O czym chcesz poczytać na blogach?

Giewont

Patrycjabanach333's Blog

Polskich Tatr. Duża liczba turystów jest powodem wprowadzenia ruchu okrężnego (jednokierunkowego) na szczycie.

Najstarsze dokumenty wspominają o istnieniu już w XVI wieku kopalni miedzi Gyewant w Giewoncie. Nie zostało jednak do tej pory wyjaśnione ostatecznie pochodzenie nazwy góry. Nazwa góry wywodzi się prawdopodobnie z języka niemieckiego, od słowa Wand (ściana, skała). Pierwotna forma brzmiała zapewne Gewand (grupa skał) bądź Gähwand (stroma skała) Jednak wg Mariusza Zaruskiego podobnie jak wiele innych nazw tatrzańskich nazwa góry pochodzi od nazwiska góralskiego – żyje do tej pory ród Giewontów. Giewont to góra-symbol, której zarys często kojarzony jest z sylwetką śpiącego rycerza. Jedna z wersji legendy o rycerzach śpiących pod Tatrami, którzy obudzą się, gdy Polska znajdzie się w wielkim zagrożeniu, umiejscawia ich właśnie pod Giewontem. Związane jest to z tym, że w ścianach Giewontu znajdują się liczne jaskinie, m.in. Jaskinia Juhaska, Kozia Grota, Dziura w Szczerbie, Dziura nad Doliną Strążyską. W 1901 r. na szczycie ustawiono 15-metrowy, żelazny krzyż.

W skład masywu Giewontu wchodzą trzy szczyty – szczyt główny (1894), Długi Giewont (1867) oddzielony od szczytu głównego przełęczą.

Tatry, Góry, Zakopane - Onet.pl Blog

Potem czas było ruszyć w dalszą drogę. Z początku szłyśmy na otwartej przestrzeni, ale potem wkroczyłyśmy w niemal straszny las.

Korzenie wychodzące z ziemi wyglądały jak węże, a białe kamienie na czarnym poszyciu wyglądały naprawdę strasznie. Do tego gdzieniegdzie na drzewach były poprzybijane ostrzeżenia przed niedźwiedziami, no i oczywiście nasza wyobraźnia zaczęła działać.

Zrobiło się miło kiedy ponownie wyszłyśmy na otwartą przestrzeń. Zanami już zmierzali jacyś turyści.


Znalazłyśmy jakieś miejsce na odpoczynek. Niewiarygodne jak daleko znajdowałyśmy się od Polany Małołąckiej, a wydawało się jakbyśmy dopiero przed paroma minutami siedziały tam na dole.


Uznałyśmy, że czas na drugie śniadanie.Zjadłyśmy kanapki i napiłyśmy się gorącej kawy, zawsze nosimy ze sobą termos. Coraz wyraźniej było widać ludzi zmierzających dzielnie w kierunku Giewontu z Doliny Strążyskiej.

..::.My1986.::..

Nie mam zielonego pojęcia… Przeszliśmy Wielką Polanę i weszliśmy w niewielki las, trzeba było wychodzić już do góry, w momentach było nawet bardzo stromo. Wybierając ta trasę, nie myślałem, że będzie aż tak trudno. Ale daliśmy rade wszyscy, nawet Gośka, która non-stop nudziła. Po drodze widzieliśmy Kozice, ciekawe kwiatuszki i siodło Giewontu. Niesamowitym widokiem dla mnie był wyłaniający się krzyż na szczycie Giewontu. Nie przypuszczałem, że jest on taki duży! Po ok. 3 godzinach doszliśmy do Kondrackiej Przełęczy. Widok, jaki zobaczyliśmy był, jak dla mnie oszałamiający. Naszym oczom ukazały się Tatry Wschodnie oraz Giewont w pełnej swojej okazałości od strony południa. Zatrzymaliśmy się tutaj na chwilkę, alby zrobić pamiątkowe zdjęcia, po czym wyruszyliśmy w dalszą drogę na Kondracką Kopę. Po przejściu kilku metrów znaleźliśmy się w samym środku wielkiej chmury… Jak by to była taka grzeczna chmurka, to nic by się nie stało, ale po wyjściu na sam szczyt, 2005 metrów n.p.m. zaczął padać grad. To nie był byle jaki grad, ale gęsty i zadający dość duży ból, szczególnie w głowę. Gdyby nie kurtka przeciw deszczowa, było by ze mną kiepsko. Temperatura też nie była tam zbyt przyjemna, bo chyba tylko o kilka kresek wspinała się ponad.

martki blog

Że Beckham wydaje 14 tyś tygodniowo na fryzjera? ;-)

Martka

2005-08-19 - 19:50:35 - skomentuj - (2) - up - down

...


Jezdem nazad :-) I szczerze mówiąc nie wiem dlaczego się tak szczerze, bo wolałabym tam jeszcze posiedzieć.... I nie ma nic do rzeczy to, że pogoda było lekko chujowa. I tak było SUPER :-D
Pojechaliśmy w poniedziałek. Przez całą drogę do Zakopanego było tak gorąco, że można się było w tym autobusie ukisić. Dopiero jakieś 20 minut przed Zakopcem zaczęło padać. I tak do środy.
Pokój mieliśmy z widokiem na Giewont, ale dopiero w czwartek mogliśmy się o tym w pełni przekonać, wcześniej wszystko chmury zasłaniały. Poza tym mieliśmy ogromną łazienkę (swoją własną!), telewizor i lodówkę w której trzymaliśmy browara ;-)
Z początku nie potrafiliśmy się zorientować jak, czym i gdzie się tam dojeżdża. Właśnie dlatego (po ośmiu godzinach męczarni w autobusie) naginaliśmy 4km do dworca, żeby stamtąd udać się na Krupówki (to jakieś kolejne 20 minut drogi). Warto wspomnieć, że nie mieliśmy parasoli, a deszcz nas nie oszczędzał. Buty miałam totalnie przemoczone. Nie pomogły ani dwie pary skarpet ani superglue. Woda w butach po.

Madzikowaty blog

Portugalię 1:0 - hurra! :)

30.06, w środę, z samego rana wyjechaliśmy...

Ale o tym wyjeździe będzie już następna notka! :)

skomentuj (4)

czerwcowo-lipcowa wyprawa w Tatry 2010-07-24 12:45:58

W środę, 30 czerwca, z samego rana wyjechaliśmy z Damianem z krakowskiego dworca PKS do Zakopanego :) Naszym celem były Kuźnice :) Ok 10 dotarliśmy na miejsce, szybko się rozpakowaliśmy, przebraliśmy, zjedliśmy i już byliśmy gotowi do wyjścia i zdobycia jakiegoś szczytu. Padło na Giewont. Wyruszyliśmy z Kuźnic niebieskim szlakiem. Cały czas po drodze towarzyszył nam widok kolejki na Kasprowy i samego Kasprowego w chmurach.


Dotarliśmy do Hali Kondratowej, przybiliśmy pieczątke schroniska posililiśmy się jakimś batonikiem i ruszyliśmy dalej w drogę.





Chmury niestety szły z nami. Docierając do przełęczy kondrackiej mielismy chwilę zawahania, bo pomału zbliżała się burza.