O czym chcesz poczytać na blogach?

Gościniec

Kurs zastępowych ŁHH-ek Austeria

Kurs zastępowych ŁHH-ek Austeria
Blog zawiera wszystkie informacje dotyczące kursu zastepowych Łódzkiego Hufca Harcerek Gościniec Austeria
Kategorie: Wszystkie | Aktualności | Hufiec Gościniec | Oto my! | Pliki | Recenzje | Rozkazy | o nas
RSS
środa, 03 lutego 2010
Mejsce kursu znane

Podaję wstępną inofrmację dotyczącą miejsca kursu:

 

PIOTRKÓW TRYBUNALSKI

Szkoła Katolicka

ul.Strączyńskiego 1

 

link do ich strony: http://www.szkolakatolicka.com/

 

Smaki Wrocławia czyli Guder gryzie

Głównej drogi w mniejszą, potem z tej w jeszcze mniejszą. Po drodze z okna samochodu widzimy Kobylą Górę (248 m. npm) z krzyżem milenijnym – najwyższy szczyt południowej Wielkopolski. Taki lokalny Giewont. Z okna Misoni widok rozciąga się na pagórkowate, soczystozielone o tej porze roku pola. Siedzimy i zastanawiamy się, gdzie właściwie jesteśmy.


fot. hotelmisoni.pl

O miejscu tym słuchy dotarły do mojego rodzinnego Sycowa chyba kilka lat temu. Mówiło się, że gdzieś w Rzetni (wioska w powiecie kępińskim, woj. wielkopolskie) jest taki gościniec, zadziwiająco elegancki jak na miejsce, że pokój można wynająć, dobrze zjeść. Na trasie Syców – Ostrzeszów natrafić było można na drogowskazy „Gościniec Misoni”. No i wreszcie w majowy weekend postanowiłem odwiedzić to miejsce. Nie żałowałem, bo mojego podniebienia dawno nikt tak nie popieścił.

Wcale nie wygląda Misoni na obiekt wybudowany współcześnie. Często jest tak, że w takich budynkach mamy za dużo wszystkiego, a przez to robi się kiczowato. Tu jest inaczej. Wszystko tak jakoś... pasuje do siebie. W środku drewno, stare portrety wąsiastych panów, drewniane dość solidne - ale nie toporne - krzesła i stoły, na nich.

Aerandir - wędrowiec, wojownik, samotnik...

Zalaliśmy je uprzednio wodą, która posłużyła również do rozcieńczenia wcześniej upitego samogonu. Objuczyliśmy młodego osła dwoma beczkami i sprzętami niezbędnymi młodym tragarzom jak na przykład: koce, krzesiwa, jadło (zazwyczaj suszone mięso), kilka map i... kieliszki. Nie ma to jak ręcznie zdobione, krasnoludzkie kielichy.
Nie tracąc więcej czasu na zbędne gadanie czy inne równie zbędne czynności ruszyliśmy z miejsca w stronę Draanu twardo ubitym, miejscami nawet wyłożonym kamieniami (trochę nierówno i osioł się potykał) gościńcem. Krajobraz się nie zmieniał, cały czas pozostawał jednolity i pospolity, po prostu nudny. Po obu stronach gościńca rozpościerał się bezkresny las, a sam gościniec sprawiał wrażenie jakby na siłę wciśniętego pasma ubitej ziemi pomiędzy drzewa. Gdzieniegdzie przebiegł jeleń uprzednio dokładnie badając czy nikogo nie ma na drodze, to jakaś sarna na wzór jelenia przekraczała gościniec, nawet zdarzyło nam się przyuważyć małego dzika, który chyba się zgubił, bo biegał jak oszalały.
Do Draanu mieliśmy jeszcze przynajmniej dzień drogi, a Overhillowi i mnie zaczęły się kończyć tematy do rozmów. Obgadaliśmy cały jego ród, na prapraprapradziaku kończąc, oczywiście Overhill nie omieszkał również opowiedzieć historii rodu ze strony matki. Ja sam nie znając własnej rodziny słuchałem z zaciekawieniem, poniekąd ze wzruszeniem na myśl o posiadaniu.

petrus blog

Prowadząca swoją zawodową działalność w Jastkowicach. Środowisko ceni ją za ogromną wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka. Pomaga ludziom będącym w potrzebie, wspiera także środowiskowe akcje i inicjatywy służące dobru wspólnemu. Jako pracodawca interesuje się problemami pracowników i stara się zaradzać wszystkim trudnym sytuacjom.

***

EUGENIA REMBISZ – prezes Stowarzyszenia Rozwoju Sołectwa Pilchów „Gościniec”. Zatroskana o sprawy lokalnego środowiska, a zwłaszcza o dzieci i młodzież. Wraz z członkami stowarzyszenia przygotowuje liczne imprezy artystyczne i spotkania środowiskowe, współpracując z pilchowską parafią Świętej Jadwigi Królowej. Nigdy nie szczędzi sił i czasu dla dobra drugiego człowieka.

***

JÓZEF DULAPA – sołtys sołectwa Pilchów. Człowiek bez reszty oddany lokalnej społeczności. Służy radą i.

Do końca śwata i jeden dzień dłużej - Onet.pl Blog

Podporą i partnerem. Zniknął zanim zdążyłem się zapytać czy chodzi o przyjaciela czy też o... Jinsei no hanuyo, czyli Partnera życiowego. Chcąc, nie chcąc przypomniałem sobie legendę o Białym Wampirze. Myśląc o niej odruchowo przejechalem dłonią po torsie jakby chą wyczuć bliznę. Każdy kyuketsuki miał podobną. Znajdowały się one w różnych miejscach. Nie było dwóch identycznych. Jednak cecha wspólną dla wszystkich blizn były skrzydła i delikatny blask towarzyszący silnym emocjom. Moja przypominała mój miecz z ciemnymi skrzydłami. Blizna w pewnym sensie odzwierciedlała dar jaki posiadał dany wampir. Jednak podobno Biały wampir miał być inny.
Przerwałem te rozmyślania bo planowałem wyjść na gościniec a wcześnie musiałem się przygotować. Zwolniłem, ukryłem miecz pod płaszczem, przerzuciłem torbę na lewe ramię,a a twarz ukryłem za kapturem. W momęcie gdy gościniec był całkowicie pusty a inni podróżni byli zbyt daleko by mnie zauważyć wyszedłem z pomiędzy drzew i w ludzkim tempie szedłem po wybrukowanej drodze. Cały czas byłem skupiony na mijających mnie podróżnych i na lesie który w tych stronach obfitował w niebezpieczne i magiczne stwory. Mimo że mijały mnie różne chłopskie furmanki to nie poprosiłem o podwózkę. Nie chciałem by zbyt wielu ludzi znało moją twarz. Ciągłą dyskrecję zachowywałem od prawie pół tysiąca lat ale nie przeszkadzało mi to. Gdybym się nie ukrywał to.