O czym chcesz poczytać na blogach?

Haggis

Nie.Tylko.Dla.Ciebie

  • Rzczywistość czy ...
  • Stare i wciąż dobre.
  • How fragile we are... Myśli ...
Zakładki:
Ciekawe. Bardzo ciekawe.
Przechodniu, wstąp i tu.
Szablony i takie tam
Posłuchuję. Czasem.
Gdy mam człekowstręt.
Gdy pragnę wierzyć.
Gdy tęsknię.
Gdy wątpię.
Raz na jakiś czas. Wyznanie.
Wyspiarski półświatek, czyli kilka reminiscencji z krainy haggis.
Cmentarz w Leith.
Wzniesienia w centrum miasta - widok z Calton Hill na Arthur's Seat, Edinburgh
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
.

Gry i zabawy ludu polskiego



:[


20:26, lamarea
Link Komentarze (2) »
środa, 25 stycznia 2006
Kaszanka, ostatnie starcie.

Jezeli cos moze pojsc nie tak: pojdzie nie tak. Jesli jest nikla mozliwosc zjedzenia owczego zoladka nadziewanego wszystkim tym, o czym nie chce sie nawet wiedziec ze istnieje, to staje sie to rzeczywistoscia. Koszmary spelniaja sie gdy szkoci swietuja swoje swieto, poswiecone urodzinom swojego narodowego poety (oficjalna wersja: zmarl z przepicia – moja teoria: zjadl haggis) – a swietowanie polega na degustacji zawartosci zoladka owcy. Naturalnie ma sie pecha pracowac tego dnia, chociaz przebiegle i zgodnie z planem wlasnie tego dnia mialo sie nie pracowac ://

Moja mikro porcja haggis smakowala, pachniala, wygladala jak kaszanka.

Chiny Blog - w drodze...

I ja i Główna Stacja kolejowa w Glasgow.

Poza tym, że bardzo ładnie i ciężko pracowałam przez ostatni tydzień to zauważyłam że:

- Anglia jest bardzo zielona, a Irlandia jako zielona wyspa podobno jeszcze bardziej, toż to szok, taka zieleń,
- w szkockich knajpach kelnerzy biegają z wielkimi pieprzniczkami (serio),
- owce mają czarne łby, a krowy są długowsłose...takie hippisy krowie,
- w szkockich sklepach z ubraniami nie ma co kupić, gdyż królują żółte i czerwone płaszcze oraz różowe dresy,
- żeton w kasynie się nazywa "czips"
- narodowe danie szkockie Haggis występuje w wersji wegetariańskiej (coś co przypomina polską kaszankę) i jest bardzo dobre; mówią że reszta jedzenia jest paskudna,
- haggis to takie zwierzątka co stoją na stokach szkockich, pasą się i dwie nóżki mają krótsze by na tych górkach móc stać,
- metro w Glasgow to jedna linia i jeździ się nią dookoła centrum w kółko Macieju, a kierowca tego metra jest trochę zwariowanym i stukniętym, młodym człowiekiem w okularach,
- ludzie w Anglii mówią bardzo ładnie i wyraźnie, jak na takich kasetach do nauki angielskiego. Ludzie w Szkocji nie mówią po angielsku. To znaczy mówią,.

Suddenly my life doesn't seem such a waste...

Spotkałam ale wirtualnie przesłałam mu buzi a do domu (czyli też sobie :P) wysłałam kartkę z Glasgow, na której w sumie i tak nie widać (na pieczątce) nazwy miasta. Ale liczy się to, że tam byłam. A Edynburg - no cóż, chodząc po nim samotnie uznałam go za naprawdę swojskie miasto. Dodatkowo odbywał się tam ich słynny festiwal i szalenie miło było siedzieć na ulicy i patrzeć na tych wszystkich 'magików'. Dodatkowo w sklepie obsługiwał mnie chłopak z Polski, który przeliczał cale na centymetry, żeby dopasować kilt dla kolegi ;) No a w innym sklepie kupiłam taki kilt również i dla siebie. W Inveraray jadłam haggis (wersja chyba dla turystów, bo smakowało jak kaszanka :P) siedząc samotnie na jakiś kamiennych stopniach i patrząc na wodę i góry. Cudowne uczucie - jesteś gdzieś samemu w świecie, daleko od domu, ale jednak jakoś się niczego nie boisz. W jednym hotelu miły pan Szkot poniósł mi moją olbrzymią walizkę do autokaru bo przez wszystkie te dni żaden z tych emerytów z którymi jechałam nie pofatygował się żeby mi pomóc. No, jeden taki młody człowiek w sumie raz to dla mnie zrobił. Był tam ze swoją żoną, takie miłe młode małżeństwo, spokojni, raczej nie odzywali się do ekipy z tyłu autokaru - w każdym.

