O czym chcesz poczytać na blogach?

Gerard way

Miłość Gee - Onet.pl Blog

Jej anioł stróż)- pochlipywała Lily

- Pamiętasz jak mówiłem ci o konkursie? Właśnie odniosłem prace, no i natknełaś sie na mą szanowną osobę- Gerard w każdej sytuacji potrafi rozśmieszyć ,,Publiczność". Tak było i tym rrazem. Lily zaczeła się szatańsko śmiać. W ślad za nią poszedł Gerry.

- Idziemy?- zapytała w końcu Lily

- Jasne- Gerard ciągle się podsmiewywał

*W słynnym parku. Nazwijmy go Park. Poprostu Park*

Po kkilkunastu minutach Lily zaczeła drżeć z zimna.

- Może przyjdziesz do mnie, bo chłodno się robi?

- Ok- odparł Mój Way i zdjął kurtkę otulacją nią Liluśke- Zmarzluśke.

W milczenu rzeszli całą drogę z Parku do domu Death.

W końcu zatrzymali się przed drzwiami.  Usłyszeli odgłosy przewracanych mebli. Otworzyli szybko drzwi, które o dziwo były otwarte. Nie było to podobne do rodziców Lilyanne, nawet bedąc w domu zamykali drzwi na klucz.

Gerard otworzył.

I'm Not O-fuckin'-kay... - Onet.pl Blog

Przypomniała sobie o tym, że nie może. Po prostu przeniknęła do wnętrza domu.
- Way?! Gerard, kretynie, jeśli tu jesteś odezwij się, błagam!!! - zawołała. Cisza. Jakby nikogo nie było.
,,Nie, błagam, nie...'' - pomyślała.
   Pobiegła na górę. Może jeszcze jest nadzieja. Zaglądała do wszystkich pokoi po kolei, nie wiedziała który należy do Waya. W końcu dotarła do ostatnich drzwi. Wisiała na nich kartka z napisem:
,,Frank, jeśli to ty, to wiedz że jeżeli tu wejdziesz to Buka cię zje. Jeśli nie wiesz kto to Buka, to zajrzyj w lustro, odrobinę podobna.''
   Boże. Dalej jej nie ściągnął. Frank mówił jej o niej, Gerard powiesił ją kilka miesięcy temu, zanim... zanim ona wszystko zepsuła. Poczuła się okropnie. Ona zniszczyła mu życie.
   Weszła do tego pokoju z mniejszym zapałem niż do poprzednich. Był tu. Leżał na łóżku, chyba spał. Albo raczej był zbyt pijany, bo robić cokolwiek innego. Jamia nawet nie wiedziała, kiedy zmienił kolor włosów na czerwony..

Frerard Story - Onet.pl Blog

Po pokoju. Poszedłem na stadion, o 3 w nocy był ostatni koncert. Nie dość, że byłem wkurzony to jeszcze bandy grały ostro, a teksty były pesymistyczne. Darłem się razem z tłumem, skakałem, tańczyłem. Gdy pogowałem, włosy zasłaniały mi twarz, widziałem praktycznie tylko plecy tego kogo popychałem. W pewnej chwili zauważyłem, że w kółku znaleźli się Paul i Gerard. Zaczęliśmy się nawzajem popychać. Ktoś mnie uderzył z glana w nogę. Machałem głową i coraz ostrzej popychałem ludzi przed sobą. Krzyczałem razem z wokalistą gdy growlował. To był ostatni zespół tego drugiego dnia. Nikt po nich nie grał, zagrali chyba z pięć bisów. Gdy się skończyło, ludzie zaczęli się rozchodzić. Paul złapał mnie za ramię.

- Stary, gdzie byłeś cały dzień?- spytał dysząc.

- W domu.

- Śmieszne. A tak na serio to gdzie cię wcięło?- patrzył na mnie jak na niedowiarka.

- Miałem kaca, byłem za kulisami, ale ktoś mnie wygonił.- posłałem Way’owi chyba najbardziej jadowite spojrzenie na jakie było mnie stać. Chłopak mnie.

