O czym chcesz poczytać na blogach?

Busy lublin

my only friend is a city I'm livin' - Onet.pl Blog

                  Bal gimnazjalny. Godzina druga rano. Rozanielona wraca do domu i wita matkę słowami:
-Mamo! Było tak świetnie, Ci  ludzie są wspaniali! Nigdy się nie rozstaniemy- ja nie wiem, jak my to zrobimy, ale chyba zabieram ich z sobą na Lublin !
-Daję Ci pół roku. Za pół roku nie będziecie się do siebie przyznawać.
-Chyba żartujesz, mamo.
-No może przesadziłam. Nie będziecie się do siebie przyznawać za rok, za sześć miesięcy zaczniecie się nienawidzić.



Wczoraj wydarzyło się bardzo dużo, więc żeby nie zniknęło w eterze, postanowiłam to opisać.
              Wczoraj był poniedziałek i zanosiłam papiery do nowej szkoły. Byłam strasznie zakręcona, nie mogłam uwierzyć, że naprawdę będę się uczyć w Lublinie. Zaczęło się od tego, że na początku weszłam do busa, mówię, że poproszę do Lbn, a pan mi mówi... że mnie nie zawiezie, bo do Chełma jedzie. Ja taka zdziwiona, ale serio- Chełm. Przeprosiłam grzecznie, wyszłam i zauważyłam, że przez to nie zdążyłam na busa do Koziego Grodu-  czekaj teraz 20 minut na następny. Dojechałam, trochę spóźniona- ale wyszła po mnie Ela. Cudowna dziewczyna, metr osiemdziesiąt (?) dobrej.

Niemanie - Onet.pl Blog

Dostałem gorzką czekoladę, a 2 godziny wcześniej po raz pierwszy w życiu widziałem się z kimś, kogo znam bardzo dobrze od 2 lat i śpiewaliśmy piosenki na zasmołowanym murku przy teatrze Andersena. A biało czarny kot patrzył chwilkę... Magiczne, odrealnione, piękne spotkanie. Ten Ktoś tworzył niemanie... od samego początku jesienią 2005, dziekuję Włóczko. Z całego serca... Za bycie. Wtedy i teraz i kiedyś.

aha, zdjęcia jednak wrzuciłem już. Zabłądziliśmy do Grzesia i pijemy piwo.
Fotki: Lublin i Kazimierz
Aldaron (17:00)

Raz. Co ciekawe kobieta nie lubi jezdzic stopem bo sie boi. Ludzie są tacy różni...

Duchota i upał wczoraj był niesamowity. Niemal spałem z łąpą wystawioną na drogę. Prawie na miejsce dowiozly mnie trzy osoby, które miały nieprzespaą nockę za sobą, co plus ten upał i nawalająca klima w aucie tworzyły podróży surrealistyczną atmosferę.

Na Majdanek dojechałem busem w którym kobieta i mężczyzna pili wódkę z tyłu. Podziwiam.. w takiej temperaturze.. Błędne oczy mieli.

A spałem w obozie koncentracyjnym i czułem jakoś strasznie pozytywną energię... Wiem ze to dziwne zważywszy na charakter miejsca, ale tak było.. Jakiś spokój spłynął... Wrażenie obecności Dobrych Duchów, raz jeden przeszedł bardzo blisko.

Marcin Wroński: niedziennik autora

Ostatnio nawet coraz bardziej, bo w zapędzeniu tej Warszawy w Warszawie prawie nie widuję – z dworca w auto, autem na miejsce, a potem na dworzec. Jadąc na Targi Książki, postanowiłem nieco zmodyfikować ten schemat, ale rzeczywistość okazała się silniejsza.

