O czym chcesz poczytać na blogach?

Dętka

ekologie miejskie

Pośród których większość stanowią ludzie. Funkcjonowanie wspólnot miejskich zakłada nieustanną obserwację oraz naukę reagowania na różne aspekty naszego zachowania. W tym kontekście, to właśnie dźwięk jest jest narzędziem, które najlepiej uczy wrażliwości na otoczenie, jednocześnie to dźwięk jest najbardziej ignorowanym i pomijanym składnikiem życia w mieście.

W POD NAD zamierzamy wykorzystać dźwiękowe środowisko, które tworzy się poprzez ruch fal akustycznych pomiędzy dwoma odmiennymi przestrzeniami. Sceną dla performensu stanie się Plac Wolności oraz nieczynny obecnie kanał “Dętka”. Nasze działanie będzie polegało na uobecnieniu i uzupełnieniu dźwięków przepływających z jednej przestrzeni do drugiej.
Wloty wentylacyjne kanału powodują, że odgłosy z powierzchni placu dostają się pod ziemię. Odpowiednie nagłośnienie, architektura kanału o kształcie zbliżonym do torusa oraz performerzy/muzycy sprawią, że dźwięk zostanie przekształcony, wyprowadzony na górę i ponownie włączony w obieg lokalnych dźwięków.
Publiczność zapraszamy do aktywnego słuchania!

Dziękujemy Muzeum Kanału “Dętka” (a szczególnie Waldemarowi Marcowi i Michałowi Grudzie).

kjube blog

Strona główna Dętka

-Kochanie, napompuj kółka w wózku. - powiedziała mi Żona.
-Gdzie jest pompka, do cholery? - powiedziałem ja Żonie.

Dwadzieścia minut później dziarsko popychałem powietrze w akompaniamencie złorzeczeń na wentyle, szprychy, flaki, opony i wszystko inne. Złorzeczenia odniosły skutek. Przy pompowaniu ostatniego kółka dętka powiedziała pziuuuuu i oddaliła się do gumowego nieba. Malut został bez wózka.

Dętka do wózka to, jak się okazało, tak zwana dwunastka. - Nie robię luzów - powiedział mi pan w sklepie rowerowym gdy tylko zobaczył mnie z kółkiem w ręku. - Jakich luzów? - spytałem grzecznie. Pan myślał, że chodziło mi o.

czekoladowa-beza.blog

Albo się zbiorę i bez rozbierania zawrócę w progu gnając po to, czego zapomniałam, albo oleję i przez kolejne 4 dni będę miała wyrzuty nie tylko sumienia. We czwartek mamy pierwszą tak jakby rocznicę. Tj rok temu 18 lutego zaiskrzyło na pewnym koncercie na tyle mocno, że jakoś M się przyspawał i został. W tym roku o tej samej porze gra ten sam zespol koncert w tym samym miejscu i mamy isc. No ja nie wiem, ale mi się poważnie nie chce.  W dodatku impreza zaczyna się o 18:30 a ja skończę pracę ok. 21:00, więc nawet pewno nie zdążę na koncert a jak zajdę, to wszyscy będą rozbawieni, przy 6 piwie a ja będę dętka :/ Przemyśliwuję wszystkie opcje zastępcze, ale sytuacja wygląda suabo.
W ogóle przez ten śnieg, to mi się nic nie chce i tylko bym spała. Wiem, że nie jestem w tym osamotniona. Wiem też, że jak sobie na to pozwolę to wszystko mi pieprznie, bo stracę nawet te ostatki ochoty do robienia czegokolwiek a poczucie obowiązku pójdzie się paść na rów.
Dlatego zaraz się ubiorę i pójdę na tę pocztę a później po receptę i poszukać kaloszków, gdyż buty mam dziurawe a idzie odwilż. Czy ktoś widział fajne kaloszki?? Bo ja wczoraj widziałam tylko rozm. 36 lub 41. Nie bardzo mi pasuja, bo normalnie.

Zapiski Wendrownego Rogala

Styczeń 2010, 10:47 Startujemy raniutko o 8 żeby zdązyć na prom. Koza nam wysuszyła przez noc ciuchy, a rano już mamy słoneczko. Niestety wciąż jest zimno. 5-7 stopni. Niestety, po 30 km moto Vlada, zaczyna robić fochy na widok najmniejszej nawet kałuży i traci iskry co chwile... Niewesoło, bo kwas z akumulatora zjadł fajkę na prawą świecę zapłonową i teraz jak sie tam woda dostaje to sie robi problem. Na razie wolimy nie ruszać, bo nie mamy zapasowej, a resztka trzyma sie jeszcze na włosku. Jakoś kichając przemy dalej. Nie na długo, bo Tomek znowy łapie kapcia. Tym razem dętka w pięknym wieku 23 lat, zostaje skutecznie zniszczona, i dalej pomyka na chińskim produkcjie marki "nie było innej"... Jakby prom był w południe, tak jak się obawialiśmy, to byśmy nie zdążyli, ale był o 19tej, więc spoko. Jeszcze Tomasz, pospawał pęknięty bagażnik... o 22giej dotarliśmy do Punta Arenas. Dziwne miasto, ale chyba bardzo fajne. Kupę knajpek, kupę hosteli, bardzo ładnie. Niestety , my jakoś tak jesteśmy wykończeni i idziemy spać, zamiast do knajpki na piwko...  Mnie wykańcza mało snu, bo już o 6tej obudził mnie telefon Tomka, który piszcxzał o coś z pół.

Motoamerica 2010

Dnia mieliśmy sprintem udać się po szutrówce do miejscowości gdzie czekał na nas prom do Punta Arenas. Wstaliśmy nieco wcześniej niż zwykle aby być na czas.
Pech nas jednak nadal prześladował. Po 10 km Dakar Vlada zaczął kichać i zdychać na wyższych obrotach. Szybka inspekcja nic nie dała. Nie wiemy co jest ale podejrzenie pada na jedną ze świec. W wolnej chwili spróbujemy to naprawić do końca. Po kolejnych 20 km Tomek znowu łapie gumę. Po ogędzinach można stwierdzić , że poszła łatka którą dzień wcześniej nakleił. Ponieważ na kapciu jechał kilkadziesiąt metrów urwał również wentyl więc dętka była do wyrzucenia. Strata żadna bo wg nas owa dętka miała ok 20 lat.
Reperacja odbywała się w iście extremalnym klimacie bo na jakieś górze gdzie wiał jak zwykle
mega silny wiatr a temperatura spadła do 4 stopni. Przez chwilę padał grad.
Na szczęście na prom zdąrzyliśmy gdyż dopiero był o 19.00.
Po trzech godzianch dotarliśmy do Punta Arenas. Na ulicy miasta zapytaliśmy dwóch policjantów o jakiś hotel. Panowie bardzo uczynni zatelefonowali przez radiotelefon do centrali
po czym poprosili abyśmy podjechali dwie przecznice dalej na komisariat. Tam czekał już na nas inny mundurowy z.