O czym chcesz poczytać na blogach?

Cyborg rat

Recepcjonistka

Nadchodzą nowe sygnały, jedna czyjaś twarz za drugą tylko miga przed oczami, skojarzona od tej pory już na trwałe z numerem pokoju i problemem, który był do załatwienia, typu: przyjechał na mojej zmianie, chciał przedłuzyć pobyt, pozyczył ładowarkę, chciał czajnik, pytał o wycieczkę do Wieliczki, płacił za mini-bar, zamówił saunę, itd. itp. . Już jestem takim cyborgiem, że nawet przy prawie pełnym obłożeniu, jak teraz, powiem na pamięć mniej więcej kogo gdzie mamy, jesli chodzi o gości z grup to przynajmniej na którym piętrze i w którym skrzydle, a indywidualnych to juz dokładnie po numerach, sama nie wiem jak to się dzieje, że mój mózg przestał wypierać zbędne informacje i pamięta teraz takie rzeczy, w każdym razie.

Wkurzyłam.

22:19, nenella
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 marca 2007

Muszę pisac na raty, bo czasem tyle się tam dzieje, że mi się nie mieści w jednym kawałku :). Tak własnie było w tą niedzielę i teraz jak się sezon zacznie na dobre pewnie już codzień tak będzie.

Nie bardzo miałam warunki, zeby uczyć młodą w tym zamieszaniu, które tam było już z samymi wyjazdami. Dyra naiwna, ją dała specjalnie na zmianę w niedzielę i specjalnie ze.

kujonek-pospolity blog

Na rekolekcjach.... one musialy ze soba wziasc swojego brata... i chcialysmy być razem w grupie.... bo razem planowalysmy pogaduchy, granie na gitarze... bo na 4 osoby (ja, Kasia, Asia i ich brat) mielismy 2 gitary... ale niestety.... dziewczyny zostaly przydzielone do innej grupy... w dodatku do innego budynku... i zostalam „sama”.... ale wieczorem przyszedl do mie ich rat – Piotrek i powiedzial ze chcialby pozyczyc gitare... a ja mu na to ze tez chce grac i ze ide do niego i gramy razem... a przy okazji tego grania zaczelismy siem smac z kolegow z grupy Pitrka ze jestesmy rodzenstwem... i oni uwierzyli!!! I tak zyskalam brata... i tak sobie jestesmy rodzenstwem... a ostatnio, zima na rekolekcjach dalej utrzymujemy ze jestesmy rodzinka... a.Obcymi osobami...
Ale koncze już bo trzeba siem zbierac... ludzie ja wam moge wmowic ze mam zyrafe, która galopuje sobie po podworq!!! Bo tak naprawde jest :D

skomentuj (12)


2004-04-14 21:37:15
buntowanie siem
Z namowy kogos z czytelnikow mojego bloga mam temat do notki wiec pisze... bo ten ktos (pozdrawiam Cyborgu :D) zaproponowal mi zebym siem zbuntowala bo jak on siem zbuntowal to jego rodzic sie już nie wfanzalal... może ja przytocze fragment:

„ostatnio ojca opierdzieliłem jak mi za ręczny pociągną przy wyjeździe z parkingu z Łagiewnik, powiedziałem mu: " wsadź sobie ręke w spodnie i pociągnij" już mi ni eprzeszkadzał, Ty też musisz sprubować się.

smutne, mroczne obrazki na bloga z napisami... Do tego wierszyki miłosne (nieznane) oraz opisy gg. Więc jak? Sprawdzisz czy warto tu wrócić? - Onet.pl Blog

Przykro mi to stwierdzić, ale kontynuacji bloga nie będzie. Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną przez ten, bądź co bądź, długi okres czasu. Nie wykonałam zamówień egoistycznej - nie wiem jak bardzo są Ci potrzebne te obrazki, ale zwróć uwagę na to, ze samych Twoich zamówień było dwa razy wiecej niż wszystkich jakie dzisiaj wykonałam. Nie jestem cyborgiem.

 

Więc to jest pożegnenie...

 

P.S. Dziękuję Panu, który zniszczył mi życie...

 

  

  

  

Mam nadzieję, ze mi to jednak wybaczycie? Mam dla was porcję zamówień:
 
 
 
 
 
 
 
 

Parę krwawych, o które ktoś prosił:

 
 
 
 
I parę wierszy (a dokładniej mówiąc mojego badziewia:

Z jego małą pomocą
Na raty się zabijam,
Za jego małą prośbą
Szczęście znów omijam.
Jak długo wytrzymam?
Znikam powoli...
On wie co ja czuję?
On wi jak to boli?
Krzyczę tylko szeptem,
Bólowi zadaję ból,
Kwiaty krwią podlewam,
Do rany przykładam sól...
Me oczy są bez barwy,
Me słowa są obłędem.
Czy cokolwiek dobrze zrobiłam?
Czy.

wyborovy.blog

Miał miejsce na korytarzu, na którym Pan Pomarańczowy wcześniej rozlał piwo (właściwie wypuścił je z ręki, dopadł go nagły niedowład kończyn). W „chmielną kałużę” z dużą prędkością wpadł (jak już wiadomo) Pan Seledynowy przez co zaliczył cyrkową wywrotkę, odbijając się przy okazji od pralki (oczywiście nic mu się nie stało – cyborg). Jakby tego było mało założył, że interesującym miejscem na oddanie się potrzebom fizjologicznym jest stromy dach budynku. Pomysł szybko przerodził się w czyny, ale dzięki sprawnym działaniom zakrojonym na szeroką skalę, został zaholowany przez doborowe towarzystwo w bezpieczną strefę budynku. Tego wieczoru nie wymyślił już nic równie głupiego, ale za.

Musieliśmy opuścić klub wraz ze szkłem, które mieliśmy pochowane po kieszeniach. Operacja grabienia zakończyła się w rezultacie sukcesem, ale nie ominęły nas przez to momenty wszechogarniającej grozy.

Nietuzinkową sytuacją było również grupowe zamawianie pizzy, którą ze względu na duży ruch dostawaliśmy na raty. Wobec tego co chwilę ktoś opuszczał stolik i szedł na miasto po dalszą dozę rozrywek (mieliśmy na koniec spotkać się w jednym punkcie). Po godzinie wszyscy zjawiliśmy się w umówionym miejscu i okazało się (ku powszechnemu zdziwieniu), że nikt nie zapłacił za przepyszną strawę. Za całość miała bowiem zapłacić jedna osoba, ale jej wykreowanie.