O czym chcesz poczytać na blogach?

Elfa

Smocza Drużyna? To tylko stara, zapomniana legenda...

- wrzasnął, kiedy spojrzała na niego przytomniej.
- Nie zrobiłabym tego, gdybyś mi powiedział co tam jest!
Kerad puścił ją i potrząsnął głową z niedowierzaniem. Poczuł jedynie jak coś chwyciło go za nogę w kostce i po chwili leżał już na wilgotnej piwnicznej podłodze. Przy upadku wykręcił sobie lewą rękę, ale nie miał czasu przejmować się bólem. Całą jego uwagę przykuwały dwie chude dłonie o czterech długich palcach wyciągających się w jego stronę. I straszliwe, okrągłe i pozbawione tęczówek i źrenic oczy. W myślach mrocznego elfa pojawiło się tylko jedno - wissquutrass. Odtrącił łapy kopniakiem i zerwał się błyskawicznie na nogi. W mgnieniu oka wspiął się po drabince na górę i zatrzasnął klapę.
- Kerad, co tam jest? - zapytała Ilyana, telepiąc się ze strachu i zimna.
- Czy ty potrafisz zadawać tylko takie pytania?! - wydarł się mężczyzna, kierując na elfkę tak wściekłe spojrzenie, że ta cofnęła się z powrotem pod samą szafę, nie zważając na leżące tam zwłoki.
- Na dole jest wissquutrass, nie znam jego nazwy we wspólnej mowie. To jedno z.

wilczka

Krew, jeszcze ciepła. Wyczuł słaby puls. Odwrócił ją na plecy, ubranie miał pociete, przesiąkniete krwią, w miejscu gdzie leżała była solidna kałuża krwi.
Elf pośpisznie opatrywał cięższe rany, choć na tyle by zatamować krew. Potem zajął się Kruczoskrzydłym. Mężczyzna był nieprzytomny, ciężko poraniony...
Elf rozejrzał się bezradnie po sali, wolał tu nie zostawać. Miejsce przerażało go. Przyprowadził konie, które przez całą walkę spokojnie stały w korytarzu, wszak nie wydano im żadnych poleceń. Ciągle martwe wierzchowce przejmowały elfa dreszczem, ale przynajmniej nie musieli się martwić o pożywienie dla nich...
Legolas przewiesił rannych przez grzbiet konia i ostrożnie ruszył korytarzem, którym tu przyszli. Rozglądał się za jakimś schronieniem. Zauważył wąski korytarzyk odchadzący w bok. Zostawił konie, korytarzyk kończył się niewielką salką. Jedna z jej ścian ozdobiona był dziwnym rysunkiem - przedstawiać mogła skrzydlatą istotę, ale elf nie był tego pewien - częśc linii była zatarta, tak jakby celowo...
Elf nie zastanawiał się nad tym teraz, przyniósł rannych, koniom.

:::when you were young you were the king of carrot flowers :::

Ślepienie w filmy przyrodnicze.
Była też wystawa Beksińskiego, po której wpadliśmy w zbiorowe psychozy, budowanie szałasu-survival na plaży, trupia czaszka z piasku, puder za 11 złotych, wampir Lestat dla ubogich, kraina Cieni, komiks o Smutosławie ( Beksińskim oczywiście), filozoficzne dysputy nad istotą bytu i to, że świat powstał z niczego, a oparty jest na Kancie (jedno z lepszych haseł:
prezerwatywy Brzytwa Ockhama. Nie twórz niepotrzebnych bytów...).

I to było NASZE morze, NASZE, bezkonfliktowe, jasne, z wielkim bananem na twarzy, moje i Elfa dyskusje na wieży ratownika, nasza pełnia księżyca. Ani jednej myśli złej. Demon przegnany, rozpoczęłam sezon na szczęście, sezon na wzajemność.

skomentuj (7)
_______

15:26:38 2003-08-20
aurora

Dużo farby zużywam ostatnio, dużo.

Jak nigdy opróżniam swoją głowę ze snów,patroszę je na podłodze i oblepiam papier mache, według upodobania i ochoty, oczy z marmurowych kulek i ogony z pawich.

"Ja kocham ciemności jasność, czarny blask tylko widzę i jestem... W każdym ruchu twych skrzydeł." - Onet.pl Blog

Się w jego dłoni, usilnie pragnąc wrócić do swojej norki, znajdującej się gdzieś pod jego stopami. Wolną ręką mężczyzna wykonał gest nakazujący Velii podejść bliżej mostu. Gdy oboje byli już obok, Calryn rzucił wciąż walczącą mysz na most. Wyleciała prawie na sam jego środek. Zwierzątko zaczęło nerwowo badać teren, poruszając przy tym noskiem i swoimi długimi wąsami. W pewnym momencie istotka stanęła na dwóch tylnych łapkach. Uniosła swoje maleńkie uszki aby nasłuchiwać. Pokręciła główką to na lewo, to na prawo, jakby w poszukiwaniu czegoś. Elfy uważnie przyglądały się, czekając na rozwój wydarzeń. Nagle w ciemności, na powierzchni mostu, jakby coś się poruszyło. Velia myślała, że wzrok płata jej figla, lecz gdy przyjrzała się uważniej to dostrzegła, że wokół gryzonia z kamiennych płyt podłoża, ostrożnie wynurza się coś, na kształt pięciu czarnych pazurów. Nagle koścista dłoń pochwyciła mysz. Zwierzę rozpaczliwie zapiszczało i zaczęło się szarpać. Gryzło obciągniętą czarną skórą, szponiastą rękę, lecz to na niewiele się zdało. W kilka chwil mysz zniknęła w zimnej.