O czym chcesz poczytać na blogach?

Dezynsekcja

Deratyzacja warszawa,dezynsekcja warszawa - bloog.pl

Mieszkałem na wsi i myszy nie sprawiały większego kłopotu. Powiem tak, istniała możliwość życia myszy i ludzi na jednym terenie. Dziś tak nie jest. W miastach panuje tylko słowo deratyzacja Warszawa. Większość z nas nie odróżnia szczura od myszy więc będę pisał jakby to było jedno zwierze czyli mały gryzoń który nie powinien być w miejscu gdzie się pojawił.

Gryzonie są bardzo inteligentne ale z biegiem czasu pozwalają sobie na zbyt dużo. Wchodzenie do koszy na śmieci, buszowanie nocą po naszych działkach. Po prostu w niektórzych przypadkach cierpliwość przekrocza swoje najszersze granice. No i w takim momencie pojawiają się plany usunięcia gryzoni z naszego terenu. Jednym słowem dezynsekcja Warszawa w całej okazałości. Ale myszy znajdą sobie inne miejsce...




Podziel się:
Tagi: deratyzacja Warszawa

komentarze (0) | dodaj komentarz

Walka z naturą

wtorek, 07 września 2010 12:39

Na świecie.

spóżniony szlak '44 / '09 - bloog.pl

Muru . Starego ceglanego muru , każda z tych cegieł była świadkiem tylu wydarzeń . Ech...żeby te cegły potrafiły mówić . Mgła coraz bardziej utrudnia widoczność . I ta cisza... 
  Dochodzę do budynków przedwojennych Miejskich Zakładów Sanitarnych . Jeszcze kilkadziesiat metrów i jestem na ulicy
Spokojnej . Skąd ta nazwa . Kto wpadł na taki pomysł. Po zapadnięciu zmroku ulica ta ma w sobie jakąś grozę .
 Ulicę Spokojną wytyczono w rejonie zwanym Kaźnicą ze względu na wykonywane tu wyroki śmierci. W pobliżu swoją siedzibę miał też miejski hycel. Spalarnię uruchomiono na początku 1912 r., Zakłady Sanitarne pół roku później. Do zadań MZS należało m.in. odrobaczanie, odwszawianie, dezynsekcje i przewóz martwych noworodków.
  Idę ulicą Spokojną , wzdłuż ceglanego muru MZS . Wytężam wzrok , wodzę po każdej cegle . Szukam jakiejś pamiątki z Powstania . I mam ! Ślad po pocisku ! Dotykam tej szczeliny jak relikwii .
  MZS mieściło się na Spokojnej 15 , a więc to juz blisko . Idę chodnikiem pełnym liści . Jest ! Dochodzę ! Budynek szkoły.
Ulica Spokojna 13 . Powstańcza reduta . Budynek stoi majestatycznie , jakby dumny ze swojej historii .
Patrzę w okno na drugim piętrze , z którego "Świst" strzelał do niemieckiego snajpera.
Ogarnia mnie jakaś nostalgia , na usta ciśnie się zawołanie :

Zośka , Zośka jesteście tu!


Byli i są (*)

tomaszwrona

Wyniucha pluskwy domowe

Chris Goggin poświęcił 18 miesięcy życia i pół miliona dolarów na opracowanie tego niesamowitego wynalazku. Wykrywacz potrzebuje tylko kwadransa, by poinformować o obecności pluskwy.

Goggin zainspirował się swoim cocker spanielem, którego nos w wykrywaniu owadów jest niezrównany. Urządzenie ma aż trzy “nosy”, czyli czujniki, które analizują skład powietrza wessanego przez siedem wiatraków. Po kilkunastu minutach lokator dowiaduje się, czy już czas wzywać ekipę do dezynsekcji, czy nie.

Obecnie w USA specjaliści od usuwania insektów korzystają z pomocy około 200 psów, a ta liczba cały czas rośnie. Kłopot w tym, że szkolenie czworonoga kosztuje co najmniej 30 tysięcy dolarów, więc “elektroniczny nos” jest znacznie tańszy.

Wynalazek Goggina tak spodobał się redakcji amerykańskiego pisma “Popular Science”, że do mężczyzny powędrowało wyróżnienie w konkursie dla wynalazców.

Blisko jak Georgia O Keeffe

07:51, tazja00
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 sierpnia 2007
chyba ok

 Akcja zwalczania robali w chatce: to jest mączniak młynarek - chrząszcz, który nie je drewna, to dobra wiadomość. Wczoraj ponownie zaimpregnowałam podłogę na górze środkiem zabójczym dla owadów, a potem pomalowałam lazurem V33, ponieważ tam surowe deski były - zużyłam 3 litry na 12 mkw powierzchni.Kolega sąsiad zniósł stary kufer ze strychu, trochę go odrestauruję i przyda się. Jutro pojadę na wieś i zacznę porządki po tej ostrej dezynsekcji. Mnóstwo starych rzeczy wyrzuciłam, na strychu jest pusto - wreszcie porządek, no i oczywiście wszystko odkurzyłam i zaimpregnowałam, nie zauważyłam śladów żerowania w belkach stropowych - uff.

