O czym chcesz poczytać na blogach?

Heparyna

Cała naga prawda czyli chwile z życia wzięte - bloog.pl

03 czerwca 2008 22:11

Niech tylko nikt mi nie mówi,że nieszczęscia nie chcodzą parami-ledwo ja zaczęłam dochodzić powoli do siebie a już moja Mamusia od wczoraj zalega na szpitalnym  łóżku,tym samym oddziale tylko na zapalenie żył...Szok jak mnie tam wczoraj zobaczyli,to kazdy sie pytał co zjadłam ,albo co podniosłam ,że wróciłam-nawet  lekarz objął mnie i ze zmartwionym wzrokiem zapytał...co sie dzieje???Mamusia poleży z 8 dni ma ciagły wlew heparyny...a na mnie rekonwalescentke spadły dodatkowe obowiązki domowe-tzn zakupy,gotowanie i wszystko inne z tym związane.
Dziś udało mi sie jeszcze pomalować szafeczki na rancho,rozłożyć nowa wykładzinke i zawiesić z Pania E. cuudne firaneczki:-)
Za to teraz padam na twarz bo pomiedzy tymi wszystkimi obowiązkami jeszcze 2 razy odwiedzinki Mamusi w szpitalu-teraz więc wsakuję pod prysznic i położe sie z jakąś milutka,relaksujaca książeczka..a co?chyba należy mi sie -a kto powiedział,że w życiu będzie lekko???

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3408685,trackback

Rozmowy z sumieniem

Wasze myśli...: 1 A jednak... 2011-10-28 Witaj Zuziu,
a jednak coś się wyjaśniło. Okazało się, że z tą trombofilią nie jest wszystko w porządku jak zapewniał pan doktor przez telefon. Na
szczęście czujne oko i upór w wyjaśnieniu sytuacji naszego lekarza prowadzącego nie zawiodło. Teraz do tego całego pięknego zestawu leków, które mamusia zażywa dojdzie kolejny - heparyna. W życiu nie brałam tyle leków co teraz. No ale nic, jak trzeba to trzeba najważniejsze żeby pomogły. Jestem już nawet umówiona na kolejne "wczasy" w szpitalu. Pan doktor stwierdził, że dobrze będzie mnie poobserwować.
Tak sobie gdybam i żałuje, że kiedy byłam z Tobą w ciąży to nie trafiłam do naszego pana doktora. Pewnie wszystko byłoby inaczej, pewnie byś była teraz z nami... Gdybym wtedy była taka mądra jak jestem dziś, gdybym dwa lata temu posiadała tą wiedzę, którą mam dziś... Cóż byłam głupia, niedoświadczona, świeżynka... ufałam lekarzowi, nie miałam pojęcia o tych wszystkich badaniach,.

Z rozmyślań przy trzeciej kawie - bloog.pl

Zbliżony do zera. HouseCommando się znalazło, dziecko się nie zrobiło, pojechało się do Skandynawii, nagrodę za osiągnięcia przyznali. Kosztem złamanego zęba i palca w stopie (ten ostatni w sumie już w nowym roku, ale z racji, że było to na imprezie sylwestrowej zaliczam do starego), odpoczynku od krainy polarnej i kilku miesięcy kijowej pogody.

 

     Z postanowień noworocznych znów niewiele wyszło, dalej pisuje nieregularnie (ale pisuje, więc nie narzekać), doktorat w hektarach, a ja siedzę z nogą w gipsie i muszę wstrzykiwać sobie zastrzyki heparyny w brzuch. PHP się nie nauczyłem (nawet nie zacząłem), ale znacząco podniosłem swoje umiejętności w C, bo musiałem się podszkolić, by zajęcia z tego prowadzić. Za to netbooka się dorobiłem i roweru (ten drugi przyczyną złamanego zęba), więc może delikatnie in plus.

 

     Z książek przeczytanych głównie czescy autorzy lub o Czechach („Gottland”  i ”Zrób sobie raj” M. Szczygła, „Szczęśliwe gniazdko” i „Zniknięcie posła” J. Haska,.

ptaszyca blog


Nie mamy nawet miejsca na ubranka. Trzymamy je w dwóch torbach, zawieszonych na haczykach na drzwiach. Przeprowadzka nie będzie należała do najłatwiejszych! Żeby tylko mieć już ten komfort i na Gwiazdkę być wreszcie u siebie - bez teściowej!...

ptaszyca 2005-04-07 11:46:41
skomentuj (0)


11 kwietnia
No, za 6 dni miną dokładnie 3 miesiące mojej nieobecności w pracy. W piątek wizyta kontrolna u lekarza, ciekawe, czy eksperymentalnie pośle mnie już do roboty, czy zdecyduje o przedłużeniu L-4. Czuję się dość dobrze, nie licząc kłopotów z nogami, na które lekarze też na razie nic nie pomagają. Jak dotąd zastrzyki z heparyny mnie omijają... chwalić Boga.
Wyjechałam dziś za miasto w maminym towarzystwie. Dobrze było odetchnąć sosnowym powietrzem, ale droga powrotna mnie zmęczyła. Przysypiałam w autobusie, potem zrobiło mi się mdło i wyszłam z busu krokiem osoby pod dobrą datą.
Śniło mi się, że byłam na USG i lekarz powiedział mi, że to będzie chłopiec. A Pan Mąż zaczął się upierać, żeby nadać mu na imię Janusz, albo Julian. Obudziłam się nastroszona i pełna bojowego zapału do wymiany zdań a propos imienia, ale dotarło do mnie po paru sekundach, że to był tylko sen, a ja nadal nie wiem jakiej płci potomka przyniosę na ten świat. Dowiem się.