O czym chcesz poczytać na blogach?

Copacabana

Szymon w Peru

Ja jeszcze za zycia czy pozniej.

 

Kolejny dzien spedzilismy na robieniu zakupow, gdyz wszystko bylo jeszcze tansze niz w Peru i ciezko bylo sobie odmowic kupna jakiejs pierdoly. O szczegoly prosze do Alinki.

Nie omieszkalem sie rowniez wykapac w jeziorku.

 

Przestrzegano mnie, ze woda jest baaardzo zimna, wiec przygotowalem sie na mocne wrazenia, ale okazalo sie, ze nie bylo tak zle. Jednak na wszelki wypadek zaraz po wyjsciu z jeziorka pierwsza rzecza jaka na siebie zalozylem byla czapa i szalik.

 

Melduje, ze do tej pory jestem zdrow jak ryba.

Wrocmy jeszcze  do Copacabana. Nad miastem goruje wielka katedra. Jest nieproporcjonalnie duza w stosunku do wielkosci miasteczka (a moze raczej wioski). Zastanawialismy sie skad sie tutaj wziela i kto ja wybudowal, ale ostatecznie zagadki nie rozwiklalismy. Katedra jest tak wielka, ze nie miesci sie w aparacie, dlatego przedstawie tylko wieze.

160000minutos

13
wrz
09

Jedziemy na wycieczke

Natura, natura, natura. Czas poznac nam inne obszary Peru, bo to tak zroznicowany kraj, ze hej. Od nisko polozonej, lecz nie plaskiej dzungli, po wysokie Andy. Postanawiamy skorzystac z tych urozmaicen przyrody i wykupujemy busowy tour do Kanionu Colca. 4 godziny tluczemy sie busikiem po drogach, co oczywiscie sa w ksztalcie serpentyn. Po drodze laguny, pasace sie symbole Peru, czyli lamy. Obok siedzi troszke puszysta Peruwianka, czyli tzw. gordita. Pochrupuje cos przez cala droge, zaopatrzona jest w reklamowke z bulkami. Jak sie pozniej okazuje ma cala, recznie spisana liste produktow zywnosciowych z.

Z plecakiem po świecie

Tagi: ameryka Peru
23:09, piero70
Link Dodaj komentarz »
Copacabana / La Paz, 31.07, sobota

Jedziemy w kierunku granicy. Granica fajna – łańcuch przed, łańcuch po, a pośrodku brama. Niestety biurokracja spora – po stronie peruwiańskiej trzeba zaliczyć dwa budynki (i kolejki), po boliwijskiej tylko jeden, ale za to kolejka zacna. Po dopełnieniu formalności dojeżdżamy do miejscowości Copacabana, gdzie musimy zmienić autobus. Czas oczekiwania wypełniamy zwiedzaniem pobliskiej katedry – bardzo ładnej z ciekawym wnętrzem i kapiącymi złotem ołtarzami. W drodze do La Paz czekają nas jeszcze inne atrakcje – przepiękne widoki i przeprawa promowa (ludzie płyną osobno, autokary z bagażami też osobno). Taka kolejna ciekawostka.

Po dotarciu do La Paz okazało się, że w mieście jest fiesta (która to już z kolei na trasie) i całe centrum jest zablokowane. Taksówki nie kursują. Musieliśmy się przeciskać przez tłum z plecakami, a na dodatek brakowało już tchu przy podchodzeniu pod górę – w końcu La Paz jest położone na wys. 3600-4000 m n.p.m..

Nad brzeg rzeki Piedry wróciłam i usiadłam...

Podoba się dziewczyna, i jak on ma ją zagadać, żeby nie uciekła. Poszedł w końcu do samotnej panny, co na schodach siedziała ale mu gadka widać nie poszła bo zaraz wrocił. Dołącza do nas reszta ich kompanii, i Czerwona koszula nas ciągnie do Copacabany. Stłuczona butelka i niespodziewany odwrot, tak jak poprzednio Poznaniacy. Niesamowite zjawisko.
18.07. wtorek/ 19.07. środa
Jedziemy do Gdańska. Łażenie po sklepach, oblecenie starego miasta, miniaturowe desery lodowe na obiad i do domu padnięte. Odpoczynek i szykowanie na wieczor bo postanowiłyśmy dziś poszaleć w jakimś klubie. Wykańczanie wina z plaży. Poszłyśmy i... i się okazuje że kluby pozamykane, działają tylko w weekendy. Zonk. Copacabana otwarta, free, wchodzimy i nie da się wytrzymać. Klub typowo lanserski, ludzie dziwnie, przy muzyce można tylko stać. Idziemy szukać czegoś lepszego. Po drodze na skwerze mijamy kogoś znajomego w czerwonej koszuli, aż się wracam upewnić czy to ten z ekipy Ściemniacza co zbił butelkę, owszem, on, siedzi bo czeka na wolny komputer i do zobaczenia w jakimś klubie. Viva ma odpowiednią muzykę ale od 21lat. Potem do mnie dociera, że przecież ja mam tyle. Przez to młode towarzystwo sama się czuję jak dzieciak, lol. MacŚmieć, molo, zamuła, ciągle nam miga Ściemniacz albo Czerwona Koszula. Siedzimy w jakimś pubie, nikt nas nie obsługuje, moment graniczny pt: idziemy do domu albo do klubu. Zdesperowane idziemy.

América Latina

Co ciekawego robiłam w Copacabanie? Pierwszego dnia zwiedziłam Katedrę z legendarną figurą Virgen de la Candelaria, wspięłam się na Cerro Calvaria, przyznaję, że zdobywanie szczytów na wysokości ok. 4000 m.n.p.m. do łatwych nie należy ale żeby miło zakończyć dzień, postanowiłam udać się na drugie wzgórze wznoszące się nad Copacabaną, na którym znajduje się dawne inkaskie obserwatorium astronomiczne, Horca del Inca.

Następnego dnia udałam się na Isla del Sol. Cudowna wyspa której mieszkańcy żyją od wieków w zgodzie z naturą i wierni swoim tradycjom. Otrzymałam pozytywną energię od świętej skały Inków, Roca Sagrada, zobaczyłam miejsce,.

Najnowsze wpisy

  • Cusco
  • Nareszcie w Peru :)
  • Copacabana
  • wyprawa do Tiwanaku
  • El Mercado de las Brujas