O czym chcesz poczytać na blogach?

Argument

Komentarza słów kilka...

Tyle, co w roku 2007, gdy jego partia obejmowała władzę.
Bardzo odważne posunięcie. Szkoda tylko, że urzędy nie stosują się do zaleceń pana premiera. Swoją drogą paradoksem jest, że Tusk nakazuje zwalniać urzędników, a sam tworzy nowe stanowisko dla Bartosza Arłukowicza. . Minister ds. Osób Wykluczonych. Zastanawiam się, jak definiowane są takie „osoby wykluczone”. Może chodzi o takich, którzy stracili stołki w Platformie poprzez „wykluczenie”?

Argument szósty: Szef PO, jak i cała partia są bardzo cenieni w Europie i mają szansę pomóc Unii wyjść z kłopotów finansowych.
To jest mocny argument. Mieć w kraju partię, która jest tak ważna w Europie! Nie sądzę jednak, by nasz premier, poza poklepywaniem po plecach, cokolwiek większego osiągnął. Jak mogą reagować kraje, typu Wielka Brytania, Niemcy, czy Francja, gdy Donald Tusk zapowiada, że chce uleczyć europejską gospodarkę i pomóc w wyjściu z kryzysu? Jak można brać na poważnie takie deklaracje (wbrew pozorom wypowiadane z poważną miną) z ust premiera kraju, którego zadłużenie rośnie w tempie wyższym, niż za Gierka? Najpierw trzeba poradzić sobie z sytuacją wewnętrzną, a potem porywać się na podbój Europy. A co da nam prezydencja w UE? No, jeszcze większe długi.

Argument.

Moja rzeczywistość - Onet.pl Blog

Nas wzajemnej Miłości i szacunku do siebie, innych i Świata. Stosowanie metod naturalnych faktycznie daje możliwość, czy nawet wymusza konieczność wspólnej rozmowy, szacunku do siebie, umiejętności kontrolowania siebie. Tego wszystkiego chce nas uczyć Bóg i chce pokazać, że to jest dobre. Jednak moim zdaniem KK idzie za daleko, udowadniając, że "sztuczna" antykoncepcja jest ZAWSZE I NA PEWNO powodem rozpadu małżeństwa, jest złem sama w sobie i dociąga do tego słowa Pisma Świętego, które są raczej nadinterpretacją bożego przekazu. Przez to sam sobie podkłada belki pod nogi i osłabia wartość i siłę swojego przekazu. Dochodzi w końcu do tego, że jedynym argumentem jaki pozostaje, żeby to obronić to stwierdzenie, że KK jest nieomylny, a sprzeciwianie się jego tezom jest grzechem. I kończy dyskusję....

Podsumowując... KK chce przekazać nam Bożą Naukę i pokazać nam jak dobrze żyć w zgodzie z Bogiem (tak przynjamniej zakładam i staram się w to głęboko wierzyć). Jednak wg mnie idzie trochę złą ścieżką. Minęły czasy kiedy KK powiedział: "jest tak" i lud wierzył, że musi być "tak" bo tak powiedział KK.

KK w tej sprawie powinien raczej uczyć jak Kochać i szanować małżonka, nawet mając do dyspozycji coś takiego jak "sztuczna" antykoncepcja. Ale To co robi KK to raczej uciekanie od problemu niż.

dwie-rzeki-z-odnoga.blog

Tylko taki powinno wspierać. Jako antropolog pozwolę sobie tylko znacząco chrząknąc w tym momencie i taktownie przemilczeć okres grecki, rzymski, renesans jak i to, co państwo robić powinno. Geje jako osoby lepiej wykształcone, bogatsze, kreatywne i zaangażowane społecznie (ach ta statystyka…) niewątpliwie mogą stanowić doskonały inwestycyjny target dla państwa. Ale to szczegół. Co do podstaw naszej cywilizacji – nie przesadzajmy z tym chrześcijaństwem. Cywilizacja nasza w dużej mierze została rozwinięta przez jednostki wybitne, które ze standardowym myśleniem miały tyle wspólnego co ja z różańcem. Podkopywanie jakichkolwiek fundamentów jest argumentem śmiesznych ksenofobów zamknie tych w swej ciasnej nacjonalistycznej skorupce. Jako argument ideologiczny (bazujący na Religii) nie jest argumentem w dyskusji merytorycznej.
W zasadzie to tyle. Odwołanie parady ze względu na „niespełnienie wymogów formalnych” jest śmieszne. Każdy, kto pracuje w urzędzie wie, jak łatwo tego dokonać. Szczególnie, że parada normalności(que?) młodzieży weszpolskiej jakoś szybko została rozpatrzona i zaakceptowana.
Cóż mogę dodać od siebie? Chyba tylko tyle – mam nadzieję, że pewnego dnia przestanę się stresować na każdy dzwonek do drzwi.

skomentuj.

Trochę filozofii, czyli o życiu - Onet.pl Blog

Się sprawdza. Mało tego, wcale mi to nie przeszkadzało.

Dziś wiem, że to pewnego rodzaju paradoks. Jeśli na świecie nie było by nic pewnego, to znaczy, że jego istnienie również nie było by pewne. Tak jak to, że dwa i dwa to cztery. Człowiek nie potrafiłby żyć ze świadomością, że może negować zupełnie wszystko, że wszystkiemu może zaprzeczyć.

