O czym chcesz poczytać na blogach?

Fondue

Kolektyw Kulinarny K9

Parować zmniejszamy ogień (nie można pozwolić, żeby się zagotowało) i zaczynamy stopniowo dosypywać sera, bez przerwy mieszając. Podobno najlepiej jest mieszać dużą drewnianą łyżką, zataczając ósemki Ser powoli rozpuszcza się w winie i łączy w wielkiego białego gluta W międzyczasie w małym kubeczku mieszamy mąkę ziemniaczaną z wódką i pieprzem. Gdy już cały ser zostanie rozpuszczony, wlewamy do rondelka mieszankę, wciąż mieszając. Mąka ziemniaczana sprawi, że serowy glut połączy się z winem w jedną całość. Pozostaje nam tylko wymieszać zawartość rondelka równomiernie, odstawić na podgrzewacz. Fondue musi byc ciągle ciepłe, bo inaczej zacznie zasychać – w ostateczności można po prostu jeść nad kuchenką.

Pałaszujemy przy użyciu długich widelczyków, na które nadziewamy kostki bagietki i maczamy je w fondue. Najlepiej smakuje z winem. Tradycja mówi, że kto zgubi swoją bagietkę w fondue – spadnie mu z widelczyka do rondelka – ten stawia kolejną butelkę wina

jezyna blog



Potem szybka zmiana lokalu z An.("Klabing, beeejbe!") i integracja z klasą równoległą - niesamowita potupajka, wyskakałam się, wytańczyłam, naśmiałam. Zdaje się, że o północy zaczęłyśmy z An. śpiewać "Odę do radości". Cześciowo nawet po niemiecku (Schiller się w grobie przewracał). I jeszcze powrót taki, że miejscami płakałam ze śmiechu.

Sobota to był dzień późniejszego wstawania, miękkich kantów i lekkiego światłowstrętu ale tylko do popołudnia bo wtedy to trzeba było się zerwać i iść do Kaśki na Wielkie Gotowanie. 10 osób w małej kuchni (+2 tuż za progiem), fondue, sałatka "bardzo dziwna", pizza w wersji "bardzo maxi" i wafle które zjedliśmy w trakcie robienia. Fondue robione pod moim kierunkiem dziwne ale smaczne -patent "wsypmy tu dużo tych przypraw , będzie ciekawiej" kolejny raz zdał egzamin. I jeszcze dostałam przepis na genialne ciasteczka owsiane , które też zrobię kiedyś ( bo w końcu kiedyś muszę uwierzyć w swoje niewątpliwe zdolności kulinarne :)

Na deser i jako przystawki rozmowy o planach życiowych - chcociaż z paranoi maturalno-egzaminacyjnej duża część obecnych już wyłączona i służyć może jedynie wspomnieniami. Żuk panikuje ale nadal.

Nasza przygoda z Francją

19:44, kalina-adam
Link Komentarze (3) »
niedziela, 26 października 2008
Interakcje międzynarodowe :)

 

Tydzień wolnego od uczelni (do tej pory nie mogę uwierzyć,że mają tu taki system) zaczęliśmy bardzo przyjemnie. Bowiem zaprosił nas do siebie nasz znajomy Francuz Jose. Zaproponował, że przygotuje tradycyjne francuskie danie, które bardzo chcieliśmy wszyscy spróbować - fondue.

Najpierw poczęstował nas chrupkami (Francuzi obowiązkowo jedzą aperitif) i napiliśmy się wina. Atmosfera była bardzo wesoła,słychaliśmy muzyki i rozmawialiśmy - na zmianę po angielsku i po francusku. Jose jest bardzo komunikatywny i na szczęście zna angielski, więc może rozmawiać z Adamem i przy okazji sobie ćwiczy.

Ponieważ... (tu taka mała dygresja) we Francji nauka języków jest na bardzo niskim poziomie. Kiedyś pisałam, że na angielskim mówi się więcej po francusku, ale co więcej oni w ogóle nie praktykują żadnych konwersacji! Nauka polega na gramatyce, tłumaczeniu tekstów z.

Mój malutki blog.... - Onet.pl Blog

jedz, módl się, kochaj...

Ten nagłówek mógłby byc moim mottem życiowym. Zwłaszcza, odkąd nastał Krzysztof. Tak docenia kazdy wysiłek włożony w to, co gotuję, że jest wdzięcznym ,,zjadaczem". Chyba trochę przytył, i ja też. Ale to takie przyjemne, jeśc razem, przy pięknie nakrytym stole.

W zeszłym tygodniu razem z Kasią- Mariolą nakupiłysmy dziwnych naczyń w komisie meblowym. Kto dzis używa naczyń na jajeczka przepiórcze? Albo talerzyków do fondue? Albo talerzyków na ślimaki? No, my.

I mam plan kupić garnczek do fondue, do tych talerzyków.

 

Każdego dnia staram się dziękować Bogu, za co, co mi daje. Czasem się zastanawiam, czy to ten sam Bóg, w którego wierzy moja mama.

bila (10:33)
Zostaw ślad

...let my cup overflow... - Onet.pl Blog

I duuuuzo filmów. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, w tym 2 pary kapci domowych.

Ruszylismy. Po kilkunastu minutach zorientowałam się, że nie jedziemy jeszcze do domu do Filipa. Pewnie bierze nas na wycieczkę - pomyślałam. No i wylądowalismy w Zgorzelcu. Zjedlismy tam sniadanie i pozwiedzalismy. Wsiedlismy w samochod i sie okazalo ze to jescze nie koniec wycieczki. Pojechalismy dalej. Do Bogatyni - najwieksza kopalnia odkrywkowa w Polsce. Wiało!

Znowu w samochod i tym razem znowu jedziemy. PRzekroczylismy granice czeską. Na zakupy jedziemy - mysle. No i jedziemy i jedziemy a ja sie zastanawiam po co tak daleko jedziemy, przeciez kominek i kawa czekaja i malo czasu bedzie przez te cale podróże.

Jakieś zaćmienie umysłu widać mieć musiałam, zazwyczaj się rzeczy domyślam. Wkoncu Filip oświadczył nam, co następuje:

  1. Jedziemy do Pragi.
  2. Zostajemy tam na 2 dni. Mamy nocleg w hotelu ze sniadaniem, prysznicem i internetem.
  3. Rodzice nie wyjechali a on planował to już miesiąc.
Pamiętam, że zaczęłam krzyczeć...

No i było cudownie. Miałeś rację Filipie mówiąc, że zapamiętamy ten weekend do końca życia! Piękne miasto, piękne widoki, plakaty w metrze, wygłupy, wino nad rzeką i fondue o północy!

(Umieszczam zdjęcia Zgorzelec/Bogatynia/Praha)