O czym chcesz poczytać na blogach?

Hydroksyzyna

ADDICT(ed)

Na nowe nieoczekiwane przyjście.
Możemy, nie możemy.Jedyne wyjście.
Bezpieczna ewakuacja zwłok.


Diagnoza: Patologiczny smutek.


Link 06.04.2010 :: 18:25 Komentuj (0)

To już trzeci tydzień.
Uwięzienia w domu.
Boję się piątku.
Ponad dwie godziny w samochodzie, ponad dwie godziny w samolocie.
Do tej pory wyskakiwałam z auta, Kościoła, autobusu, łóżka etc.
Jak wyjdę z samolotu na chwilę, żeby zaczerpnąć powietrza? (choć i w parku spotyka mnie to samo).
Na samą myśl o tym znowu dostaję lęku/ataku paniki czymkolwiek to jest.

Wczoraj myślałam, że to już koniec.
Wyskoczyłam z łóżka wieczorem z myślą o zabiciu się.
Wzięłam hydroksyzynę, usiadłam.Serce dalej waliło, ręce drżały.
Poszłam do siostry, mimo naszej kłótni. Mimo tego, że się wyprowadzam, mimo że nie chciałyśmy już ze sobą rozmawiać.
Chyba to mnie uratowało przed utratą resztek zmysłów.

Gdy lęk rodzi lęk.
Wracam do łóżka powoli umierać na życie.




Link 07.04.2010 :: 17:48 Komentuj (1)

Poszłam znowu do lekarza.
Nie, nie zadzwonili do mnie jak powinni, że badania krwi wyszły źle.
Przeoczyli. Dobrze, że sama poszłam.
Znowu pobrali mi krew, lekarka chciała mnie wysłać na ultrasonograf ale, że lecę do Polski w piątek musi to poczekać.
Coś dzieje się z moją wątrobą, czyżby to przez lata głodzenia.

W moim ogrodzie

Szybkiej regeneracji po krótkiej, acz intensywnej emocjonalnie przygodzie. Wystarczył tylko jeden dzień w kokonie, kilka krótkich rozmów i trochę zdań napisanych tu i ówdzie – z i bez adresata. Czasami po tym, jak coś nieprzewidzianego przewróci mi porządek dni i tygodni, wychodzę z domu i zastanawia mnie, jak metro może nadal normalnie kursować, jak ludzie mogą czytać kolejne wydania gazet i podbiegać do autobusów, wyciągać pieniądze z bankomatów i kupować bułki, gdy przecież egzystencja każdego i każdej z nich wisi tak naprawdę na włosku. Gdy każdego dnia może się wydarzyć coś, po czym powiesz, że chcesz znowu być humistką (od Davida Hume’a) i się nie spodziewać, zawiesić wszelką wiarę i olać doświadczenie. Jestem na hydroksyzynie (muszę przywrócić sobie właściwy rytm snu), pewnie dlatego czuję się nieco oddalona od świata i się dziwię. A nie tylko mi przydarzają się niecodzienne historie. Może to wpływ tego zapowiadanego końca świata? Może to przynajmniej przeczucie końca świata, jaki znamy.

Od miesięcy oglądam wiosenne płaszcze w jednym ze sklepów. Nie mogłam dotąd zdecydować się na kolor, bo podobało mi się kilka. Wczoraj weszłam do tego sklepu, poprosiłam panią z obsługi o pokazanie, gdzie wiszą te płaszcze, z miejsca wzięłam czerwony, przymierzyłam i kazałam odłożyć dla mnie na następny dzień (nie miałam przy sobie kuponu zniżkowego, a grzech byłby z niego nie skorzystać). Dzisiaj stanę się właścicielką pięknego czerwonego płaszcza. I.

Zostałaś zgwałcona - żądaj Pomocy ! - bloog.pl

Nie mam na to naprawde sily... Pusty dom...na srodku pokoju torba z ciuchami...jeszcze tylko sie wykompac...spakowac kosmetyki...i czekac na samochod i przyjaciolke...Boze...nie wiem dlaczego mam wrazenie jakby ten Post byl ostatnim...za bardzo sie chyba boje i mam dziwne mysli...al e nie dam sie bede zyc , musze zyc...jesli bede chciali mi cos zrobic czy zrobia co kolwiek przeciwko mnie odrazu zadzwonie na policje...wlasnie napisalam list do sadu i jakos nic nie przychodzi... nie wiem czy dostane jakiegos pelnomocnika, czy bede przy nim zeznawac, czy dostanie zakaz zblizania sie do mnie...ja nic nie wiem ... nie nawidze takiej bezradnosci, nie wiadomej , chce miec juz wszystko za soba...a jak sie skonczy sprawa w sadzie , pierwsza zecza jaka zrobie ...poloze sie i wezme 2 hydroksyzyny i obudze sie po 3 dniach ...i pomysle : Madziu to byl tylko zly sen nic sie nie stalo...jestem tak bardzo zmeczona, nie mam na nic sily , psychicznie i fizycznie, potrzebuje odpoczynku...a odpoczac bede mogla dopiero po sprawie w sadzie...ktorej sie tak boje...jak bedzie...? Czy dostanie wyrok czy zostanie uniewinniony... jesli to drugie...nie wiem czy bede w stanie sie z tego pozbierac, i jak to zrobie...pomalu trace wiare ze sa szanse...to tak dlugo sie ciagnie - dlaczego?? kiedy to w koncu minie, bede miala za soba, mam wrazenie jakby ktos to robil celowo...jakbyy cos chcialo mniew ykonczyc...jak sprawe kolejny raz przeniosa zalamie sie...mial a trwac tylko do 6 miesiacy a trwa od grudnia do wrzesnia... =( Czy ludzie nie moga zrozumiec ze to boli, ze jest ciezkie? Ze ja.

