O czym chcesz poczytać na blogach?

Kożuchy

Wszystkie moje życiowe znaki zapytania... - Onet.pl Blog


03 stycznia 2009
Peruka mojej babki.
Moja sąsiadka była wredną i wścibską babą, z dalekiej wsi. Przyjechała tu za swoim mężem w młodości, który zrobił jej dziecko i gdy stali razem przed ołtarzem jej brzuch był już bardzo widoczny, a sąsiadki bardzo zbulwersowane.
Wychowała piątkę dzieci, którym zawsze od najmłodszych lat szyła kożuchy z króliczych skór. Kupowała im również buty na bazarku niedaleko swojego domu i kupione dzieciom zwykłe trzewiki obszywała również króliczymi skórami. Była trochę dziwna i nie pasowała do otoczenia. Ludzie wokół powoli zaczynali nadążać za techniką, kupować pierwsze telewizory i inne sprzęty, a ona nawet w domu prądu nie miała.
Oczywiście chcieli jej podłączyć, ale odmówiła i całe życie oświetlała dom lampami naftowymi. Jej mąż był rzeźnikiem, małomówny, gruby mężczyzna z wąsami.
Podobno nikt ich nie lubił, w zasadzie nie ma się co dziwić, kożuchy z królików, albo i inne dziwactwa nie przysparzały im sympatii.
Ale ich.

Wilderness

Pomarańczy.
Chodzę na jakieś ogniska, które absolutnie nie są mi potrzebne do szczęścia. To stwarzanie pozorów jest niesamowicie męczące.
Ale dla niego mogę zrobić wiele więcej.
Tyle, że w ogień nie wskoczę.
Ogień by mnie oszpecił.
A muszę być przecież atrakcyjna...
Noce są dla nas zbyt krótkie. Mamy w sobie niespożyte zapasy energii. Aż dziw bierze, że nie ubywa jej z czasem. Wręcz przeciwnie – jakby było jej coraz więcej...
I ja wiem, po prostu wiem, że tak będzie już do końca.
Wspaniale mi z tą świadomością.

CZWARTEK

Niebo zasnuła gęsta jak kożuch mgła. Brrr... kożuchy. Przypomina mi się dzieciństwo u babci, gorące mleko i właśnie te obrzydliwe kożuchy, które pływały po jego powierzchni i które we mnie wmuszali. Do tej pory na samo wspomnienie zbiera mi się na wymioty.
A jego nie ma przy mnie. Nie czuję go.
Oszaleć można z rozpaczy.
Ma się w rezerwie jakichś przyjaciół, do których w razie czego zawsze można otworzyć gębę.
Pragnę skorzystać z tego przywileju, idę więc do pierwszej osoby, o jakiej tylko pomyślę.
Siadamy przy stole; na jego blacie odbijają się nasze kontury.
– Fajnie, że w końcu wpadłaś, dawno Cię nie widziałam – mówi ona, lecz nie doczekawszy.

oddzial-wlodzi blog

Było mieszanką Amon Dul, Gong, Purcupine Tree, Tuxedomoon i Damo Suzuki Band, tak właśnie, mieszanką dosłowną, ponieważ mogłam w tym wyodrębnić wszystkie te kapele po kolei a muzyka ta towarzyszyła mi potem jeszcze przez połowę drogi, nawet wtedy gdy nie jechałam już samochodem, unosiła się nade mną jak zaszyfrowana chmura o dziwacznym kodzie. Nagle przy drodze dostrzegłam sklep, od oszklonych elewacji odbijały się sztuczne światła zapalonych właśnie latarni, zaczynało powoli zmierzchać. Sklep był całkiem nowy, nigdy go tu wcześniej nie widziałam, w środku również wszystko było ze szkła, mnóstwo wystaw, na których eksponowano głównie skóry i kożuchy, nawet z sufitu zwisały szklane wystawy z kożuchami. Po chwili przebywania w sklepie zdałam sobie sprawę że panuje tu jakiś mdły zapach, którego woń przypominała po trochu stary kurz i zgniliznę. Przyjrzałam się kożuchom uważniej. To było coś obrzydliwego. Zewnętrzną warstwę stanowiły grzbiety martwych zwierząt, w fazie rozkładu. W środku było coś z pogranicza częściowo sparciałej a częściowo zgniłej materii. Próbowałam nie oddychać i wybiegłam ze sklepu trzaskając drzwiami. Wsiadłam czym prędzej do samochodu i nerwowo odpalając go przycisnęłam gaz by mieć to miejsce jak najdalej za sobą. Zaczęłam się spieszyć, zmierzch zapadał co.

Truskawa...

Się załatwić ^_^ Żartuję oczywiście - umówiłyśmy się na jutro na pierwsze opalanie u niej na działce...
A tymczasem czekam aż mój dzielny braciszek wróci z anglika, rzucę się do przeglądania tych książek, które mi przyniesie, a jak dobrze pójdzie to i może się tam jakieś ćwiczenia do robienia znajdą?
W planach mam powrót do opowiadania, tylko najpierw muszę sobie przypomnieć na czym to ja skończyłam, bo wbrew pozorom nie jest tak łatwo zapamiętać to, co się pisze...
Heh, dziwne - ten dzień wcale, ale to wcale, nie zapowiadał się pozytywnie. Rano wstałam, wmusiłam w siebie chrupki, skrzętnie omijając liczne pływające w mleku kożuchy, spodnie mi się nie chciały zapiąć, brzuch mnie bolał i w ogóle nie było fajnie... Ale potem się najadłam cukierków, a potem jeszcze wszamałam czekoladę z bąbelkami... No i napisałam dzielnie kartkówkę z historii - na szczęście był ten ostatni temat, na którym mnie co prawda nie było, ale którego się uczyłam, bo miałam zamiar go zaliczyć w piątek. Także powinno być dobrze - no i dostałam 5- z fizyki z tego sprawdzianu ostatniego, także jestem z siebie dumna, bo siedziałam w pierwszej ławce i miałam bardzo ograniczone możliwości ściągania...

Stukot paznokci na klawiaturze... Szczękanie łyżeczki o szklaną miskę... Szelest.