O czym chcesz poczytać na blogach?

Kufer

Pamiętnik Marleny McKinnon - bloog.pl

Od samego rana było zamieszanie, związane z moim wyjazdem do szkoły. Wszyscy biegali w koło chcąc się ze mną pożegnać i pakując mi przeróżne rzeczy do kufra, który przed chwilą wyciągnęłam z pustego pokoju, gdzie składowane były wszystkie moje rzeczy do szkoły.

-niech panienka to zostawi ja się tym zajmę!- Frank, nasz szofer, niemalże wyrwał mi kufer z rąk, pakując go już do bagażnika. Pożegnałam się z tatą, który nie mógł mnie odprowadzić, bo wyjeżdżał w interesach, ze służbą, która mnie uwielbiała i wsiadłam do samochodu. Babcia pojechała z nami, to znaczy ze mną i moim rodzeństwem, które zainteresowane moimi opowieściami o przechodzeniu prze barierkę też chciało spróbować. Jason wyjeżdżał do szkoły jutro, a Judy uczyła się w rodzinnym mieście. Ona jako najmłodsza była najbardziej zżyta z rodzinnym domem i nie chciała wyjeżdżać do szkoły. Mama nie pojechała z nami, nadal się nie odzywałyśmy. Miałam to.

Dark feathers

Odpowiedział
- a… wiesz że wampiry są nieśmiertelne…? – zapytałam zdenerwowana… po co ja to powiedziałam?! Po co?!
- nie są nieśmiertelne…- zaczął…- są martwe…- powiedział cicho…
- a uważasz… że ty… żyjesz?- chciałam zapytać jesteś żywy… ale coś mnie powstrzymało…
- …raczej- odpowiedział- to i tak nie ma znaczenia…
- …jak uważasz… …a teraz jeszcze jedno pytanie… nie będzie ci przeszkadzało jak się stąd wyniosę… prawda…?
- …twój kufer już jest spakowany… ale dokąd pójdziesz?- spakowany? Biedny Glizdogon… ech…
- dokąd pójdę? …gdybym tylko wiedziała… ale nie martw się o mnie! Poradzę sobie!- powiedziałam z uśmiechem…- tylko… nie za bardzo mogę wstać… No co się tak gapisz?! Dobra, dobra… poradzę sobie…- powiedziałam… ale szczerze mówiąc nie byłam wcale pewna… no cóż… spróbować nie zaszkodzi…wstałam zachwiałam się i oparłam o ścianę… prawie upadłam… kręciło mi się w głowie… - jest ok…- powiedziałam.

Być ciągle tym dzieckiem, które śmieje się z samego siebie... - Onet.pl Blog

Remus, patrząc na jednego z drugoklasistów, który nas mijał z niemałym wysiłkiem.
- Dobra, dziewczyny, spotkamy się później, bo umieram z głodu i chcę jak najszybciej znaleźć się w Wielkiej Sali - powiedział Syriusz i Huncwoci poszli dalej, a my tylko spojrzałyśmy na siebie i wybuchnęłyśmy śmiechem, aż ludzie spojrzeli na nas zdziwieni.
   Przez resztę drogi lewitowałyśmy swoje kufry. Jednak, kiedy stanęłyśmy u szczytu schodów prowadzących do Sali Wejściowej, wpadłam na jeden świetny, według mnie, pomysł.
- Co Ty robisz? - spytała Lily, kiedy opuściłam swój kufer.
- Strasznie mnie kroci, żeby to wypróbować - powiedziałam, usiadłam na kufrze i odepchnęłam się, tym samym zjeżdżając ze schodów.
   Trochę telepało, a ludzie uciekali na mój widok, kręcąc głowami i coś mówiąc, jednak nie rozumiałam, co.
   Swoją drogą - całkiem ciekawe przeżycie. Tylko niestety się szybko skończyło. I dość boleśnie, bo, gdy ostatni schodek się skończył, kufer został w pozycji pionowej, a ja spadłam na podłogę.
- Wiesz co, Emily? Czasami się zastanawiam, kto zginie pierwszy przez Twoje nienormalne pomysły: Ty czy.

I love you not only who you are you but for who I am when I'm with you - Lily i James

- Podobnie jak z McGonagall – fuknęła Lauren, wracając na łóżko. Zapanowała krótka cisza, którą przerwał rozbawiony głos Lily.
- Lauren… Miałaś mnie o coś zapytać.
Zza kotar wyjrzała zarumieniona twarz King.
- Wiem.
- Więc?
- Bo wiesz… Ja zapomniałam.

James z dumą włożył ostatnią koszulę do szafy. Przez chwilę patrzył z czułością na swoje dzieło, poczym zamknął delikatnie szafę i na palcach wrócił na łóżko.
- Tobie już doszczętnie odbiło? – Spytał Lupin, który z rozbawieniem obserwował jak Potter podnosi swój kufer z taką delikatnością jakby był z porcelany.
- Nie, dlaczego?
- To tylko kufer – Powiedział ostrożnie, nie do końca pewny czy jest to bezpieczne stwierdzenie – Musisz go tak … pieścić?
- Ja go nie pieszczę! – Oburzył się James – Ja po prostu jestem ostrożny.
- Bo….?
- Szafa. – Oznajmił – Zamknęła się.
- A Twoje pieszczoty… ostrożność – poprawił się szybko – co do kufra, są wynikiem…
- Zbyt gwałtowny ruch może sprawić, że się otworzy. – Żachnął się chłopak, kładąc kufer na łóżku i wyjmując z niego.

Żyj tak aby potem niczego nie żałować...- pamiętnik Talullah Madison - Onet.pl Blog

Zbyt rozczochranych włosach i bardzo czerwonej skórze ( która widocznie przebywała za długo na słońcu), grube okulary  zsunęły mu się na nos, tak że przypominał teraz ogromną sowę...
- a ja nie!!!- powiedziała  Lila z widoczną satysfakcją i jeszcze raz pogłaskała futerko Nadine
- ależ... ależ nic nie szkodzi...- odpowiedziała już teraz bardzo skołowana dziewczyna...
Jednak dalszej konwersacji przeszkodził nadjeżdżający pociąg... "sowi" blondyn mruknął że musi iść po bagaż, Lila pomochała jeszcze Nadine na pożegnanie... dziewczyna z trudem podniosła swój kufer i pomaszerowała w stronę pociągu...

***

- Milena ZWOLNIJ!-  krzyknęła Laura Morris kurczową trzymając się siedzenia w samochodzie,jej siostra siedząc za kierownicą jechała jakąś ruchliwą ulicą 120km/h spokojnie malując się szminką...
- Nie wiem o co ci chodzi...- odpowiedziała ze stickim spokojem-chce zdążyć przywitać się ze starymi kumplami z młodszych klas...
Na szczęście dla Laury nagle wyłonił się dworzec i zielona na twarzy dziewczyna mogła wreszcie wyjść z potwornego auta... Szybko.