Chęci miałem dobre. Przede wszystkim nie wybrałem się pociągiem, tylko busem. To taka puszeczka na kółkach, która mimo dwojącej się i trojącej klimatyzacji działa niczym objazdowa sauna. Człowiek wysiada wprawdzie jakby mniej śmierdzący niż z wagonu drugiej klasy, za to bardziej spocony. Im ktoś większy i grubszy, tym gorzej – ja jeszcze jakoś daję radę. No i druga rzecz – nie czekało żadne auto. Bardzo dobrze, miałem w perspektywie niemalże.

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten do listy ulubionych.

Informacje o Marcin Wroński

Urodzony w 1972 r. w Lublinie, co okazało się brzemienne w skutkach. Absolwent polonistyki KUL, pisarz i redaktor. Debiutował w 1992 r. zbiorem opowiadań „Udo Pani Nocy”, wkrótce wydał też mikropowieść pijacko-przygodową „Obsesyjny motyw babiego lata” (1994). Tworzył piosenki i skecze dla kabaretu „Osoby o Nieustalonej Tożsamości”, był felietonistą i dziennikarzem radiowym, nauczycielem,.

Blog traceuse - parkour, czyli sztuka doskonalenia siebie

Wieczorem wspólny film. Bo „nie lubię spać sama”. A w ogóle „spanie jest dla słabych” i gdyby to faktycznie było wykonalne, to jechałabym na samej kawie, aby tylko być z ludźmi. Mleko wydawał jakieś dziwne dźwięki. Cała dyskusja się z tego wywiązała. Właśnie na taki temat, o ironio… Swoją drogą jakiś czas potem sama się tego nauczyłam, żadna filozofia. Nie, nie, bez praktyki… ;)

 


Trzeci dzień, wyprowadzka ode mnie i cel Lublin. Strasznie cieszyłam się na spotkanie z chłopakami, względem których zawsze jakoś.

Żałuję, że nie umiem lepiej skakać w deszczu. Ach, czerołapna, czemuś ty taka żałośnie nieporadna, skoro natura powinna być ci sprzymierzeńcem?!

Blu okazał się być najbardziej uczynną istotą wśród zgromadzonych i nie marudząc, nie zważając na żadne przeszkody, dzielnie sprawdził nam busy zapisując je w pamięci. Zapomniał chyba tylko o stanowiskach odjazdu, czy czymś takim, ale wybaczyliśmy mu i nie musiał wracać.

Z czasem dołączył kolejny CHEAPtripowicz, Er. Niedługo potem obudził się we mnie instynkt macierzyński i powołanie pielęgniarki. Ja wiem, że to tylko rozcięta.

...pustka...

I absolutnie nieopłacalną wyprawę to do kogo się zgłasza?? Oczywiście do mnie, bo mnie nie trudno do absurdu przekonać...

Rano wstałam o 6, niedopiłam kawy, o żadnym jedzeniu nawet nie pomyślałam i pędęm leciałam na tramwaj, gdzie się z Kudłatym umówiłam... Na dworcu PKS okazało się, że nasz planowany autobus nie kursuje poza sezonem... Uroczo... No to na busa prywatnego poszliśmy i tylko 30 minut czekaliśmy na odjazd...

Oczywiście bus był jedynie do gryfic i tam mieliśmy się przesiąść na coś innego bezpośredniego do Niechorza... W gryficach byliśmy ok. 10 a według busów prywatnych do Niechorza mamy busa o 12:45... Poszliśmy na poszukiwanie jedzenia i czegoś czym dałoby się dojechać wcześniej... I oczywiście nie.

Że na imprezę techno pójdę żeby tylko wyrwać się z domu...

Zmiany na blogu są, bo blog w przebudowie jest... A dokładniej szukam jakichś fajnych fotek, ale na razie nic znaleźć nie mogę więc trzeba w cierpliwość się uzbroić, aż dokończę wszystko...
2006-03-22 08:54:47
...napociła się i wymyśliła Kress_Ka... skomentuj (1)




Lublin

W piątek wstalam inteligentnie o 6 rano i na komputerek. Potem dentysta i w drogę :D Prawie całą podróż nie spałam, chyba tylko około godzinę drzemałam... I na dodatek.