O czym chcesz poczytać na blogach?

Determinizm

Co mysz napłakała.

(ostatnim nadużywam tego określenia, doskonale zastępuje wiele innych, bardziej skomplikowanych,dłuższych i gorzej brzmiących: hipokryzja, ignorancja, absurd, irracjonalizm, przerost ego, niskie poczucie własnej wartości, etc..) układzie planetarnym nie funkcjonują takie przejawy samouwielbienia. Doskonale wiem, co mną powoduje, każdy umie nazywać swoje wymówki. Partner nie chce, nie potrzebuje. Rodzina była niepełna. Zakwas w relacji matka-córka, obawa, że nie nauczono nas bycia matką, alb o nauczono nas czegoś, czego nie akceptujemy (zawiera się w tym jakaś okrutna ocena.. a może to my jesteśmy niepojętnymi uczniami?). A wreszcie to przeświadczenie, że ktoś, kto nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności za siebie, nie może brać na siebie dodatkowej odpowiedzialności za kogoś.

Lubienie swoich genów wymiata. Wiele razy słyszałam, że muszę narobić dużo rudych pokręconych dzieciaczków, żeby przekazać to, co mam najlepsze. A do mnie to nie trafia. Owszem... Oliwia, Oktawia, Lenka. Nawet jakiś Erwin się przewinął (każdy entuzjazm negatywnie nastawionego partnera należy hołubić!). Ale trawi mnie ta myśl, że nie chciałabym, aby ktoś odziedziczył po mnie takie destrukcyjne nastawienie - do siebie i do świata (które jak już mogę stwierdzić - da się przekazać, szczególnie nie mając innego). Przynajmniej w tym podpunkcie z partnerem się zgadzam.

Tagi: determinizm geny prokreacja skrajności
14:29,

Michał Sasak

Za zagrożenie – jest ich na tyle niewielu, że nie przejmuje się nimi nawet władza państwowa, a co dopiero czyjeś córki, siostry i żony. Można mu przyznać brawa za kunszt trollerski i wirtuozerię w rozsierdzaniu wykopowych aktywistów i strażników Przestrzegania Prawa w Państwie Prawa. Co i rusz ktoś wymienia paragrafy, judzi “nawoływaniem do nienawiści” i postuluje procedurę zakapowania Pana Profesora lokalnemu posterunkowi pałecji.

Żeby móc powiedzieć, że coś jest przestępstwem, trzeba najpierw znaleźć jego ofiarę – słowa mogą ranić, ale nie zabijać. Mord jest zawsze efektem decyzji konkretnej jednostki, a zwalanie odpowiedzialności na gościa wyżej jest przykładem żałosnego, marxistowskiego determinizmu – “to nie ja zabiłem, to Kardaszewski mi kazał”. “To nie ja stłukłem żonę, zrobił to mój pas”. Owszem, ktoś go może potraktować poważnie, wziąć pod pachę butlę z kwasem solnym i ruszyć na miasto, ale kto mu kazał słuchać nawiedzonych wywodów człowieka zepchniętego na margines polityczny? Stosując ten przepis konsekwentnie, trzeba by a priori karać producentów broni za morderstwa, właścicieli autostrad zamykać za wypadki drogowe, a wytwórców gaśnic traktować jak bezpośrednich sprawców pożarów.

Mógłbym się tu jeszcze rozpisać o pierdołach n/t. płacy minimalnej, ekonomicznej ignorancji, nacyol-partiotycznym przywiązaniu do gliny i azbestu, czy utopijnym marxistowskim.

Dedykowane wszystkim filozofom i alchemikom

Polecam dłuższe i głębsze zastanowienie./

K O N I E C

O 20:34:11 dnia 2006-01-02 napisał filozof-zycia, od tego czasu pojawiło się (6) skarg i zażaleń - możesz do nich dołączyć całkowicie za darmo, więc... skomentuj

JESTEŚMY TAKIMI, JAKIMI NAS WIDZĄ INNI.
rozważania

Dlaczego?
Ja pojęcie "wiem kim jestem i jestem tym" rozumiem jako wypełnianie wewnętrznego powołania, zrozumienie celu swojego istnienia w odniesieniu do wieczności.
Jeżeli (sztampa!) "jestem sobą" to ja jestem tym, kim chciałem i chcę być, odrzucając wszelki determinizm środowiskowy, to, co przejąłem od innych ludzi, ale czego przejąć nie chciałem i ogólnie wyzbywając się wszelkich naleciałości świata zewnętrznego determinujących moją wizję szczęścia i zmieniających mój sposób na Życie.

- Jasne?
- Nie...
- To przeczytać jeszcze raz.

Ponadto zauważam, że problemem jest tak banalna sprawa jak: inni widzą mnie tak, a ja siebie siak.

I to właśnie na podstawie tego problemu wnioskujecie, że jesteśmy częściowo tacy, jakimi nas widzą inni.

Ok. Teraz mogę się zgodzić, jeżeli przyjmiemy sytuację nieidealną, chorą, patologiczną, etc., w której na nieszczęście znajduje się znaczny odsetek.

Stone Garden

Od dawna filmu tego nie widziałem, ale przypomniał mi się na zasadzie jakichś pokrętnych skojarzeń, gdy czytałem notki u Aglais i Wyspiarza. 
Człowiek myślący (i nie mam tu na myśli przeciętnego szarego Kowalskiego, a ludzi, którzy faktycznie Myślą) zastanawia się czasami nad sensem życia, śmierci i wszystkiego w ogóle. Przez takiego jednego Greka, który podobne rozterki postanowił omówić z kolegami, podczas spacerów przez gaj oliwny, od kilku tysięcy lat mamy naukę zwaną filozofią. Zgłębia ona najprzeróżniejsze zagadnienia, które najczęściej odnoszą się do tego "wszystkiego w ogóle" i próbuje połapać się co jest co. Efekty są różne. Między innymi takie coś, co się nazywa determinizm. Mimo, iż co poniektórzy chcieliby deterministów okładać kijami, a inni usilnie starają się ich ośmieszyć, pewne nauki uznawane za przyrodnicze zdają się dawać podstawy do rozważeń z kategorii niewesołych (bo determinizm jest z gruntu mroczny, posępny a nawet niepokojący).
Ogólny problem polega na tym, że gdy człowiek dociera do pewnego stopnia świadomości (jedni przy pomocy obserwacji, inni inhalacji), zaczyna dostrzegać wiele niepokojących rzeczy na tym świecie, które kryją się pod przyjemną pierzynką normalności. Nie mówię o tym, że wszyscy żyjemy w Matrixie, ani o tym, że tak naprawdę to kosmici wpadają co roku z wizytą i przy piwku obgadują losy ludzkości. Raczej chodzi mi o to, że.