O czym chcesz poczytać na blogach?

Hamburg

...Miłość to gra...kto pierwszy powie: "kocham" - przegrywa...

– zareagowała stając na pełnych stopach. – Przed chwilą zapytali mnie o to samo! – wtedy zdała sobie sprawę o co chodziło Catenowi. Gdyby chociaż wspomniała, że jest fanką Tokio Hotel, mogłaby zapomnieć o pracowaniu przy pokazie. Zaśmiała się. – Nawet nie wiem co jest teraz w pierwszej 5 hitów roku, więc nie pytaj mnie o waszą płytę. Mam taki ogrom czasu wolnego, że nawet nie wiedziałam, że cokolwiek już wydaliście.
-No wiesz! – oburzył się – I to ma być przyjaciółka?
-Pieprz się. Kiedy ostatni raz do mnie zadzwoniłeś? Poczekaj, powiem ci kiedy. Dzwoniłeś do mnie przez trzy miesiące po waszym wyjeździe z Hamburga! Nawet po spotkaniu się w Kalifornii nie dostałam ani jednego telefonu, ani od ciebie, ani od twojego zakichanego brata. – prychnęła i sięgnęła po miarę.
-Dobra, dobra. Przepraszam i obiecuję, że się poprawię. – pokiwał głową ze śmiechem i spojrzał na dwór, gdzie znów zaczęło padać.
-Ok. To teraz rozbieraj się do bielizny. – zarządziła pokazując miarę. Chłopak kiwnął głową i śmiejąc się wykonywał jej polecenia i bacznie obserwował jak pracuje dziewczyna.
***
Ruda modelka siedziała przed nim na stoliku, a jego ręce błądziły pod jej spódnicą. Przygryzała jego miękką wargę oddając.

- underground... // sharleen.blog.pl

Moze nie grac. No i co? Ani rozrywkowa, ani atrakcyjna; miala twarz w ksztalcie GRUSZKI, pupe tez w ksztalcie GRUSZKI (aseksowna!), wiec o zadnym flircie nie moglo byc mowy. I w ogole o kontynuacji znajomosci (precz z gruszkami!), bo nie lubie spotykac sie z kobietami, do ktorych nie mam pociagu seksualnego haaaaaaaaa ;)))


sharleen 2004-08-19 09:00:58
skomentuj (7)


Na bruku i w rynsztoku

Nie chce juz miast sielankowych, kipiacych kolorowymi kamieniczkami i cherubinkami w fontannach, miast chelpiacych sie patynowymi kopulami i wiezami z kogutem na czubku albo z ruchomym zegarem z lazacymi figurkami!
Hamburg! Hamburg Hamburg! Jest prawdziwy... ciezki od wiszacych posepnie nad ulicami, masywnych kamienic. Surowa architektura przytlacza swoja wielkoscia. Nieba - prawie nie widac pod tym ogromem. Szerokie kanaly, ktorymi to potezne miasto jest poprzecinane, nie maja w sobie nic z "pocztowkowosci" Wenecji czy Amsterdamu. W centrum Hamburga kilkudziesieciometrowa, okopcona wieza i szczatki naw zbombardowanej katedry - nie urzekaja - OSTRZEGAJA. Ogromny, przemyslowy port wypelniony XIX-wieczynmi ceglanymi magazynami i zelaznymi, secesyjnymi mostami... pachnie... czym? Wyjatkowa, wierzcie mi, mieszanka brudnej, zmulonej portowej wody... i swiezo palonej tu na miejscu.

Fastbreak. Szybko o koszykówce młodzieżowej.

7 sierpnia 2009 roku zostałem po godzinach w pracy (a był to piątek), bo Polska o 17:00 zaczęła mecz ze zdecydowanym faworytem, wzorem da naszych, i wbrew wszelkim dotychczasowym standardom, wcale nie zamierzała odpuszczać. A im bardziej mecz trwał, tym bardziej nie odpuszczała. Po dramatycznej końcówce Polacy pokonali Litwę 67:64 (ciekawostka statystyczna - Michał Michalak i Mateusz Ponitka oddali łącznie w tym meczu 19 rzutów za 3). Skakałem pod sufit. Wynik był nie z tego świata.

Minęło 11 miesięcy i całkiem niezauważenie Polacy tak przyspieszyli w rozwoju, że inni zostali chwilowo w tyle. Przyszły Mistrzostwa Świata w Hamburgu, które wywróciły polską koszykówkę młodzieżową do góry dnem. Nagle Polacy zostali wywindowani do statusu przyszłości europejskiego basketu. No i powoli, mimowolnie, stawali się gwiazdami w Polsce. Dzięki turniejowi, w którym wprawdzie rozgromiliśmy Niemców i Serbów, wygraliśmy po dogrywce z wielką Hiszpanią, ale i ponownie pokonaliśmy Litwinów. A właśnie, mało kto już pamięta, że gdyby nie przebudzenie Mateusza Ponitki w II kwarcie, to mogliśmy wyjechać z Hamburga nawet bez medalu.