Taki pogląd nazywa się nihilizmem epistemologicznym. Niestety, w ostatnim czasie dość często zdarza mi się z nim spotykać. Jednak nie w odniesieniu do wszystkiego.

To, co uznaję za niesłuszne, jest niemożliwe do poznania. Wszystko, co przeczy moim argumentom, nie jest pewne. Więc mam rację.

Coś takiego nie ma sensu.

Moja prawda jest pewna, natomiast wszystko inne jest niepewne. Ja mam rację, ale twoje argumenty są wątpliwe.

Coś było źle spisane, źle zrozumiane, przekręcone, niedosłyszane, niedokończone, sztuczne, udawane, fałszywe, sfabrykowane, podrobione, nie ma dowodów, nie ma świadków.

Można zaprzeczyć wszystkiemu. Ale cóż nam wtedy zostanie?
homo_audiens (20:59)
skomentuj

patologia vs normalność. - Onet.pl Blog

Wieczór przez 13 lat w domu, żadnych imprez, spotkań wieczornych nic, może nawet nie dlatego, że mi nie pozwalali, ale to ja chciałam sobie oszczędzić jakiegoś gadania i komentowania- i tylko ja wiem, że to miało w sobie jakiś swój sens, chociaż to ma się ni jak to mojej chęci wyrwania się stąd.
Najczęściej płakałam w niedziele, nienawidziłam tego dnia i nadal, ten dzień tygodnia sieje dla mnie grozę. W niedziele wieczorem następowała kulminacja fakt siedzenia w domu, tęskniłam do szkoły, uwielbiałam ją! TO szkoła dawała mi osiem godzin potencjalnego spokoju! Fakt prac domowych zapewniał mi potencjalny spokój podczas mojej nauki, zawsze miałam argument, że mam naukę i to jak czarodziejskie zaklęcie dawało mi chwile spokoju. Kolejna wywiadówka, kolejne piątki, czwórki, i tekst "tak dalej". - zajebiste wsparcie, docenianie i inne takie tam czego pragnie dziecko od rodziców.

A teraz? nie mam tego.
nie mam szkoły.
cztery miesiące w domu, bez argumentu nauki!
załamałam się.
Chce do szkoły.

Fakt ten sprawił, że zaczęłam zdesperowana szukać pracy, punktu zaczepy, kolejnego argumentu, ośmiu godz spokoju!

Chyba zalałam.
Mało płatne, ni jak sie ma do moich upodobań, zainteresowań, ale te 8 godzin spokoju są przekonującym argumentem!

znów będę miała spokój.

widownia

Dyskusjach argumenty na rzecz kultury można przypisać do której z wymienionych linii. Nawet uwzględniając poczynione przez Bognę Świątkowską w tym samym tekście zastrzeżenia.

Dzięki uporządkowaniu dyskusji można jasno postawić problem. Na przykład w formie pytania: czy te dwa typy argumentacji można pogodzić? Czy, argumentując na rzecz kultury, można je stosować równocześnie? Zagadnienie dotyczy określenia relacji pomiędzy ekonomicznym, a społecznym uzasadnianiem potrzeby publicznego finansowania kultury.

W rzeczywistości te dwa typy argumentów mieszają się ze sobą. Na przykład w kampanii “Kultura się liczy” pojawiają się argumenty społeczne, a ruch Obywateli Kultury odwołuje się do ekonomicznej linii argumentacji.
Mam jednak przeczucie, że łączne stosowanie dwóch typów argumentacji ma swoje ograniczenia. Dlatego, że stosując określony typ argumentów, uzasadnia się potrzebę istnienia określonego typu kultury. Być może budowaniu społeczeństwa obywatelskiego służą najlepiej wydarzenia artystyczne całkowicie odmienne od tych, które mają istotny udział w tworzeniu PKB.

Relacja ekonomicznego i społecznego uzasadniania kultury nie jest jednoznaczna. Można ją na przykład (jak czyni Lidia Makowska) ująć dynamicznie, jako relację następstwa. Przejścia od mniej.

Palec Serdeczny

Ludzie się kochają bo to powoduje wzrost przyrostu naturalnego, więcej dzieci – więcej ludzi, więcej ludzi – większy biznes, większy biznes – wzrost znaczenia kraju, wzrost znaczenia państwa – więcej możliwości, więcej możliwości – WŁADZA NAD ŚWIATEM! Także ty niewdzięczny antypatriotyczny trollu przez swoja ignorancję nie dajesz Polsce urosnąć w siłę! Joke, ofkorz. Jeżeli jesteś sam, to może właśnie  ten dzień pozwoli Ci zapoznać kogoś nowego? Szczerość popłaca!

Deux: Kocha się cały rok, a nie jeden dzień.

To jest dla mnie najdurniejszy argument stulecia. Aż ciężko mi coś na to napisać bo to samo w sobie jest nielogiczne. Walentynki to dzień zakochanych, można by powiedzieć, że takie uczczenie tych co się kochają, right? Czyli skąd pomysł, że wielbiciele Walentynek nie kochają swojego partnera cały rok?! Tylko dlatego, że lubią zrobić coś miłego swoim ukochanym w ten jeden dzień? Twój argument jest inwalidą. I to takim z pierwszą grupą. Równie dobrze można nie lubić Tłustego czwartku, bo wpierdziela się słodkie cały rok, a nie w ten jeden dzień. Tyle.

Trois: Nie mam kasy na prezenciki. Gnij.

Kolejna.