna wycieczka sluzbowa. :)

Zachowalam twarz scrabblisty. Nie rzucilam sie na nia, choc slodka z niej dziewczynka, nie odtanczylam tanca godowego jesiotrow plamistych, o nie.
- powaznie? - zapytalam grzecznie - o, to szkoda.

No wiec Kambodza odpada. Nigdy wiecej Kambodzy. No, chyba, ze mi wstret do much, zebrzacych kalek, dzieci tluczacych dogorywajacego kota, smrodu i Pol Smierci przejdzie, ale to.