O czym chcesz poczytać na blogach?

Gadu gadu na telefon

Break The Walls - Onet.pl Blog

Sytuacji. - powiedziałam łagodnie, pragnąc dodać jej otuchy i trochę mojej osobistej wiary w powodzenie tego projektu. Od samego początku, gorąco wierzyłam w ich powrót na scenę w wielkim stylu. Po prostu nie mogło im się nie udać, nie było takiej opcji.
- A jak tam Barby? - zagadnęłam znów moją rozmówczynię, chcąc zboczyć trochę z głównego tematu i rzeczywiście dać jej ochłonąć po.
Na górę.
- No, tutaj mogę mówić. - odezwała się w końcu, gdy weszłyśmy do jej pokoju na piętrze.
Spojrzałam na nią pytająco.
- Wszyscy mają wyrzuty sumienia, że tyle dzisiaj pracowaliśmy, więc wykonali po parę telefonów i przygotowali dla was fajną niespodziankę. Zobaczysz, spodoba ci się.
- Nie wątpię w to Barby, ale wcale jeszcze nie wyjaśniłaś mi, o co właściwie w tej niespodziance chodzi.
Barby zawahała się.
- No bo nie do.Siedziała na kolanach. - Florent z chłopcami miał się zająć rozpalaniem grilla i ogniska, a Meike i Kira, wierzę, że w tym czasie, gdy my tu sobie gadu gadu, już coś dobrego upichciły. Ale najlepiej będzie, jak już do nich pójdziemy i sami ich dopilnujemy przy robocie.
Wszyscy po kolei poczęli podnosi

Komm und rette mich - ich verbrenne innerlich...

Dnia, którego niby nic się nie wydarzyło zmieniłam punkt widzenia o całe 180 st. To chyba jednak trochę za dużo i za szybko... Musiałam się tym z kimś podzielić. Szybko włączyłam komputer, bo miałam nadzieję, że dziewczyny będą na gadu. Nie rozmawiałam z nimi od soboty, a dzisiaj był wtorek. Jakoś strasznie długo musiałam czekać, aż ten cały złom odpali. Wreszcie weszłam na gg, na szczęście Izka, Aga i Kaha były dostępne. Od razu zaczęłam rozmowę.Już było jak w banku, że się spóźnię, a ja się nienawidzę spóźniać... W końcu dojechałam, musiałam dojść jeszcze jakieś 200 m do rynku. Gdy tak szłam ktoś mnie wyminął, a tym kimś był Tom. Tak strasznie się śpieszył, że nawet mnie nie zauważył ;)

Tymczasem u Toma:
Bliźniacy właśnie przygotowywali się do swoich spotkań,

-Bill, jak myślisz? W której koszulce wyglądam lepiej? – starszy Kaulitz pokazał bratu dwie koszulki. Być dobrej myśli...

-Lepiej dzwoń po ten numer.

-Ale numeru Kaśki też nie mam...

-To ci podam.

Znowu u Kaśki
Spałam sobie w najlepsze. To dziwne, ale śnił mi się Tom... Nagle obudził mnie telefon. Strasznie wkurzona odebrałam.

-Halo!

-Cześć... podasz mi numer Lisy?

-A po co ci? - zadałam chyba zbyt oczywiste pytanie ;)

-Widzisz... Chciałbym ją gdzieś zaprosić...

.

thomas-and-lena - Onet.pl Blog

I kładłam na miejsce. Zabrałam się za robotę, gdy obierałam jarzyny parę razy nóż mi poleciał na skórę.
-Lena nie myśl tyle o Thomasie. Wierzę, że noc była upojna, ale dziecko ty moje krzywdę sobie zrobisz.
-W tym to jest najgorsze że my się oddalamy. Przez tą szkołę my nie rozmawiamy normalnie.
-To znaczy że co nie widzieliście się?
-Taa na zawodach. W piątek po kwalifikacjach poszliśmy z chłopakami do knajpy. A wiesz co jest najgorsze?
-Nie.
Tym lepiej dla mnie. Po godziny zrobiłam przerwę poszłam ugotować obiad, bo na nich nie można liczyć. Pokłóciłam się z ojcem bo nakazał mi zjeść obiad, a ja nie jestem głodna wiedza mi nie pochłania mózgu.
Koło 17 weszłam na gadu miałam nie łatwy wybór do kogo zagadać wybrałam do trzech osób do których powinnam się odezwać.
Jednej odpisałam to druga się odezwała i tak w kółko. wszystkie dopytywały się gdzie ja byłam, dlaczego się nie odzywałam..Mojego policzka otwarłam usta, aby coś powiedzieć nie mogłam pierwszy raz w życiu nie mogłam przy nim nic powiedzieć.
-Lena.-szepnął. Zamknęłam oczy chciałam zapamiętać ten dotyk i głos, którego tak długo nie słyszałam. Przez telefon to nie to samo w słuchawce zawsze się zniekształca głos. A tu brzmiał o wiele delikatniej, brzmiał teraz dopiero zdałam sobie sprawę  jak bardzo kocham tego słodziutkiego wariata. Przybliżyłam się do niego na maksa.