Dlaczego o tym wspominam? Bo kto wie, czy w takim wypadku przed tegorocznymi ME U18 wytworzonoby na nich taką presję? Ba, nie wiadomo.

˙·٠•●♥PANIK♥●­•٠·˙ - Onet.pl Blog

Rozdział 6
-Jasna sprawa- powiedziała Lena
-Musimy pomóc tym dzieciom- krzyknął Frank. T:Mo, Jan, Jurij i Chris pokiwali głowami.
-Mam nadzieję, że zmobilizujemy się do działania i damy radę zebrać choć część potrzebnych pieniędzy- powiedziałam. Chris spojrzał na Franka.
-A może zbierzemy też jakieś ubrania i maskotki?- zapytał
-Hmmmm…- Taka wielka kwesta?
-Moim zdaniem, to mogłoby wypalić.
-Też tak sądzę- uśmiechnęłam się

Wszyscy siedzieliśmy w lodziarni. Najlepszej lodziarni w Hamburgu. Jedliśmy czekoladowe lody z bitą śmietaną! Była sobota. Na dworze było około 19oC. Słońce to zachodziło, to znów się pojawiało….
- Za tydzień mamy długi weekend.
-Aha…- rozmarzył się Chris
-Możemy coś skombinować- powiedziałam
-Spoko, ale najpierw musimy pogadać z burmistrzem o pozwolenie.
-Ja mogę iść z Lenn-zadeklarował się T:mo
-Spoko, bo my idziemy na zakupy- Christian objął mnie ramieniem.
Skończyliśmy jeść i po kilku minutach rozmowy, każdy poszedł „w swoja stronę”.

-Muszę kupić sobie spodnie i koszulkę- powiedział Linke- A ty?
-Mam chęć na jakąś.

Chłopak ze snu. - Onet.pl Blog

-Owszem. - Uśmiechnołem się szyderczo. Kochanka mojego ojca zbladła gwałtownie i usiadła.

-No więc po wspaniałej przemowie mojej ... hmm . Żony mojego ojca nie mogę dodać już nic bardziej fałszywego i złudnego. Z mojego tatusia ani dobry człowiek ani mąż a już na pewno nie ojciec. Kawał .... -chuja rzekłbym ale zwarzając na emerytów i dzieci - gnoja - dodałem i skończyłem swoją przemowę. Zapanowała cisza a Meel z białej jak ściana zrobiła się czerwona jak burak.Mark uśmiechnął się do mnie a ja mając już dość tego cyrku poszedłem do samochodu i ruszyłem do Hamburga do Billa ...

 

Bill

Czwartek był najnudniejszym dniem świata, oprucz tego że Justin wrócił do szkoły i moim zdaniem znów zaczął mnie obserwować nie działo się nic więcej. Nudne lekcje, w domu dużo nauki na piątek i nic więcej. Ucieszyła mnie wiadomość na spotkanie z Tomem już jutro. Rano ładnie się ubrałem w najlepsze ciuchy jakie miałem, dokładny make-up i idealnie ułożone włosy. Lekcje niemiłosiernie mi się dłużyły, baba od biologii.

misbolus | Just another WordPress.com site


Zapiski z podróży:

4.07.2004 Wrocław No to jedziemy! Tak trochę jeszcze w to nie wierzę, bo nie wiemy gdzie i po co, ale jedziemy. Plecaki mamy ciężkie jak cholera. Boroń ze swoim nie może wstać  

wieczorem, Niemcy, Travemunde: Na razie mieliśmy dużo szczęścia. Złapaliśmy stopa z Legnicy pod Hamburg. Musieliśmy dorzucić się troszkę do benzyny ale pod Hamburg warto było. Końcowy odcinek pokonaliśmy autobusem za 1,70 euro a z autostrady do Lubeki zawiózł nas Nigeryjczyk, który na koniec chciał nam dać na autobus, bo trudno mu było zrozumieć ideę podróżowania na stopa:). Teraz siedzimy na plaży koło Lubeki i czekamy aż się ściemni, żeby namiot rozbić.

5.07.2004, Niemcy, Lübecka : Trochę dzisiaj szukaliśmy pracy. Trochę zwiedzaliśmy na zmianę miasto. Ale generalnie głównie leżeliśmy na badziewnej plaży (jejku, straszna ona.