O czym chcesz poczytać na blogach?

Dżdżownica

do-ciebie-list.blog.pl

W takim miejscu nie byłoby złe. Można by gadać godzinami do ptaka jakiegoś, albo trawy; pieścić mech, co na wyciągnięcie dłoni; tulić się do drzew i energię dobrą z nich czerpać; pomagać przejść przez ścieżkę jakiemuś żukowi i dzięki temu czuć się potrzebną i dać się głaskać wiatrowi i Słońcu – na przemian.
Nie byłoby wcale źle. Może dałoby się zapomnieć o niespełnieniach i chceniach… Może…

Dziwaczeję, Przechodniu, chyba…


skomentuj (3)


2004-09-24 21:00:04
Opowiem Ci bajkę, chcesz?


Nie będzie mądra i nie będzie długa…

Dawno temu na jednej z bajkowych łąk żyła wśród traw pewna Dżdżownica. Nie była niezwykłą wcale. Nie potrafiła śpiewać, ani robić na drutach, nie potrafiła nawet parzyć pysznej kawy, co przecież każda, najpospolitsza nawet dżdżownica, umie po mistrzowsku… Nie byłą wcale praktyczna i mimo swej przyziemności głowę wciąż nosiła w chmurach; marząc, marząc, marząc…
O różnych rzeczach. O tych całkiem małych. Tych nieco większych. I tych NAJWAŻNIEJSZYCH – że może kiedyś ona i pewien wąż niedawno spotkany, że może kiedyś… Tak do siebie pasowali przecież , bo i on blisko ziemi, a z głową w chmurach sunął zwykle, a i na praktyczność nie zwracał uwagi wcale… Nie widziała głupiutka Dżdżownica mała, że przecież on nie dla niej, bo zbyt okazały, zbyt szybki, zbyt.

Myśli pełne pszczół. - Onet.pl Blog

Bywa między Tobą a mną, między mną a Tobą. I jeszcze między nami.


Narasta we mnie potrzeba minimalizmu.
Malutka (13:51)
skomentuj
"Sen przeraża mnie..."
 

"Sny rodzą się w bardzo prosty sposób i nie liczą się z opinią społeczną"

Cholera, nigdy tak jakby się chciało..
Malutka (12:02)
skomentuj

01 lipca 2008
Z psychologii dżdżownicy.

  

To musi być straszne. Wychodzi biedna po deszczu, pełna nadziei na Słońce, nowy dzień, świeże powietrze i na tym podobne rzeczy, o których może marzyć tylko dżdżownica Nigdy nie byłam dżdżownicą, nie wierzę w reinkarnację, więc wątpię czy.

In the sky.


Link 01.03.2005 :: 17:50 Komentuj (3)
w kuchni dziś przedzieramy sie przez gorące powietrze i zapachy cynamonu. wyczyściłam już wielką stolnicę a szarlotkę wstawiłam do piekarnika. to wszystko w ramach poprawiania nastroju. ogólnie mówiąc to ciasto-terapia, pomagająca na WSZYSTKO. leczymy nią złamane serca, niepowodzenia szkolne, i napadową niechęć do życia - pomaga.

(poranne bóle żołądka, zapchany autobus, pan eM. na tyłach i krzyki: 'dżdżownica! dżdżownica!". nie lubię marca ani zupy grochowej.)


Link 08.03.2005 :: 15:39 Komentuj (2)
chwilowo poległam.

(leżę na chodniku i myślę jak by tu nie mysleć i co robić, żeby robić jak najmniej. dużo gotuję.)


Link 09.03.2005 :: 21:00 Komentuj (2)
dobry kościół nie jest zły, jak można ogrzać się w twardej (ale ciepłej! jak babcie kocham, ciepłej! podgrzewanej?) ławeczce, i od tyłu obserwować gibką nóżkę pewnego młodzieniaszka. jechało winem na pół nawy bocznej jak koleżanka w kubraczku w kolorze brąz postawiłą pierwszy krok na śliskiej posadzce. całą godzinę powtarzałam sobie w duchu nie skręcaj się, wytrzymaj, nie wymiotuj, jeszcze tylko. wytrzymałam. wyszłam na zewnątrz.

Bóg dał mi Ciebie żebym Cię kochała... więc Cię kocham Aniołku - Onet.pl Blog

moich marzeń

unoszą się do góry

tam nikt ich nie zobaczy

kajuś (10:23)
skomentuj

19 września 2006
.....

Jestem wyjątkiem od reguły

wstążką dłuższą o dwa centymetry

cieniem na który zabrakło szarej farby

liczbą nie okrągłą

moze jakąś pięćdziesiątą czwartą

albo trzydziestą siódmą

jabłkiem

przypadkowo pomalowanym

na niebiesko

kajuś (10:23)
samotnik

18 września 2006
ból świata tego

Wczoraj był u mnie Mały Książę

Narysował mi kaktus w doniczce

Co to takiego? - zapytał

Odpowiedziałam: dżdżownica

Narysuj mi cały ból tego świata, bym mógł

niszcząc kartkę i jego.