Przymierze Legend... - bloog.pl

Spalonego ciała, ani roztrzaskanej duszy. Całe moje życie przewinęło mi się w tamtej chwili przed oczami…

  Wspomnienia urodzin, prawdziwych przyjaciół, pierwszego bitu na perkusji, początkowych słów pierwszej piosenki… Złamanej ręki, roztrzaskanego kolana przy upadku z roweru…Rodziny… Tych wszystkich wspaniałych chwil…

Co miałam mu odpowiedzieć. Był gotowy poświęcić dla mnie nawet własne życie… Zamiast kombinować, w jakich słowach mam wyrazić swoje podziękowania za troskę, moją uwagę przykuła kelnerka, która siedziała na fotelu z telefonem w ręce. Oddychała szybko i nierówno, a oczy miała wystrzeżone. Natychmiast wstałam i podeszłam do niej. Była przerażona. Trzęsła się cała i szlochała.

 

  -.

Wytrzasnął mój numer telefonu, zapytałam samą siebie. Zignorowałam narastającą ciekawość odpisując:

Niech będzie.

My tu gadu, gadu, a ja nawet się mamy nie spytałam o pozwolenie. No pięknie. Już chciałam wybrać numer do mamy, gdy usłyszałam uchylające się drzwi windy. Wstałam z prędkością światła pozostawiając telefon na łóżku. Dobiegłam.

..:::Belive in your dreams:::...


komentarze [5]

28 rozdział: "Sława ma także swoje półki, na których laury składa." >> piątek, 22 lutego 2008 15:12:40

Postanowiliśmy podejść pod ołtarz, do trumny i złożyć wieniec z napisem na wstędze:” Na zawsze w naszych sercach...Przyjaciele”. Zaraz podeszli do nas rodzice Maria, a z nimi ksiądz. Po długiej mszy, na której łzy kroiły mi się w oczach wyszliśmy na cmentarz.
Może ktoś chce własnymi.
-Hej Thomas. Melduje się, ze dojechałam w całości na miejsce- powiedziałam.
-Cześć. Cieszę się, ze jesteś już na miejscu. Jak tam jest? Opowiadaj!
-Super, po prostu raj na ziemi. Napisze Ci wszystko dokładniej na gadu, bo teraz muszę jeszcze zadzwonić do rodziców.
-Dobra tylko nie zapomnij. Baw się dobrze... i nie pija za dużo!!- zaśmiał się.
-Sportowcy nie piją!! Ty tez uważaj na siebie. Pa.
Zaraz po skończeniu rozmowy z.Kiedy, a minęły już 4 miesiąc od mojego przyjazdu. Może dlatego, że moje życie stało się monotonne i męczące. Treningi, treningi i jeszcze raz treningi. Wcześnie chodziłam spać i wcześnie wstawałam. Urozmaiceniem dni były częste telefony Gregora. Powiedziałam mu wszystko jak na spowiedzi co wydarzyło sie kiedy Thomas był u mnie i o naszym rozstaniu też. Rozstaliśmy się przez telefon ( bo inaczej się nie dało), ale jak przyjaciele. Nie pokłóciliśmy się ani nic.

iwcia.blog

Mijaja 2-3tygodnie. tu tez chcialabym cos zmienic. nie myslec o przyszlosci, nie myslec o bledach, o porazkach. myslec o tym co moge zyskac,ewentualnie czego nie stracic. i choc w 4oczy nie mam z tym problemu w tej jednej kwesti to w konakcie sms/telefon etc sto razy się zastanowie i wynajde milion powodow by dac sobie spokoj, by odlozyc to na pozniej. nie chcę by tak bylo dalej..nie chcę stac w miejscu.

wiem wiem...cierpliwosci!! krok po kroku do celu. czas jest moim.Do przodu. marzę o tym by ten kierunek, który obrałam był tym WŁAŚCIWYM!!!!

dzis dzien w pracy. ciezko bylo, wyjatkowo duuzo roboty. przetrwalam..by cieszyc się odpoczynkiem i powrotem do domu.

caly czas na cos czekam..na jakis znak ...! mogę zrobic duuzo, bardzo się starać. jednak narzucac sie i przeginac nie zamierzam. narazie lekko się zawieszam...mija troche czasu to jest mi latwiej...z 2 strony trudniej ,bo tesknie?

wytrwac.

wczoraj jest wczoraj..dzis jest dziś...a jutro jest jutro 2008-06-29 16:57:56

po kolei.
wczoraj wcale nie poszlam spac...odpowiedz na smsa postawila mnie na nogi, zmusila mnei do wejscia na gadu i tak ostatnia godzina tego dnia uplynela mi na klikaniu z kimś kto az nadto zaprzata moje mysli;)
każda chwila potrafi mnie zaskoczyć.
duzo sie zmienia...krok po kroku. chce byc spokojna...wierzyc ze sie ulozy. bo ulozy sie.