Dance,rock and... love ? My story about My Chemical Romance... - Onet.pl Blog

Kursywą napisane są myśli Diany ;p

Ten tydzień minął na pakowaniu próbach i oczekiwaniu.Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany przez wszystkich dzień.Trasa zaczynała się na Wembley Arena w Londynie a kończyła w stanie New Jersey.Wszystkie punktualnie stawiły się w umówionym miejscu czyli na lotnisku.Leciał z nimi jakiś znajomy Ann.
-Cześć jestem Gerard to mój brat Mikey-wskazał na bruneta w okularach-to Ray-pokazał na faceta z imponującą czupryną(^^)-tam jest Frank-powiedział wskazując na dość niskiego mężczyznę-a tu Bob-blondyn uśmiechnął się.Podali wszyscy wszystkim podali ręce,a przy przywitaniu z Dianą, Gerard spytał z rozbrajającym uśmiechem:
-Czy my się nie znamy?
-Może-odpowiedziała.Wyraźnie słyszał to czego słuchała Ashley (^^)
-Gerard?-spytała w końcu Diana.
-Hmm?
-Czemu najpierw koncerty są w Europie a potem w USA ?
-Nie wiem.-powiedział.-Mikey może wie.Obudzić go?
Diana spojrzała na słodko śpiącego Mikey'a.Uśmiechnęła się.
-Niee,nie trzeba.-powiedziała.Spojrzała w okno i zaczęła się zastanawiać.Przecież to Gerard Way!Ten sam,który śpiewa w My Chemical Romance,ten sam,którego głos tak uwielbia.A ona rozmawia z nim jak gdyby nigdy nic.Z jednej strony cieszyła się z tego bo przynajmniej nie zachowuje się jak idiotka, z drugiej strony może powinna zachowywać się jakoś inaczej.Nie wiedziała.Tysiące myśli kłębiły się w jej głowie.Nawet nie zauważyła,jak zmorzył ją sen...

So let mercy come, and wash away what I've done... - Onet.pl Blog

Nagle usłyszeli jakiś hałas i w drzwiach stanął Ray.
-Gerard? Frank? A wy tu co…?
-A ty?-zapytała dwójka na kanapie.
-Ahh…szkoda gadać! Moja mama przyjechała do mnie. Już z nią wytrzymać nie mogłem w jednym mieszkaniu więc przyjechałem tutaj- zaśmiał się-A wy?
-Aaaa…rozwiązujemy emocjonalne rozterki Way’a-zaśmiał się Frank.
-No i sercowe problemy Iero-dodał ze śmiechem Gerard.

Nagle ponownie w tym dniu usłyszeli hałas przy głównym wejściu. Nie minęło 15 sekund jak w salonie ze zdziwionymi minami stanęli Bob i Mikey.
Po chwili cała piątka wybuchnęła śmiechem.
-Jak za starych czasów!!!!-krzyknął Mikey przez śmiech.
-Taaaak…jak za starych czasów…-uśmiechnął się Gerard.

Love is the red of the rose... - Onet.pl Blog

Namieszałeś, kochanie… - powiedziałem cicho uśmiechając się delikatnie kącikami ust. Spojrzał na mnie ukradkiem i również uśmiechnął się blado. Przysunąłem się bliżej i pocałowałem go w skroń. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Odwrócił się w moją stronę i przez moment spoglądaliśmy sobie nawzajem w oczy. Nagle obydwoje pomyśleliśmy o tym samym. Gerard położył swoją dłoń na mojej szyi a ja moją na jego ramieniu. Przechyliłem się do tyłu tak że leżał na mnie. Widziałem spod jego półprzymkniętych powiek brązowe w tej chwili tęczówki. Pogładził mnie kciukiem po szyi i lekko złączył nasze usta na ułamek sekundy. Przyciągnąłem go tak gwałtownie, że nasze wargi które na chwilę się rozdzieliły po.

Nie wiem jak długo tak leżeliśmy. W pewnym momencie Gerard podniósł głowę i tak jak przy schodach zaczął wpatrywać się we mnie z uwielbieniem.

-Czuję się jakbyśmy byli jakąś parą nastolatków obściskujących się pod nieobecność rodziców – zażartowałem.

-Ach, piękne czasy… - wymruczał cicho Way i ponownie wpił mi się w wargi.

W pokoju słychać było nasze przyspieszone, płytko łapane oddechy i głuche stukanie kropel o parapet. Wreszcie nadszedł przez wszystkich w Newark wyczekiwany deszcz. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Aż podskoczyłem, ale Gerard nie przestawał całować mnie, w tej chwili po szyi. Nie minęło kilka.