Sunrajzzz

Działa na mnie kojąco i uspokajająco.
Weekend zapowiadał się całkiem obiecująco, piątkowy wieczór był w porządku i nawet wstawanie w sobotę o siódmej rano przyszło łatwo, a potem.. potem było już tyko źle, gorzej, jeszcze gorzej i fatalnie. Głuche telefony w środku dnia nie zdołały popsuć mi humoru, bo nie dało się już bardziej. Potem chyba jeszcze ja zepsułam humor komuś, zanim ostatecznie udało mi się zasnąć. Czy ja na pewno jestem przewrażliwiona i przejmuję się pięć razy bardziej…? Możliwe. Choć bardziej prawdopodobne jest raczej to, że taka byłam od zawsze. Myślenie boli, niemyślenie jest niemożliwe, bo nie umiem wyłączyć tego cudeńka, które ktoś mi dawno temu włożył do głowy kiedy spałam i zaczął mój koszmar.. Ta dżdżownica to była dobra opcja, ktoś wie, co trzeba zrobić, żeby się zmienić w dżdżownicę..?
17:22, sunrajzzz , Mr Hyde
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 maja 2008
I już na koniec dnia...
Na chwilę, czy dwie przed snem, zanim całkiem zapomnę, dwa zdania o tym, że jest coś takiego, co się według poety nazywa „zbiegiem okoliczności łagodzących”. Taki właśnie zbieg okoliczności przychodził mi podczas weekendu do głowy wielokrotnie, narzekaliśmy na niego,.

the YAOI STORY

Starając się odrzucić ponure myśli i wspomnienia. Mimo, że to lipiec, pogoda była dość beznadziejna. Idealnie obrazowała nastrój Ryu, niebo było szare, brzydkie i ponure, całe pokryte jedną wielką szarą chmurą, nie przepuszczającą słońca. Do tego po paru chwilach zaczął padać zimny, upierdliwy deszcz, przeganiając większość ludzi z parkowych ławek pod daszek na starej, drewnianej scenie ukrytej między drzewami, której zastosowania nikt nie pamiętał.
Ryu nie miał ochoty gonić za tłumem i cisnąć się w suchym, ale zimnym miejscu. Dążył dalej wolnym, posuwistym krokiem przed siebie, patrząc teraz pod nogi, by nie rozdeptać jakiejś dżdżownicy. Czuł się jak taki robal. Był nawet szczęśliwy, kiedy przyjechał do Tokio. Zupełnie jak taka dżdżownica, która wyłazi z ziemi, kiedy pada deszcz. I cieszy się, że jest mokro, bo można sobie przyjemnie pełzać po wilgotnym, brukowanym chodniku. Do póki, aż nie spotka się z czyimiś butami, lub kołami czyjegoś roweru. Albo dalej będzie sobie pełzać w deszczu, aż wyjdzie słońce, chodnik wyschnie, a dżdżownica zeschnie się na czarny kamień i umrze.
Zupełnie jak on, kiedy wyjdzie słońce i oświetli fragment bolesnej prawdy, o której on wolałby zapomnieć. I droga stanie się sucha, nieprzyjemna, bolesna. Zostanie w miejscu, żeby było łatwiej.
Jak głupi musiał być by uwierzyć, że tu będzie lepiej? Czym mogłoby się różnić jego życie, jeśli zmienił jedynie miejsce zamieszkania. Swojego charakteru nie chciał i nie potrafił.

reAKCJA

W głowie kręcić. Podrapię się po jajach. O kurde, w majtkach mam mniej miejsca i nie mogę się podrapać po jajach. Ta kobieta idzie. Uśmiechnę się. Uśmiecham się i próbuję podrapać. „Dzień dobry, cześć, co tam?”. Z tą kobietą chciałbym iść do dziadka. Kobieto, czekaj! Ta kobieta za szybko chodzi. Mam mokrą bluzkę. Wracam do klatki. Oparłem się o grzejnik. Szkoda, że nie mogę na nim położyć lewej dłoni. Muszę się spytać dziadka co mi tak rękę powykręcało. Ale to jak wrócę. Coś mam w prawej kieszeni spodni. Co to? To dwa złote. Zostawię je jak będzie cieplej, jak lato przyjdzie. Kupię sobie rożka albo mambę. Przestało padać. Wychodzę z klatki i pójdę tam gdzie zawsze. Idę. Dziś ten kamień jest tam, a powinien być tu. Ale duża dżdżownica. Pani M. ma nowe firanki. Ta kałuża już taka płytka. Pan H. krzywo zaparkował samochód. Mokra ławka. Tęcza. Czarne kruki. Spróbuję je przestraszyć. Poleciały. Znów dżdżownica, ale jest mniejsza niż tamta. Pan Z. siedzi w garażu. Idę powiedzieć „cześć”. Mówi, że naprawia samochód. Ma nowy samochód. Mówi, że chciałby mieć nowszy, bo nowszy byłby lepszy. Zapytam jaki. Mówi, że czerwony z dużym bagażnikiem. Każdy by chciał taki samochód. Poza tym Pan Z. mało mówi i dużo pracuje. Zapytam czy kocha swoje dzieci. Mówi, że kocha. A żonę? Pan Z. mówi, że nie ma czasu gadać bo pracuje. Jakby miał nowszy samochód to nie musiałby tyle pracować. Zobaczę jeszcze ile ma na liczniku cyfr. Największa cyfra to ta na dole po prawej. To.