W ogrodzie tak ładnie. Kwitną róże i mnóstwo innych kwiatów. Jak się uporam z porządkami będę sobie spoglądać na kolorową rozmaitość.

11:33, tazja00
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 lipca 2007
koty

Gry i zabawy ludu polskiego

Sie, ze mozna przezyc zycie w glasgow i nigdy nie byc w edynburgu i nie robic z tego problemu. No i ze mozna byc Portugalka i na wakacjach we Wloszech,zostac wyrwanym z butow pytaniem,Wlochow czy Portugalia jest prowincja Hiszpanii....Poza tym, zadnych skandali i porno-brutalnych historii niestety nie odnotowano :////


 

20:39, lamarea
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 listopada 2006
wyjscie awaryjne
godzina zero. Wstepny proces dezynsekcji, dezynfekcji i deratyzacji, zakonczony polowicznym sukcesem, przeszlam wczoraj siedzac godzine w wannie. W planie na dzis nr.1 to wyspanie sie (latwizna), nr2 wprowadzenie sie w dobry nastroj (z tym moze byc gorzej),nr3 pomalowanie paznokci (niewykonalne) nr4 zrobienie twarzy na ubostwo (przewidywane spore trudnosci) nr5 najwazniejsze - dawka alkoholu przed wyjsciem podana doustnie (dla poprawy umiejetnosci jezykowych i ulatwienia nawiazywania kontaktow miedzyludzkich).
Mam nadzieje, ze prezent sie spodoba. Ja tam bym sie ucieszyla, gdyby ktos mi podarowal kalendarz wg ktorego w jednym tygodniu trzeba widziec Matke Boska wszedzie (szczegolnie w lasagni wegetarianskiej), w innym nie prowadzic interesow z ludzmi ubranymi na pomaranczowo,a w.

unhooklife at ownlog '06

Norweskich żółtych drewnianych domków. Dookoła kasztany i ogólnie las, gałęzie wchodzą mi przez okno i balkon, a ptaki budzą co rano. WG 4 osobowe.

Trochę zaniedbane. =) W ramach akcji porządek wyeliminowałam z lodówki: mleko z października, jajka z grudnia, zafoliowane kanapki z "niewiemkiedy" i zylion innych rzeczy, które już niedługo z lodówki wyszły by o własnych siłach. Dokonałam tez niedawno niezłego znaleziska. Mianowicie czerwone plastikowe pudło pełne brudnych naczyń, nie wiem jeszcze sama czy to myc czy całe po prostu wyrzucić. Podejrzewam ze minimum dwa miesiące =)


I pomyśleć ze jestem naprawdę (NAPRAWDĘ!) szczerze zadowolona z tego mieszkania.
Myślę, ze po przeprowadzeniu dezynsekcji i deratyzacji będzie nieźle.
Pudełko naprawdę nie śmierdzi dopóki sie go nie otwiera =)

Wszystko to bardzo obleśne i niestety idealne oddaje mój dzisiejszy stan grypy żołądkowej. Sama jestem lekko... (jakby to dowidzieć nie używając słowa zarzygana) zawymiotowana?



Tak mieszkam.


Link 08.04.2008 :: 14:25 Komentuj (4)
Jeśli chodzi o wewnątrz,
pozwólcie ze jeszcze trochę posprzątam.
=)



Skrzydła. Usidlone. Udomowione.


Link 08.04.2008 :: 14:34 Komentuj (0)
Zagospodarowałam pozostałości karnawału.
Niech sobie wiszą.
Przedpokój.



Fuck.


Link 09.04.2008 :: 16:13 Komentuj (6)

Cogitationis poenam nemo patitur...

Ma to jak zdrowe żywienie półtorarocznych dzieci w dzisiejszych czasach;]). Kiedy ma przypływ szczodrości to się z ciocią podzieli:) Ale najczęściej dobitnie wyraża niezadowolenie, że ciocia podaje amu tak wolno, przecież w tych bezkresnych ustach jest jeszcze tyle wolnego miejsca do spożytkowania:>
10.02 --> Przespawszy (imiesłów!) dwie noce na podłodze (Maksiutek wymaga osobnej sypialni:) i przeprowadziwszy pierwsze, nieudane farbowanie włosów, pędęm (i tym razem PKSem) powróciłam do Pezeta, gdyż dziecko jest chore, a mamusia chrzestna ma wolne:):) Ciąg dalszy cioci Agagagagagagagagi;>
14.02 --> z Pezeta telką na romantyczne walentynki w ... Lublinie, zakończone grypą żołądkową i dziesięciogodzinnym powrotem do GW (z 1,5h w Krzyżu;]) 20.02;]
27.02 --> po drugim, tym razem udanym farbowaniu włosów pkp 5.00 do Wrocławia, by dowiedzieć się, że 28.02 jednak zajęć nie ma;]

Na bazie powyższego stwierdzam, że życie we Wrocławiu jest dość spokojne;] Tylko jedna dezynsekcja, parę kół i litry kawy z likierem Black&white;]


Nillaithiel_skomentuj (8)
2008-03-15 10:29:53