O czym chcesz poczytać na blogach?

Boeing 747

Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało | Do Japonii i z powrotem

Podawano warzywny ramen – chyba nie za szczęśliwy wybór, jak na ostatni posiłek w Europie. Trochę się zasiedziałem i musiałem biec do bramki – okazało się, że choć to ten sam terminal, to jest ona dość daleko i trzeba dojeżdżać kolejką.

Heathrow, Boeing 747

O ile pierwszy samolot (chyba airbus A319) w środku wyglądał na nieco większy autobus, to ten międzykontynentalny (boeing 747) robił wrażenie ogromnego. Niestety miejsca wcale nie było w nim więcej i przeciśnięcie się z miejsca przy oknie do przejścia wymagało zdolności niemal akrobatycznych. Tu już wiedziałem czego się spodziewać, tak że przed.

Blog Marty Fox - Onet.pl Blog

Ich skrzydełek. Okazało się, że ich skrzydełka są stanowczo za małe, żeby unieść ich cały ciężar i z punktu widzenia aerodynamiki jest absolutnie niemożliwe, żeby trzmiel w ogóle zdołał unieść się w powietrze, nie mówiąc już o lataniu (i to jakim lataniu! W stosunku do wagi, trzmiel uzyskuje kilka tysięcy razy większą prędkość niż jakiś tam boeing 747. A boeing 747 ma cztery silniki odrzutowe!)
Różni mądrzy ludzie próbowali dociec, jak to możliwe i właściwie nie wymyślili nic innego, jak to, że trzmiele po prostu nie wiedzą, że nie mogą latać. A skoro nie wiedzą, to latają dalej.

Z plecakiem po świecie

By tak gdzieś zaginął, to…). W końcu jednak wszyscy polecieliśmy tym samolotem do Meksyku. Tam niby 5 godzin czekania na następny, ale na innym terminalu (jechaliśmy nawet pociągiem) i dość szybko to zeszło. Lot do Europy też długi (ok. 10 godzin - znów lecieliśmy przez Grenlandię prawie - chyba drugi doktorat zrobię z przelotów nad Atlantykiem - może Boeingi 747 muszą tak latać?), ale większość czasu przespałem i ok. 15h00 następnego dnia wylądowaliśmy w Amsterdamie. Tu też było z pięć godzin czekania – poszliśmy więc do knajpy i wypiłem tu chyba najdroższe piwo w życiu – 5 €. W knajpie też ciekawostka – w telewizorze była relacja z Tour de Pologne.

W końcu lecimy do Warszawy, lot.

Zebrała, bus też przyjechał przed czasem, więc do Berlina też przyjechaliśmy wcześnie rano i trochę czekaliśmy aż otworzą bramki na odprawę. Po odprawie też było dużo czasu, tak dużo, że dwa razy przeszedłem cały terminal, gdzie było zaledwie kilka sklepów, z czego większość jeszcze zamknięta. Trochę ten Tegel mnie rozczarował.

Do Amsterdamu lecimy Boeingiem 737. Lot bez problemów (tylko podali znów te okropne sandwicze, ale widać to standard). W Amsterdamie za wiele czasu nie było, bo musieliśmy spory kawał przejść na inny terminal, a potem praktycznie zaraz ładowaliśmy się do dużego Boeinga 777, który był pełny. Startujemy – czeka nas ponad 12 godzin w samolocie (ale to już znam). Czas umilały nam.

Tutaj wpisz tytuł filmu.

Stanowią odwzorowanie myśłi fikcyjnej postaci, z którą autor bloga nigdy się nie utożsamiał, i której praktyk i działań nie pochwala. Zamieszczenie poniższego fragmentu na niniejszym blogu ma stanowić jedynie zaproszenie do dyskusji nad poruszanym w nim fragmencie.

-------

(...)

   Miałem sen. W moim idealnym świecie Boeing 747 wcinał się w budowaną właśnie Burdż Chalifa, niszcząc islamskie marzenia wraz z setkami ton stali z impetem opadającymi wprost na głowy rozwrzeszczanych przechodniów.
   Bomby wybuchały na podziemnych stacjach metra w Dubaju i Teheranie, a zamaskowani neofaszyści chlubili się swoimi wspomnieniami z zamachów w Internecie. Na twarzach muzułmanów.

Człowiek, który w nic nie wierzy boi się wszystkiego...

Obok, klepnął producenta w plecy.
- Tak, bardzo możliwe, idźcie już.
Weszli do autobusu, który miał ich zawieść do samolotu. Bill co chwilę odwracał się za siebie i patrzył podejrzliwie na wyszczerzonego i machającego do nich w dziwny sposób Jost’a.
Wsiedli do samolotu. Po tylu latach w biznesie wreszcie mają własny, prywatny… idealny. Boeing 747, wersja 400M, ponieważ część pokładu potrzeba była przecież dla całego majdanu, jaki zabierają ze sobą na koncerty, łącznie ze sceną.
Siedzenia, w formie czerwonych kanap, rozstawione były przy ścianach samolotu. Na środku przymocowany był stół, a w rogu dwie lodówki z przekąskami i napojami.
Rozsiedli się i pozapinali pasy. Samolot ruszył.

Politycznie, proszę państwa

Rozumiem, że pan minister może czuć się trochę zagubiony, że najlepiej czułby się w gabinecie psychiatrycznym (choć, mimo, że to jego zawód, nie mam pewności, czy nie powinien przebywać tam raczej jako pacjent), ale chyba najwyższy czas się obudzić? Jeśli nie obudziła pana ministra CASA, a i chyba Tupolew też nie daje rady, to może potrzebny jest upadek Boeinga 747 na siedzibę PRM? Premier Tusk, nie odwołując ministra Klicha (jak mówi rzecznik rządu Paweł Graś 'premier nie będzie podejmował decyzji personalnych pod wpływem jakiś artykułów') igra z ogniem. Tym ogniem jest naród, który w coraz większym stopniu i coraz głośniej rządza zmiany na stanowisku szefa MON.
Piloci nie są odpowiednio.