O czym chcesz poczytać na blogach?

Faust

The Zolom's Age by Eo Nagisa

Się.

 

Faust westchnął cierpiętniczo, wznosząc oczy do nieba. Spełnianie zachcianek tego różowego błazna, jakby odsuwało młodego Valente od zamierzonego celu. Zamiast myśleć o tym, co naprawdę ważne, skupiał się na uszczęśliwianiu jedynego przyjaciela, jakiego miał. O ile przyjemniejsza byłaby walka, śmierć i zniszczenie… Och, dlaczego demony musiały obchodzić święto tego nieprzydatnego boga, Chesediela?

 

Młodzieniec z rezygnacją rozłożył ramiona, wykrzywiając drwiąco wargi. Cleopather nie przejął się widoczną niechęcią na twarzy Fausta. Tylko wyczekiwał podobnego gestu. Natychmiast objął przyjaciela w pasie, przytulając się do niego całym ciałem. Valente ostatnimi pokładami woli zamknął chłopaka w ciasnym uścisku, patrząc gniewnie w gwiazdy. Fakt, że dotykał go Cleo był w tym momencie mało ważny. Faust nienawidził kontaktu fizycznego, dlatego przy próbach siły eliminował przeciwników błyskawicznie, aby nie dopuścić do sytuacji, kiedy będzie musiał tarzać się z nimi po ziemi. Sama myśl o tym przyprawiała go o gęsią skórkę.

 

- Widzisz? Jak chcesz, to potrafisz być czuły! – zagruchał.

Tiefster Winter

Wychylił się Feliks, owinięty jedynie w prześcieradło bądź kołdrę, trudno było stwierdzić… Tymczasem obrońca cnót niewieścich patrzył na Fausta z mordem w oczach. Oczywiście, że nie było żadnych szans na przeżycie!

Przyszła pora wezwać swojego lojalnego szofera z przymusu. Poczekał na moment kiedy August niemal zaczął zalewać się łzami na myśl o zostaniu ojcem trojaczków, po czym wyminął go bezgłośnie, wybiegając na parking. Słońce dopiero wychylało się zza horyzontu, zalewając cały parking ciepłym światłem.

Siłą woli utrzymując pion, Faust dobiegł do bogu ducha winnej budki telefonicznej. Oparł się na chwilę o zimną szklaną taflę, po chwili wybierając z pamięci numer Sebastiana.

Po czterech, czy pięciu sygnałach usłyszał w słuchawce zaspany głos przyjaciela.

- Czegooo? – Zawył, najwyraźniej wybudzony z jakiegoś bardzo hentajnego snu.

- Przybywaj! – Wrzasnął w słuchawkę Faust, najwyraźniej spodziewając się, że Sebastian zmaterializuje się tuż koło niego.

- Faust… Nawet przez słuchawkę jedzie od ciebie alkoholem… Weź się prześpij i daj mi.

alea iacta est - Onet.pl Blog

Nawet wrażenie, iż ten piękny dom, o ile nie powiedzieć willa, to serce całej okolicy. Dwupiętrowy budynek jednej trony porośnięty był zeschniętą winoroślą, teraz pokrytą szronem. Wyglądało to nadzwyczajnie, pomimo białej farby pokrywającej dom.

Mój wzrok spoczął na czarnych potężnych drzwiach. Były otwarte, a w progu stały dwie kobiety, jedna niewiele starsza od drugiej. Młodsza z nich zerwała się, zbiegła po schodach i wpadła prosto w ramiona Fausta. Widocznie się ucieszył, gdyż podniósł ją i kilka razy zakręcili się wokół własnej osi.

- Faust! – usłyszałam zatroskany, ciepły głos. – Gdzieś ty tyle się podziewał? Wiesz, że William i jego długie nieobecności to normalka, ale ty?

- Elisabeth, czym ty się denerwujesz, co? Jestem? Jestem. –.