homoseksualnyjazzzz blog

I tak stalismy sie ukoronowaniem debaty publicznej na temat cpania :)))))



skomentuj (0)




2007-02-06 22:37:23 >> koszmary bladzace w ciemnosci

jak to jest? Chocbym nie wiem jak wredny byl, nie wiem jak bardzo egoistyczny...Rafal ciagle boli.
Nie skutkuje zwiazanie sie z kims innym bo juz z tego wyroslem. Poza tym trudno sie jest z kims zwiazac gdy zylo sie w zasadzie jak "malzenstwo"
Wspolny dom, ta sama praca, samochod, problemy, i nagle po 2.5 roku koniec... Nagle powrot na stare smieci, do zakurzonego mieszkania w ktorym w zasadzie zaczynalismy....ogolem 5 lat znajomosci...
I jutro, wlasnie jutro on przyjezdza. Myslalem ze bede twardy, minelo juz przeciz tyle miesiecy...
Nic...
w pokoju ciemno, tranxena + hydroksyzyna no i piwo bo w dupie mam ze mi nie wolno. Do tego Placebo i chcec rozwalenia sie o drzewo!!
Kurwa....to boli....ON boli!!


skomentuj (13)




2007-02-16 00:37:41 >> Poor Leno

Wreszcie wpadlem na co Rzadzacemu samoobrona. Jak kazdy cesarz i ten potrzebuje blaznow.

Dawno mnie tu nie bylo. Pewne wydarzenia przemilcze. Za komentarze dziekuje. Siostra...Jestes kochana.

Ale do konkretow...cos chce sie we mnie zmienic...jakby chcialo sie przebic przez te wszystkie porazki.
Dla wyjasnienia, bo blog jednak czytelny nie jest, nie naleze do osob ktore sie uzalaja i tona w morzu lez. Rafal jest, chociaz coraz bardziej - byl, moja slaboscia i kims z kim dzielilem zycie. Nie byl to ten klasyczny "zwiazek" homo.

czekoladowa-beza.blog

Raczej. Miałam ochotę wyrwać mu telefon i wrzasnąć: zajmij się swoimi sprawami i daj nam się pobawić baranie!! Tak, nad asertywnością i komunikatywnością też chciałabym popracować w tym roku.

Choinka się sypie na potęgę a ja zaciskam zęby i odkurzam, i staram się nie mówić brzydkich słów przy tym ani nawet "a nie mówiłam". Rozbirę dziadostwo jutro czy kiedy tam i wywalę. Już nie mogę patrzeć na ten badziew.
Jak widać przebija ze mnie ogólne zniechęcenie. Żadna nowość prawda? Bardzo możliwe, że prócz kaszaniastego zbiegu różnych okoliczności wielką rolę odgrywa tu aktualna huśtawka hormonalna oraz niewyspanie od ponad 3 dni + stres świąteczny. Mam taki plan, że zaszedłszy dziś do domu kopsnę sobie tableteczkę hydroksyzyny i umrę dla świata na zasłużone 8 godzin. Istnieje pewna niewielka iskierka nadziei, że dzięki temu jutro świat okaże się nieco przyjaźniejszy.

Och, jeszcze jedno. M powiedział mi ostatnio, że on i jego Siostra zamierzają kupić PMM z okazji urodzin bilety na wycieczkę do Barcelony czy innej Lizbony i czy też chciałabym jechać. Nie powiem, ale z pewną satysfakcją i dobrym samopoczuciem odparłam, że nie, nie chciałabym. Tzn na wycieczkę oczywiście bym chciała, ale nie z PMM, bo znów będę musiała zapier**lać zamiast spokojnie zwiedzać miasto i napawać się urokami i klimatem. Nie powtórzę tego błędu już nigdy. Nie powtórzę Paryża, ani Zakopanego... dość. Niech sobie jadą sami, jeśli chcą. Ja się pocieszę własnym.