oldschool smietana



2010-03-04 20:55:39 skomentuj (0)


!
Z sąsiadką to nie trzeba do Pasji. Z sąsiadką nawet w domu jest hardkor. Dopiero wyszła, a czuję, jakbym wróciła o 6 rano z jakiegoś pasażu albo czegokolwiek. Heh.
22:00. Muszę wysłać mnóstwo maili i ogarnąć jakieś pliki. A potem zdążyć się wyspać i jutro rześko powędrować do ostatniego już etapu. Cokolwiek by się nie działo, znaczy to i tak, że jest dobrze. Cholera daję z tym radę do tej pory, to trzymaj kciuki, żeby mogło być jeszcze lepiej.

Jutro widzę Was wszystkich w Haggisie! Jeśli spotkamy się w takim składzie, jak jest to deklarowane na FB, to może być Biba Roku, jeszcze lepsza niż dwa ostatnie Sylwestry :P
~autonomia~~

2010-03-05 22:12:12 skomentuj (0)


ale urwał! ale to było dobre!
Wstałam rano i pomyślałam sobie: "aaaaale fajnie"... Tylu ludzi co wczoraj to ja już dawno, dawno nie widziałam na żadnej imprezie. Dzięki!!! :***
~autonomia~~

2010-03-07 10:51:48 skomentuj (1)


mulatto - Onet.pl Blog

"W dolinie Elah" prowokuje do zadania konstruktywnych zarzutów względem administracji. Żołnierzy przez większość czasu jaki spędzają na służbie - zżera nuda. W wolnych chwilach więc piją i ćpają, zabawiając się na różne sposoby co później prowadzi do tragedii. Weteran wojenny, emerytowany oficer żandarmerii zostaje powiadomiony o dezercji syna. Niewiele myśląc wyrusza do bazy oddziału syna i wkrótce dowiaduje się że jego syn wcale nie zdezerterował. Pocieszenie trwa krótko, gdyż okazuje się że Mike został zamordowany a jego ciało poćwiartowano i spalono.
Paul Haggis raz jeszcze prowadzi nas po mrocznych ścieżkach doliny Straszliwego Boga. Reżyser opowiada kilka historii w jednym filmie. Z jednej strony jest to obraz opowiadający o koszmarze wojny i zmianach w psychice jakie wywołuje ona u żołnierza. Z drugiej strony to klasyczna opowieść kryminalna o starym, doświadczonym gliniarzu. Jest to także dramat psychologiczny wnikający w relacje rodzic-dziecko czy więzi koleżeńskie.

mulatto (11:50)

travis - blog filmowy

Czy „Wściekłego byka”, choć dorównuje im na pewno uporem. Dla Maggie boks jest nie tylko ucieczką, nie tylko dążeniem do doskonałości i sukcesu, ale najprawdziwszą miłością. Wszystko to sprawia, że „Za wszelką cenę” leży gdzieś na uboczy hollywoodzkiego kina, choć i tym razem nie obyło się bez typowych dlań melodramatycznych chwytów i schematyczności, którą Eastwood wprowadza po części z premedytacją.

Mamy tu do czynienia z typową opowieścią o ringu, o ciężkim treningu, o sławie, smaku zwycięstwa i goryczy porażki. Twórca scenariusza, Paul Haggis, skorzystał z dwóch opowiadań F.X. Toole’a, który pół swego życia spędził opatrując obrażenia bokserów. Większego znawcy – a co za tym idzie – lepszego obserwatora nie sposób znaleźć. Z drugiej jednak strony ring jest niczym innym jak tylko kolejną z metafor ludzkiej egzystencji, która wciąż szepce nam do ucha: „Walcz, nie poddawaj się!”. Choć w żadnym z wypadków nikt nie obiecuje, że będzie łatwo.



Ale Eastwood nie ogranicza się do nakreślenia prawidłowości bokserskiego światka, co czyni zresztą bardzo udanie, porusza w.