O czym chcesz poczytać na blogach?

Fetor

jak to ze lnem było...

Przewrotności ale dzisiejszy pobił wszystkie. Sprawcą tego wyczynu musiał być sułtan kociej przewrotności. Tym razem ofiarą padł wózek Zosi. Rzeczony wózek z przyczyn organizacyjno – lokalowych (mamy małe mieszkanie a dodatkowo wózek jest ciężki i trzeba by było zjadać codziennie po 1000 kotletów, aby go codziennie znosić i wynosić na drugie piętro) stoi na klatce, zaraz przy drzwiach wejściowych.
Dzisiaj postanowiliśmy pójść do kościoła całą rodziną. Ubrałam zatem córkę a mąż zniósł ją na dół i zapakował do wózka. Początkowo unosił się wokół nas lekki fetor ale nie bardzo wiedzieliśmy co jest jego źródłem, podejrzewając Bogu ducha winną Zosię o to, że postanowiła zrobić królowa kup akurat w drodze do kościoła. Jednak po pobieżnym badaniu, polegającym na dyskretnym obwąchaniu okolic pieluchy nie stwierdzono, aby źródłem smrodu była córka. Cóż było robić – wmaszerowaliśmy do fary i zajęliśmy strategiczne miejsce koło szopki i choinek, aby dziecko miało czym zająć oko. I tu zaczęły się kłopoty - fetor znacznie się nasilił, a ludzie wokół nas zaczęli rzucać zaniepokojone spojrzenia w naszą stronę. Chyba nawet gipsowe.

earthian blog

Przez lata żalu?

earthian 2008-08-07 11:43:12
skomentuj (0)


.
znowu znowu znowu.
nie mogę się temu nie poddać, nie potrafię nad tym zapanować.
przeszłość staje ością w gardle
strach przytrzymuje za rękę.


bardzo zimny i mocny uścisk dłoni.






nie, no ja nie wiem. czy to jest jakaś pieprzona huśtawka?!

earthian 2008-08-19 22:41:39
skomentuj (0)
wnioski pracownika
niech każdy sam opróżnia własną popielniczkę. fetor taki od tego, że się zastanawiam, czy w ogóle można z palenia mieć jakąkolwiek przyjemność?!


a poza tym strach potęguje obsesję. na własnym punkcie. choroba jasna!

earthian 2008-08-20 17:46:25
skomentuj (0)
wniosków część dalsza.

pracowanie w określonych godzinach i o określonym zakresie obowiązków działa niezwykle uspokajająco.
powoli przyzwyczajam się i odkrywam w sobie, że przyzwyczajenie nie musi tak bardzo uwierac i podrażaniać.
przyzwyczajenie może byc miłe. przyjemne prawie.


Jagnięcie zakochało się w lwie. Lew jej nie chciał. Łezka. - Onet.pl Blog

Nieco przetłuszczona, a twarz miała taką, jakby ktoś łopatą ją strzelił. Biedna łopata...

Jej wzrok ponownie padł na mnie, a wtedy poczułem ten zapach. Cholera, jak coś tak obleśnego może tak ślicznie pachnieć. Hmm...wyrządzę światu prawdziwą przysługę jak ją zabije. Bo kto będzie płakał za tym czymś? A ja będę miał ubaw. Nabrałem trochę więcej powietrza w płuca, i wtedy skrzywiłem się. Fuj, truskawki. Jako człowiek objadłem się nimi, a potem rzygałem przez tydzień. Jacie kręcę, co za fetor. Zatkałem twarz ręką. Ludzie powietrza!

Usłyszałem jak nauczyciel mówi by usiadła ze mną. Ja wiedziałem, że tak będzie. Wiedziałem odrazu!

Odsunęła krzesło z wielkim trudem, i o mało się przy tym nie potknęła. Niezdara. Jeszcze się okażę,iż nawet nie jest inteligentna.

Przymknąłem powieki, by skupić na niej uwagę. Nic.

philophobia.blog

Chanel, owijam różowym papierem toaletowym i wracam do roboty. Mniej więcej tym czasie do klatki wpadają sanitariusze pogotowia. „Ktoś pośpiesznie doniósł o mej ranie łowcom skór” myślę i chowam się za szafę, by uniknąć strzykawki wypełnionej pawulonem. Okazuje się jednak, że jestem bezpieczny. Lekarze tym razem upatrzyli sobie na ofiarę sąsiadkę kolegi. Jest to mocno wiekowa staruszka, pamiętająca dobrze nie tylko zamach na księcia Ferdynanda, ale i niedobitki napoleońskich wojsk wracające z Rosji. Sanitariusz otwiera drzwi do jej mieszkania i zaczyna się prawdziwy horror. Fetor gnijącego ciała wypełnia klatkę. Jest tak intensywny, że prawie go widać, przylepia się do człowieka. Gdzieś w dolnym odcinku mojego przewodu pokarmowego zaczynają się perystaltyczne ruchy. Błogosławię w tej chwili moją ranę i przezorne spryskanie jej perfumą. Przytykam opatrunek do nosa i uciekam jak najdalej.
Co ciekawe, staruszce, ani niedosłyszącemu synowi z nią mieszkającemu nic się stało. Babinka zaniemogła jedynie. „To skąd, kurwa, ten smród?” pytam kolegę, sąsiada rozkosznej pary. „Pewnie żona tego kolesia zmarła jakieś trzy lata temu, a że on.