,,To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.'' - Onet.pl Blog

Mama podbiegła do niego z iście anielskim wyrazem twarzy, załapała za ręce i zaczęła się bujać na boki.
-Noo, Fauścik, nie irytuj się tak! Chcemy w końcu poznać tego chłopaka. Przecież Charlotte jest z nim już długo, może to coś poważnego? A na przyjęcie zaprosiliśmy tylko najbliższe nam osoby!-mruknęła, po czym cmoknęła syna w czoło, zostawiając tam delikatny ślad truskawkowego błyszczyku.
Wyminęła chłopaka i ruszyła w stronę kuchni, a on spojrzenie przeniósł na tatę. Ojciec wzruszył ramionami, uśmiechając się delikatnie. Ruszył przed siebie, ale zatrzymał się obok Faust'a.
-I zmyj ten ślad z czoła, bo to nie pomoże ci w znalezieniu dziewczyny.-zażartował, klepiąc syna po ramieniu.
Tamten począł zezować w miejsce, o którym napomknął ojciec. Eichi w ogóle nie nadaje się do tej rodziny i Faust był pewien, że on również będzie próbował się owemu faktowi, związanemu z zorganizowaniem bankietu na rzecz przedstawienia go, sprzeciwiać.
                 Stał pod ścianą, lustrując wszystkich dookoła uważnym spojrzeniem. Jak ten idiota mógł tak się zbłaźnić w jego oczach? Gdy padło pytanie ze strony Charlotte : Kotku i co o tym.

Gdy twoje życie opada na samo dno, nie masz wystarczającej siły by się podnieść... - Onet.pl Blog

 

58. ,,Przepraszam za moje łzy...''

 

  

 

(Len)

Wszyscy czekaliśmy na słowa Nigela…

- Dobrze… Pierwszy Trey… - Niebieskowłosy podszedł do Nigela… Oboje stali obok takiego wielkiego jakby… kielicha… Po chwili z niego wyleciała mała karteczka i od razu poleciała do rąk Nigela…

- Trey. Twoim Żywiołem jest Woda… - Trey tylko kiwnął głową i wrócił do grupki…

- Faust… - Podszedł do kielicha.

- Twoim Żywiołem jest Śmierć… - Odpowiedział Nigel czytając napis z kartki… I tak było z każdym…

- Rio twój to Powietrze…

- Jun… Również Powietrze…

- Morty… Przyroda…

- Tamara… Twój to Śmierć… - Wszyscy zaniemówili… Tamara i Śmierć? Biedny Trey…

- Pilica… Woda… - No tak jak jej brat…

- Len… Podejdź… - Przyszła kolej na mnie. Powoli podszedłem do Nigela. Modliłem się w myślach by moim żywiołem nie.

Zapiski na marginesie - bloog.pl

   

      No pewnie, że nie zapomnę! 

 

Jonas Kaufmann - Non ti scordar di me

 


Tagi: Jonas Kaufmann, tenor spinto
Trackback: http://bloog.pl/id,330661067,trackback

komentarze (30) | dodaj komentarz

Charles Gounod "Faust"... i dopisek

niedziela, 11 grudnia 2011 17:39

 

 

 

      Wbrew znaczeniu swojego imienia doktor Faust (łac. faustus – błogi, szczęśliwy) nie był człowiekiem.

Ona nie umiała marzyć - Onet.pl Blog

Było swobodniej i ciszej. Przysiadłam na ławce. Filip też usiadł.

- Coś się stało? - spytał widząc mnie zdołowaną

- Nie nic- odpowiedziałam uśmiechając się mimo woli- po prostu wydaję mi się że tu nie pasuje

- Pasujesz idealnie- powiedział dotykając mojego policzka

- Boję się- powiedziałam cicho spoglądając w jego oczy

- Czego?

- Że ty, Majka i Max jesteście tacy jak tamci

- Karina- powiedział czule zbliżając się- uwierz mi nie jesteśmy

Filip już miał mnie pocałować gdy nagle

- Myślałem że mnie kochasz- przerwał Faust śmiejąc się pod nosem- chce tu po prostu być-  drwił

Nie mogłam złapać tchu, serce omal mi nie wyskoczyło

- O czym on mówi?- zapytał Filip

Wstałam. Próbowałam jakoś nie czuć tego bólu.

- Karina- podszedł do mnie Faust, spoglądając na mnie z satysfakcją- oddasz mi serce?- I znów śmiech który mnie strasznie ranił.

Oczy zaczeły pokrywać łezki, odwróciłam się i już miałam uciekać gdy nagle złapał mnie Filip. Wziął mnie na ręce.

- Zawiozę cię do domu- odparł

Karina (14:18)